Polish Genealogical Society of Michigan
Annual Polish Genealogical Research Seminar
October 17, 2009 American Polish Cultural Center – Hall #2
2975 E. Maple Rd. (15 Mile Rd) Troy, Michigan 48083
Speaker: Stephen Barthel
Accredited genealogist since 1981; formerly with the Family History Library in Salt Lake City
PRESENTATIONS:
Help I’m Stuck! – How to deal with corrupted Polish/American names & Locality spellings and finding their town in Poland.
Hamburg Passenger Lists and Police Records – There is more to Hamburg records than meets the eye. How to find your ancestors in Poland, using records of other people who emigrated at a different time.
Gazetteers, Websites and Maps – Records are catalogued by the locality that created them. Since there are many villages belonging to a parish, it is essential to use gazetteers to find the parish for a given village name. This presentation covers not only the online Meyers gazetteer of the German Empire, which is modern Poland, but also other online gazetteers, maps and resources.
Where Are We Heading? Family History Centers, Public Libraries, Historical Societies and the New FamilySearch Site – An orientation on the LDS Family History Department, including changes that affect us. The remaining time will be for questions and answers.
Polish Genealogical Society of Michigan (PGSM), c/o Burton Historical Collection, Detroit Public Library, 5201 Woodward, Detroit, Michigan 48202- 4007
See website for details: www.pgsm.org
„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.
O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.
Rodacy z Europy i Ameryki znają Telewizję Polską przede wszystkim z kanału TVP Polonia, który dociera do wielu zakątków świata, stanowiąc często jedyną nić łączącą ich z dawną ojczyzną. To wielkie szczęście móc gdzieś na antypodach usłyszeć w telewizyjnym okienku polską mowę, zobaczyć rodzinne krajobrazy. Choć Internet znakomicie ułatwia globalne komunikowanie, to jednak starsze pokolenie zdecydowanie woli oglądać programy informacyjne, rozrywkowe, sportowe, filmowe na dużym monitorze telewizora. Tak dzieje się w Polsce, tak zapewne jest też w USA i Kanadzie.
Ten wstęp napisałem po to, aby uświadomić telewidzom, że istnienie krajowej telewizji publicznej, której zadanie polega m.in. na podtrzymywaniu łączności z Polonią, znajduje się dzisiaj w poważnym niebezpieczeństwie. Niestety, jeszcze za komuny wymyślono tajemniczą formułę, że „kto ma telewizję, ten ma władzę”.

Aktorzy sztuki Projekt Ameryka - fot. A. Adamek-Świechowska
[...] Jest u nas kolumna w Warszawie, na której usiadają podróżne żurawie, spotkawszy jej liściane czoło wśród obłoka, taka zda się odległa i taka wysoka! Za tą kolumną we mgły tęczowe ubrana stoi trójca świecących wież św. Jana…[...]
Tymi słowami Juliusz Słowacki malował najbardziej charakterystyczny obraz Starówki warszawskiej z jej górującą nad placem Zamkowym majestatyczną kolumną Zygmunta III Wazy, który przeniósł stolicę Polski z Krakowa do Warszawy. Słowacki był ulubionym poetą zarówno Heleny Modrzejewskiej, jak i Henryka Sienkiewicza. Obojga łączyła nie tylko miłość do niego, ale i los podróżnego żurawia, o jakim wspominał w wierszu Uspokojenie romantyczny twórca. Aktorkę i pisarza związał przyjaźnią wspólny pobyt na amerykańskim kontynencie, dokąd wyruszył najpierw młody Sienkiewicz, pisujący w tym czasie kroniki pod pseudonimem Litwos, a mający przygotować farmę Anaheim w Kalifornii na przyjazd artystki z mężem, Karolem Chłapowskim. Spośród grona gości, bywających w salonie Chłapowskich, on na serio potraktował zamiar emigracji, któremu przyświecała romantyczna wizja, wysnuta z pomysłu artystycznego Modrzejewskiej: „Och, ale gotować pod szafirowym niebem tego kraju wolności, jakaż to rozkosz! – rozmyślałam – Bielić płótno nad strumykiem, jak to czyniły dziewczęta z Iliady Homera! Po znojnym dniu grać na gitarze i śpiewać przy świetle księżyca, recytować poezje albo wsłuchiwać się w kwilenie drozda!”
My dearest Jewish friend, Ms. Lizzy Ratner,
It warmed my heart to hear that your six-day sojourn through Poland’s cities, towns and villages led you to discover the one-thousand-year old history of Polish Jewry and to feel a deep personal attachment to the land of your ancestors which you wrote about in your article “In the Beloved Old Country, a Jew has Visions of her Homeland”.

Marek Piotrowski - Dziewięciokrotny Mistrz Świata w kick boxingu
W biografiach wielkich ludzi nie zawsze najistotniejsze są momenty chwały i wielkich osiągnięć, choć to dzięki nim są najbardziej znani. Drogę życia wyznaczają nie spektakularne wydarzenia, lecz małe, nieuchwytne dla oczu innych momenty, w których człowiek musi walczyć sam ze sobą.
Hstoria Marka “The Punisher” Piotrowskiego, 9-krotnego mistrza świata w kick-boxingu, jest nieprawdopodobna. „To życiowy scenariusz na kasowy film” – tak mówił swego czasu, zainteresowany Piotrowskim, znany aktor Daniel Olbrychski. W Stanach Zjednoczonych przebywał prawie 14 lat, a w ciągu dwóch lat od przylotu osiągnął wszystko, co można było osiągnąć w kick-boxingu. Marek był człowiekiem, jednym z nielicznych, który poderwał Polonię. Polscy emigranci w Chicago nosili go na rękach, ustawiali się w kolejce po autografy i śpiewali Mazurka Dąbrowskiego po kolejnych wygranych starciach. Byli w Marku absolutnie zakochani. Do dziś w „Wietrznym Mieście” wielu biznesmenów trzyma na ścianach zdjęcia Marka Piotrowskiego z własnoręcznym podpisem. To wszystko zaczęło się 18 sierpnia 1988 roku. Wtedy Marek Piotrowski, po wielu sukcesach odniesionych w Polsce i w Europie (w październiku 1987) wywalczył Amatorskie Mistrzostwo Świata WAKO (full contact) – Monachium, a w grudniu tego samego roku Puchar Świata w Budapeszcie) opuszczał Polskę i leciał do USA.
Zapewne nie ja jedna zastanawiam się, dlaczego pan Dominik Piwowarski, nie został wielkim śpiewakiem? Wspaniały głos, dykcja, nienaganna prezencja; czego więcej potrzeba, aby zostać bohaterem scen? Życie prowadzi człowieka różnymi drogami, pisząc swoją księgę. Niezwykle ciekawą, jeśli chodzi o pana Dominika, znanego detroickiej Polonii przede wszystkim jako solisty chóru „Filaretów”, a kiedyś także aktywnie towarzyszącego żonie Franciszce w jej długoletniej działalności w Związku Polaków (pełniła funkcję prezeski gminy 133 oraz dyrektorki na stan Michigan); wreszcie kochającego, troskliwego męża.