<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>The Polish Weekly &#124; Tygodnik Polski &#187; Opinie</title>
	<atom:link href="http://www.polishweekly.com/category/opinie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.polishweekly.com</link>
	<description>najstarsza polonijna gazeta w Detroit</description>
	<lastBuildDate>Wed, 11 May 2011 02:51:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.2</generator>
		<item>
		<title>Moje polskie doświadczenia</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2011/04/moje-polskie-doswiadczenia/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2011/04/moje-polskie-doswiadczenia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Apr 2011 06:09:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=1110</guid>
		<description><![CDATA[Moje polskie doświadczenia Halina Massalska Wielkanoc w Polsce, jak zwykle, uroczysta i tradycyjna. Pogoda nieco zawiodła, ale cały poprzedzający tydzień upłynął pod znakiem słońca i soczystej zieleni, więc niedzielne chmury nie zdołały przytłumić radosnego nastroju. Kościoły były wypełnione po brzegi. Drugi dzień świąt &#8211; poniedziałek wielkanocny; Polacy spędzają go od zawsze w świątecznej atmosferze – [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Moje polskie doświadczenia</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Halina Massalska</p>
<p style="text-align: justify;">Wielkanoc w Polsce, jak zwykle, uroczysta i tradycyjna. Pogoda nieco zawiodła, ale cały poprzedzający tydzień upłynął pod znakiem słońca i soczystej zieleni, więc niedzielne chmury nie zdołały przytłumić radosnego nastroju. Kościoły były wypełnione po brzegi. Drugi dzień świąt &#8211; poniedziałek wielkanocny; Polacy spędzają go od zawsze w świątecznej atmosferze – przed południem całymi rodzinami udają się do kościoła, potem jakiś krótki spacer, spotkania familijne i towarzyskie, trochę zabawy z dyngusem&#8230; Wydawało mi się, że wszystko jest tak samo jak za dawnych lat. Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam żebrzących przed kościołem – dwoje ludzi o smagłej cerze, z maluśkim dzieckiem na ręku,  nieco dalej klęczący mężczyzna – proszący o pieniądze. Czynię odruch jaki mi pozostał z „detroickiego czasu”, zwykle dawałam jakieś drobne. Obserwuję ludzi, większość przechodzi nie zwracając na nich uwagi. Jaka obojętność – zamruczałam pod nosem. Jakiś człowiek usłyszawszy to, powiedział: <em>niech im pani zaproponuje żywność albo odzież – nie wezmą. Żebractwo to szerszy temat&#8230;</em></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1110"></span>Może rzeczywiście żebractwo staje się zawodem (o czym można przeczytać w internecie), a w dodatku nie jest to problem wyłącznie naszego kraju. Jednakże faktem jest, iż wielu ludzi potrzebuje pomocy i nie wolno udawać, że nie ma tematu. W pierwszy i drugi kwietniowy weekend wolontariusze Parafialnych Zespołów i Szkolnych Kół Caritas prowadzili akcję zbierania darów dla potrzebujących. Zbiórka przeprowadzona w sieci hipermarketów i sklepów samoobsługowych w Kielcach i innych miastach diecezji zakończyła się rezultatem około 5 ton żywności. Do koszy trafiały podstawowe produkty spożywcze takie jak mąka, ryż, makaron, konserwy, olej. Jak wynika z obliczeń, ilość zebranej żywności była mniejsza niż w poprzednich latach, co można wytłumaczyć zapewne wzrostem cen i rosnącymi kosztami utrzymania, ale budujące jest to, że mimo wszystko są tacy, którzy potrafią się dzielić.</p>
<p style="text-align: justify;">Materialna strona życia jest ważna, ale przecież nie samym chlebem człowiek żyje&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Zanim rozbrzmiało radosne Alleluja, trwały przygotowania do obchodów największego święta     dla każdego katolika. Wracając myślą do tych dni, wspomnę, że w naszym mieście przebiegały w atmosferze skupienia i nadziei. Symbolika Grobów Pańskich była raczej skromna, ale bardzo wymowna w swojej prostocie, po prostu przypominała o najważniejszym. W jednym z kościołów nad figurą Pana Jezusa cytat z Pieśni nad Pieśniami &#8211; „Bo jak śmierć potężna jest miłość”, w innym symbolika nawiązywała do Roku Kapłańskiego, a kolory papieskie (600 żółtych i białych róż okalających Grób Pański) przypominały o zbliżającym się wydarzeniu beatyfikacji Jana Pawła II.  W bazylice katedralnej Grób Pański bardzo skromny, utrzymany w kolorze fioletu, ze słowami Chrystusa, które wypowiedział w Wielki Czwartek: „To czyńcie na moją pamiątkę”, w kościele Świętego Karola Boromeusza na Karczówce, Grób z wyrastającym żywym drzewem, symbolem życia i przesłaniem: „tam gdzie żyje człowiek tam też Bóg umiera dla niego, i zmartwychwstaje dla niego”.</p>
<p style="text-align: justify;">I wreszcie Wielkanoc – radosna, uroczysta i tradycyjna. Śniadanie wielkanocne w gronie najbliższych, na stole święcone, baranek na trawce z rzeżuchy, życzenia, łzy wzruszenia. Resztę dopowiedzieć może każdy z własnych doświadczeń, bo przecież ta tradycja wędruje z Polakami na wszystkie krańca świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Każdego dnia zdarza mi się spotkać jakąś dawno nie widzianą osobę, a to w bibliotece, a to na zakupach, czy na spacerze. Są to serdeczne powitania, wymiana telefonów z obietnicą „do następnego razu”. Faktycznie, telefon dzwoni, są wizyty i rewizyty, aż zaczyna czasu brakować. Chyba mam szczęście, bo moi znajomi są uśmiechnięci, skorzy do żartów, narzekają nie więcej niż ludzie za oceanem. Podczas spotkań towarzyskich rozmawia się o wszystkim – o polityce, ekonomii, malwersacjach, brakiem pieniędzy, o problemach z pracą, o nowych ziółkach i pigułkach najlepszych na każdą chorobę. Niby tak samo, ale jednak inaczej, różnica polega chyba na tym, że jako antidotum na stres częściej stosuje się tu dobre „kawały” aniżeli pastylki. Tak czy inaczej, zastanawiających się nad powrotem do Polski nie będę straszyć ponuractwem Polaków, wręcz przeciwnie; na uśmiech i otwarte ramiona reakcja tubylców jest wprost proporcjonalna.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatnio zastanawiałam się jak rozwiązać problem wydatków związanych z eksploatacją samochodu  i wypróbowałam miejską komunikację. W Kielcach jest super! W każdą stronę autobusem dojedziesz, na przystankach (zadaszonych) rozkłady jazdy rzeczywiste, wcale nie na niby. Nie mam jeszcze legitymacji emeryta, więc zakupiłam bilet za 2 zł. W ciągu jednej godziny od skasowania mogę przesiadać się na różne linie autobusowe, byle po upływie tego czasu wysiąść na jakimś przystanku. No to sobie popatrzyłam na coraz to piękniejące miasto.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie mogę się oprzeć pokusie opowiedzenia o spotkaniu, nigdy wcześniej nie planowanym i dlatego tak niezwykłym. Na początek troszkę historii. W początkach mojej nauczycielskiej kariery otrzymałam wychowawstwo klasy, która właściwie dopiero się tworzyła (złośliwi powiadali, że powstała na życzenie „wpływowych rodziców”). Uczniowie mieli po 17 i więcej lat oraz pewien bagaż doświadczeń. Po zaliczeniu drugiej klasy liceum ogólnokształcącego zdecydowali się zmienić szkołę (z różnych powodów) i skorzystali z oferty zespołu szkół ekonomicznych, gdzie dosłownie na początku września, otwarto klasę trzyletniego liceum ekonomicznego. Tak to się zaczęło&#8230; Nie było łatwo, czasami zdarzały się problemy bardzo trudne; do dziś się zastanawiam jak to możliwe, że udawało się je rozwiązywać wewnątrz klasy, bez udziału osób z zewnątrz. Może to  właśnie było najtrwalszym budulcem wzajemnego zaufania i więzów, które jak się okazuje nie wygasły. Mijały lata,  moich uczniów z  „pierwszej” klasy spotykałam czasami, z kilkoma osobami utrzymywałam kontakty telefoniczne. Kiedy obchodzili 25lecie ukończenia szkoły, ja byłam już w USA; oglądałam spotkanie jedynie na taśmie filmowej. Docierały do mnie też przykre wieści -    odszedł śp. Andrzej N. (muzyk, dusza towarzystwa),  za niedługo śp. Ania W. (kiedyś sprinterka). Rozpadło się kilka małżeństw&#8230; Mijały lata. Przypadek sprawił, że Krzysztof T. dowiedział się o moim powrocie do Polski. Rozesłał wieści i po dwóch tygodniach odbyło się nasze spotkanie, prawie w komplecie. Od ukończenia szkoły minęło prawie 35 lat. Czy po takim czasie może jeszcze coś ludzi łączyć? Rozmowy trwały do późnych godzin nocnych&#8230; W zdecydowanej większości osiągnęli dobrą pozycję materialną dzięki pracy za granicą, w krajach europejskich. Ich dzieci w 90% ukończyły (lub kontynuują) studia wyższe, kilkoro z nich już pracuje w swoim zawodzie w Austrii, Szwecji, Anglii i Niemczech, inni są w Polsce, w różnych miastach w zależności gdzie znaleźli pracę.</p>
<p style="text-align: justify;">Zastanawiałam się i pytałam, czy interesuje ich polityka kraju, jak widzą obecną rzeczywistość&#8230; Opinie bardzo ciekawe, ale też różne. Zgoda panowała co do tego, że bez wejścia do unii europejskiej nigdy Polska nie byłaby taką jaka jest, a szczególnie ważne było otwarcie granic. Ludzie wyjeżdżali, napatrzyli się jak można żyć, wracali z pieniędzmi i pozytywnymi doświadczeniami. Polityka? Tyle o ile, bez licytowania się kto bardziej „święty”. Trzeba postawić na samorządy, ważny jest gospodarz &#8211; „pańskie oko konia tuczy”.</p>
<p style="text-align: justify;">A co im zostało z tamtych „szalonych” lat? Nie zatracili wzajemnych kontaktów. Nawet jeśli nie często się spotykają wiedzą o sobie i jak mówią jest między nimi takie „coś”, co nie pozwala zapomnieć.</p>
<p style="text-align: justify;">Podczas tych długich lat wiele się zmieniło również u mnie, ale jest takie „coś”, co nie pozwala mi zapomnieć nikogo z „pierwszej moje klasy”.</p>
<p style="text-align: justify;">&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">Antoine de Saint-Exupéry: <em>„Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia”.</em></p>
<p style="text-align: justify;">&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2011/04/moje-polskie-doswiadczenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co w trawie piszczy&#8230;</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2011/03/co-w-trawie-piszczy/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2011/03/co-w-trawie-piszczy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Mar 2011 02:01:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=1044</guid>
		<description><![CDATA[Wydaje mi się, że dość rzadko daję się wyprowadzić z równowagi, choć czasem się to zdarza. Wśród tych rzadkich przypadków najwięcej jest tych „lekkich”, z rodzaju „ludzie, trzymajcie mnie, bo nie wyrobię&#8230;” – i właśnie takie wytrącenie z równowagi, takie – karkołomna figura retoryczna – pozytywne rozzłoszczenie trafiło mnie, kiedy przeczytałem „notkę naukową” (a jakże! [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wydaje mi się, że dość rzadko daję się wyprowadzić z równowagi, choć czasem się to zdarza. Wśród tych rzadkich przypadków najwięcej jest tych „lekkich”, z rodzaju „ludzie, trzymajcie mnie, bo nie wyrobię&#8230;” – i właśnie takie wytrącenie z równowagi, takie – karkołomna figura retoryczna – pozytywne rozzłoszczenie trafiło mnie, kiedy przeczytałem „notkę naukową” (a jakże! w dziale Lab Report!) w tygodniku Time. Autor powołuje się na badania przeprowadzone na ponad tysiącu dzieci, które podlegały ekxperymentowi od urodzenia do 32. roku życia. Naukowcy (nagle!) odkryli, że dzieci im są bardziej rozkapryszone, im bardziej impulsywnie się zachowują, im bardziej grymaszą, tym większe mają problemy w dorosłym życiu: trzykrotnie zwiększa się ich podatność na uzależnienia, a nawet niektóre choroby, częściej popadają w konflikt z prawem, a ich roczne dochody nie przekraczają 20 000 dolarów. I jeszcze konkluzja: „jest i dobra wiadomość; samokontroli i dobrego zachowania można się nauczyć.” (sic)!!!</p>
<p style="text-align: justify;">
<span id="more-1044"></span>Ktoś tam przebadał relacje narzeczonych (zupełnie „niekościelny uniwersytet) i odkrył, że opłaca się żyć w czystości przed ślubem, bo o ponad 30% zwiększają się szanse na udany związek; młodzi bez fascynacji (czyt.: zaślepienia) seksem lepiej się poznają i tworzą o wiele głębszą relację, trwalsze więzy, oparte na mocniejszych fundamentach niż zwyczajny pociąg do siebie.</p>
<p>Gdzieś tam indziej znalazłem dane, że kiedy kochający się ludzie zawierają związek tylko cywilny – rozchodzi się jedna para na dwie, czyli ryzyko wynosi 50%.  Spośród małżeństw po ślubie kościelnym, ale bez praktyk religijnych rozstaje się jedna para na 3 (ryzyko rozpadu małżeństwa maleje do 33%). Kiedy małżeństwo po ślubie kościelnym regularnie i świadomie uczestniczy w niedzielnej Mszy św., rozpada się jedna para na piędziesiąt (to już tylko 2%). Natomiast w przypadku małżeństw po ślubie kościelnym, przy coniedzielnym udziale we Mszy św. i przy codziennej wspólnej modlitwie małżonków – rozpada się jedna para na 1429, a więc zaledwie 0.07%.</p>
<p>Badania naukowe! Nagłe odkrycie? W porządku, liczby są ciekawe, ale chcę wszem i wobec ogłosić, że takim naukowcem był już mój Tata i moja Mama. Także moi Dziadkowie i Babcie – oni wszyscy wiedzieli to doskonale, podobnie jak s. Agnieszka, która przygotowywała mnie do pierwszej komunii. Oni wszyscy, odkąd pamiętam, mówili mi o tym, że trzeba się dobrze zachowywać, nie grzeszyć i modlić się, bo od tego zależy całe moje życie. Teraz tylko zastanawiam się mocno, w którym momencie ludzkość te stare jak świat prawdy zapomniała, że teraz z hałasem się je na nowo odkrywa. Czyżby w tym krótkim czasie mojego życia (ok, może nie tak całkiem krótkim, choć&#8230; stosunkowo jednak krótkim) świat zatoczył koło i znów zaczyna od początku? A może po prostu warto słuchać mamy i taty?</p>
<p style="text-align: justify;">
Sławek Murawka SChr</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2011/03/co-w-trawie-piszczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O filmie &#8220;The Rite&#8221;</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2011/02/o-filmie-the-rite/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2011/02/o-filmie-the-rite/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Feb 2011 01:18:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=1037</guid>
		<description><![CDATA[Właściwie miałem napisać o tym, że jestem wstrząśnięty (ale i ucieszony) wynikami najnowszych badań socjologicznych, o których czytałem w „Time”, jednak pomiędzy tamtym wstrząśnięciem a przysiadem do komputera pojawiło się jeszcze jedno wstrząśnięcie, i to wydaje mi się pilniejsze, więc będzie poprzestawiane. Socjologia nie ucieknie, przez kilka tygodni prawdopodobnie niewiele się zmieni, natomiast&#8230; film z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste">Właściwie miałem napisać o tym, że jestem wstrząśnięty (ale i ucieszony) wynikami najnowszych badań socjologicznych, o których czytałem w „Time”, jednak pomiędzy tamtym wstrząśnięciem a przysiadem do komputera pojawiło się jeszcze jedno wstrząśnięcie, i to wydaje mi się pilniejsze, więc będzie poprzestawiane. Socjologia nie ucieknie, przez kilka tygodni prawdopodobnie niewiele się zmieni, natomiast&#8230; film z kin uciec może…</div>
<p><span id="more-1037"></span>A właśnie o filmie rzecz będzie. Że „The Rite” Mikaela Håfströma jest wstrząsający – to mało powiedziane. Jest porażający na swój sposób, nie na sposób hollywoodzki, mało tam fajerwerków, suspensu Hitchcocka, mało strachów, choć jest o opętaniu. Jest jednak też o dramacie zmagania się z niewiarą kapłana, którego przygotowywano do pełnienia posługi egzorcysty. O istnieniu złego ducha i o rozpięciu między niewiarą a wiarą, rozdarciu, które przebiega przez sam środek ludzkiego serca. O tym, jak niebezpieczne jest zmaganie się ze Złym, jak łatwo znajduje do człowieka dojście. Jest także o nawróceniu&#8230;</p>
<p>Już zrobiło się trochę hałasu o tej produkcji, dlatego zdziwiła mnie czyjaś tam niska ocena: 6,2 na 10 możliwych punktów. Jednak po obejrzeniu filmu wyobraziłem sobie gromady nastolatków czekających z wiadrami popcornu na ociekający krwią ekran i wręcz poczułem w powietrzu ich niezadowolenie – tego widz nie otrzyma. Dostanie natomiast jeden z najrzetelniej ukazanych obrazów wycinka działalności Kościoła, jakim jest działalność egzorcystów. Zdziwiony widz katolicki dostanie nawet sam Kościół ukazany uczciwie, bez jakiegoś krzywego zwierciadła czy złośliwego humoru. Po prostu zbeletryzowana opowieść, oparta na autentycznych faktach (przepraszam, że na marginesie ośmielę się obronić „fakty autentyczne”, bo mogą też istnieć na przykład „fakty medialne” i te mają swoją siłę rażenia większą jeszcze niż autentyczne), która daje przyjemność oglądania, trochę dreszczyku i kilka podskoków na fotelu, ale przede wszystkim przypomina o świecie duchowym, który nas otacza, choć go czasem nie dostrzegamy. Na dodatek – jako fachowiec z branży, że tak powiem – naprawdę nie miałem nawet cienia myśli, że coś jest zakłamane, że coś nie tak, że ktoś coś mi wciska. Czułem się jak w świecie prawdziwym, nie jak w filmie.</p>
<p>A jak jeszcze dodam, że jedną z głównych ról gra niezrównany Anthony Hopkins, to kogo będę musiał przekonywać do wybrania się do kina? Trzeba się pospieszyć, zanim film z nich ucieknie&#8230;</p>
<p><span style="font-family: Helvetica; line-height: normal; font-size: small;">Sławek Murawka, SChr</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2011/02/o-filmie-the-rite/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jo jo jo &#8230; czyli o reklamie</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/09/jo-jo-jo-czyli-o-reklamie/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/09/jo-jo-jo-czyli-o-reklamie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 12:57:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Marian Maciejewski]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>
		<category><![CDATA[Sobieski]]></category>
		<category><![CDATA[wodka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=846</guid>
		<description><![CDATA[Motto: „Nie jestem patriotą. Prezydenta nie cierpię, Belwederem się brzydzę. Nie znoszę Chopina, Jana III Sobieskiego nie cenię. Soplicą pogardzam, wstrętem napawa mnie sama myśl o Panu Tadeuszu. Innych wódek też nie lubię.&#8221; Marian Maciejewski Zainspirowana codzienną promocją wódki w polonijnym detroickim radyjku postanowiłam poczytać sobie to i owo na temat reklamy, a  szczególnie alkoholu. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.polishweekly.com/wp-content/uploads/2010/09/wodka1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-856" title="wodka" src="http://www.polishweekly.com/wp-content/uploads/2010/09/wodka1-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Motto:</p>
<blockquote><p><em>„Nie jestem patriotą. Prezydenta nie cierpię, Belwederem się brzydzę. Nie znoszę Chopina, Jana III Sobieskiego nie cenię. Soplicą pogardzam, wstrętem napawa mnie sama myśl o Panu Tadeuszu. Innych wódek też nie lubię.&#8221;</em> Marian Maciejewski</p></blockquote>
<p>Zainspirowana codzienną promocją wódki w polonijnym detroickim radyjku postanowiłam poczytać sobie to i owo na temat reklamy, a  szczególnie alkoholu.</p>
<p>Teraz mnie to dręczy, bo wyszły z tego jakieś niedorzeczności. Na przykład, że nie wolno reklamować alkoholu w radiu i telewizji przed godziną 20.00 (od 6 rano), ale to przecież polski przepis, kto by tutaj w wolnym kraju głowę sobie tym zaprzątał&#8230; Poza tym, różnica czasu, jak to liczyć, i w ogóle ten zakaz reklamy w mediach, to tylko teoria, a przecież z czegoś trzeba się utrzymać&#8230; W sumie nie należy przejmować się takimi bzdurami, spece od „zadań specjalnych” tak to ustawią, że zamiast wódki zareklamują patriotyzm. I tak to leci – przywołując imię króla Jana III Sobieskiego, podświadomość podpowiada: „był obdarzony wielkimi zdolnościami dowódczymi, ale też i szczęściem &#8211; kojarzy się nam z wielkim zwycięstwem nad Turkami pod Wiedniem. Dziś jego imię pomaga managerom w wygrywaniu batalii o zagranicznych klientów”. Jan III Sobieski, król, uratował chrześcijański świat, a Bruce Willis gwiazdor Hollywood spadł jak z nieba i uratował polsko &#8211; francuską firmę produkującą wódkę „Sobieski”. Można się zastanawiać, jak to możliwe, aby gorzelnię w Polsce doprowadzić do bankructwa, ale podobno to prawda. A zatem, wielkie są zasługi wybawiciela, i może by wystąpić z wnioskiem o obdarowanie Bruce’a polskim obywatelstwem? To dopiero byłaby reklama dla polonijnych mediów (bez T.P. ma się rozumieć). Wyobraźmy sobie, gdyby spełniły się marzenia, co poniektórych redaktorów, i za rok sam gwiazdor Bruce Willis jako król Sobieski poprowadziłby polską paradę w Hamtramck&#8230; Jechałby w karocy, za nim kroczyłaby licznie zgromadzona patriotyczna polonia (z buteleczką w ręku), a dalej różnojęzyczni mieszkańcy miasta, i każdy w swoim języku pokrzykiwałby: „Sobieski Jan III (trzeci), to wódka stuleci – jo jo jo jo jo”. Jak w piosence prezentowanej w Internecie, której jeden z wersów oznajmia: „królewska rozpusta kreuje polskie gusta, wlewa się gładko w usta, aż butelka będzie pusta. Jo jo jo jo jo”&#8230; A może by ogłosić jakiś lokalny konkurs na piosenkę, czy poezję promującą hamtramcki festiwal z polską paradą promowaną przez wódkę Sobieski? Radocha byłaby wielka, chociaż zdrowy rozsądek podpowiada, że komu, jak komu, ale Polakom nie trzeba wódki zachwalać. Stąd wnoszę o zmianę języka w reklamie radiowej i gazetowej, z polskiego na obcy&#8230;</p>
<p><span id="more-846"></span>Czy reklama wpływa na utrzymywanie się lub zwiększenie poziomu spożycia alkoholu? Nie wiem, ale w połączeniu z innymi czynnikami – kulturowymi, socjalnymi i ekonomicznymi zapewne nie jest obojętna dla odbiorcy.</p>
<p>Dr hab. Rafał Krzysztof Ohme zajmujący się zachowaniami konsumenckimi i emocjami pisze: – „Choć trudno w to uwierzyć, być może mamy zapisany w pamięci każdy obraz lub spot reklamowy, jaki widzieliśmy. I choć go nie pamiętamy, wpływa na nasze zachowania i decyzje. Wystarczy, że zobaczymy logo lub opakowanie i ręka sięga po coś sama, choć nie wiemy dlaczego”.</p>
<p>Czy jest jakiś sposób, żebyśmy mogli zwiększyć naszą odporność na reklamy? Rafał K. Ohme odpowiada: „Bardzo prosty. Włączyć myślenie krytyczne. Wystarczy, że się bardzo skoncentrujemy. Myślenie krytyczne nie zablokuje układu limbicznego, ale będzie wysyłać kontrargumenty. Tylko, że nikomu się nie chce. Tego typu proces myślowy angażuje płaty przedczołowe i skroniowe, co jest dla organizmu piekielnie męczące. Myślenie jest generalnie bardzo kosztowną sprawą – nasz mózg waży 2 proc. tego, co całe ciało. A zużywa 20 proc. energii. Proszę sobie przypomnieć, jak człowiek bywa padnięty po napisaniu dwustronicowego testu. Niektórzy idą spać na dwie godziny, żeby odreagować. A przecież siedzieli bez ruchu i tylko poruszali długopisem. Koncentracja pożera energię. Myślenie krytyczne zachowujemy więc na rzeczy poważne, np. śledzenie zawiłości akcji „M jak miłość&#8221; albo zapamiętanie, w której minucie Zinedine Zidan strzelił pierwszą bramkę w meczu ćwierćfinałowym. Nie chcemy marnować cennej energii na taką bzdurę, jak reklama”.</p>
<p>Producenci alkoholi dobrze zdają sobie sprawę z tego, jak skutecznym nośnikiem marketingowym jest sport. Szczególnie ten wielki, nasycony pieniędzmi. Ponoć Amerykanie nie widzą nic złego w tym, że mocny alkohol reklamowany jest na imprezie sportowej. W Polsce zabrania tego ustawa o wychowaniu w trzeźwości, ale i tak specjaliści od reklam znajdą sposób na jej ominięcie, jak na wszystko, co nie przynosi zysku. Pozostawmy tę sprawę sumieniu i nie dajmy się zwariować. A po długim weekendzie proponuję zgadywankę &#8211; co nam zostało w pamięci z tamtych dni?</p>
<p><strong>1. Od jakich postulatów pierwotnie rozpoczęły się strajki w lecie 1980 roku, które wkrótce objęły cały kraj?</strong></p>
<p>a/ Podwyżki płac i poprawa warunków pracy</p>
<p>b/ Zniesienia cenzury</p>
<p>c/ Wolnych wyborów</p>
<p><strong>2. Jaki tytuł nosi piosenka Jacka Kaczmarskiego, która była popularna wśród strajkujących?</strong></p>
<p>a/ „Mury”</p>
<p>b/ „Niepokonani”</p>
<p>c/ „Przedszkole”</p>
<p><strong>3. 17 sierpnia 1980 roku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina Międzyzakładowy Komitet Strajkowy sformułował postulaty do władz. Ile ich było?</strong></p>
<p>a/ 15</p>
<p>b/ 21</p>
<p>c/ 25</p>
<p><strong>4. 7 sierpnia 1980 roku z pracy dyscyplinarnie zwolniono Annę Walentynowicz. W jakim zakładzie pracowała?</strong></p>
<p>a/ W Stoczni Gdańskiej im. Lenina</p>
<p>b/ W Stoczni Gdyńskiej im. Komuny Paryskiej</p>
<p>c/ W Stoczni im. Waryńskiego w Szczecinie</p>
<p><strong>5. Na który dzień sierpnia Bogdan Borusewicz, opozycjonista z Komitetu Obrony Robotników, zaplanował strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina?</strong></p>
<p>a/ 1 sierpnia</p>
<p>b/ 10 sierpnia</p>
<p>c/ 14 sierpnia</p>
<p><strong>6. Który ksiądz odprawił mszę polową dla strajkującyh stoczniowców z Gdańska w niedzielę 17 sierpnia?</strong></p>
<p>a/ ks. Hilary Jastak</p>
<p>b/ ks. Kazimierz Jancarz</p>
<p>c/ ks. Henryk Jankowski</p>
<p><strong>7. Który ogólnopolski dziennik jako pierwszy pod koniec sierpnia opublikował listę 21 postulatów gdańskich?</strong></p>
<p>a/ „Sztandar Młodych”</p>
<p>b/ „Trybuna Ludu”</p>
<p>c/ “Rzeczpospolita”</p>
<p><strong>8. Jakie zapisy znalazły się między innymi wśród postulatów MKS?</strong></p>
<p>a/ Zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących</p>
<p>b/ Wprowadzić kartki na alkohol i paliwo</p>
<p>c/ Zrównać wiek emerytalny (60 lat) dla kobiet i mężczyzn</p>
<p><strong>9. Kto w czasie wydarzeń Sierpnia ‘80 stał na czele Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej?</strong></p>
<p>a/ Władysław Gomółka</p>
<p>b/ Edward Gierek</p>
<p>c/ Stanisław Kania</p>
<p><strong>10. Kto jest autorem znaku graficznego “Solidarności”?</strong></p>
<p>a/ Lech Wałęsa</p>
<p>b/ Absolwent gdańskiej PWSP – Jerzy Janiszewski</p>
<p>c/ Grupa kobiet zatrudnionych w szczecińskiej stoczni</p>
<p>Halina Massalska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/09/jo-jo-jo-czyli-o-reklamie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>30 urodziny „Solidarności”</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/08/30-urodziny-%e2%80%9esolidarnosci%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/08/30-urodziny-%e2%80%9esolidarnosci%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Aug 2010 13:00:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Od Redakcji]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Solidarnosc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=819</guid>
		<description><![CDATA[W tym roku obchodzimy 30 rocznicę powstania „Solidarności”. Na bieżąco śledzę podawane w polskich mediach informacje na temat planowanych uroczystości. Doskonale pamiętam czasy narodzin wielkiego ruchu społecznego z 1980 roku. Jestem dumna, że czynnie uczestniczyłam w ruchu solidarnościowym.  Było to wielkie, wspólne dzieło nas, Polaków, które wprowadziło nowy porządek świata w komunistycznej części Europy. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste" style="text-align: justify;"><a href="http://www.polishweekly.com/wp-content/uploads/2010/08/solidarnosc_xxx.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-820" title="solidarnosc_xxx" src="http://www.polishweekly.com/wp-content/uploads/2010/08/solidarnosc_xxx-228x300.jpg" alt="" width="228" height="300" /></a>W tym roku obchodzimy 30 rocznicę powstania „Solidarności”. Na bieżąco śledzę podawane w polskich mediach informacje na temat planowanych uroczystości. Doskonale pamiętam czasy narodzin wielkiego ruchu społecznego z 1980 roku. Jestem dumna, że czynnie uczestniczyłam w ruchu solidarnościowym.  Było to wielkie, wspólne dzieło nas, Polaków, które wprowadziło nowy porządek świata w komunistycznej części Europy.</div>
<p style="text-align: justify;">
Nie mam zamiaru pisać o kłótniach, które wybuchają w różnych częściach Polski, w związku z obchodami sierpniowymi. To w sierpniu mija 30 lat od narodzin Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. W lipcu 1980 roku z Lubelszczyzny wyszła iskra, która zapoczątkowała rozwój ruchu solidarnościowego. Później strajki na Wybrzeżu i wyjątkowa rola Gdańska. Kolebką narodzin „Solidarności” jest Stocznia Gdańska, w której 14 sierpnia 1980 r. wybuchł strajk robotników żądających przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz, podwyżki płac w wysokości 1 tys. złotych oraz przyznania dodatku drożyźnianego. W ciągu następnych dni do protestu dołączyły kolejne zakłady z całej Polski.</p>
<p>Strajkujący w 1980 r. nie tylko wysuwali postulaty płacowe, ale domagali się również głębokich reform polityczno-organizacyjnych PRL. Walka o ich realizację doprowadziła do wprowadzenia stanu wojennego, co wymusiło na solidarnościowej opozycji zejście do podziemia. Pozwoliło to ideom „S” przetrwać i ostatecznie zwyciężyć 4 czerwca 1989 r.<br />
<span id="more-819"></span><br />
Wyjątkowa rola Gdańska w Sierpniu ’80 sprawiła, że to właśnie w tym mieście najbardziej spektakularnie obchodzi się 30 urodziny „Solidarności”.  Z tej okazji  14 sierpnia Europejskie Centrum Solidarności zaprezentowało film dokumentalny Pawła Zbierskiego pt. „Była w moim życiu „Solidarność”, natomiast 31 sierpnia E CS  organizuje widowisko plenerowe w reżyserii uznanego twórcy teatralnego Roberta Wilsona,  zatytułowane „Twój anioł Wolność ma na imię”.</p>
<p>Spektakl ma rozgrywać się równolegle na kilku scenach: głównej oraz kilku bocznych. Wilson planuje wpleść w spektakl krótkie występy międzynarodowych gwiazd (w grę wchodzić mają m.in. Laibach, Lou Reed, Tina Turner, Pet Shop Boys, Roger Waters czy Bruce Springsteen). Częścią spektaklu mają być także fragmenty twórczości polskich oraz światowych pisarzy i poetów.</p>
<p>A oto garść informacji o twórcy Wilsonie:Robert Wilson to amerykański twórca, który od początku lat 70. zaskakuje widzów swoją wyobraźnią. Zanim trafił do teatru, studiował architekturę i malarstwo. Wilson lubi eksperymentować. Jego pierwszym wielkim sukcesem był pokazany na festiwalu w Paryżu w 1971 roku spektakl &#8220;Spojrzenie głuchego&#8221;, który trwał prawie osiem godzin w całkowitym milczeniu.  Wspólnie z kompozytorem Philipem Glassem, Wilson stworzył monumentalne dzieło &#8220;Einstein on the Beach&#8221; (Einstein na plaży), przedstawienie, które zmieniło konwencjonalne poglądy na tradycyjną formę operową. W ostatnich latach artysta wielokrotnie współpracował z polskimi teatrami.</p>
<p>Możemy tylko żałować, że nie będzie nas 31 sierpnia na spektaklu.  Cieszy nas, że Donna Baranski-Walker urodzona w Detroit będzie na obchodach 30.lecia „S”. Donna będzie odznaczona Medalem Solidarności. Więcej napiszemy w kolejnych wydaniach TP.</p>
<p>Jubileuszowe konferencje i wystawy, biegi uliczne i koncerty, msze św. i modlitwa, odsłanianie nowych tablic pamiątkowych towarzyszą tegorocznym uroczystościom we wszystkich zakątkach Polski.</p>
<p>Na zakończenie jubileuszowego lata „Solidarności”, 30 sierpnia, odbędzie się uroczysty Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”. Zjazd będzie miał miejsce w Sali Widowiskowo-Sportowej w Gdyni.  Msza święta pod przewodnictwem metropolity gdańskiego ks. abpa. Leszka Głódzia odbędzie się 31 sierpnia na Placu Solidarności w Gdańsku.  Od 13 września do końca października br. przeprowadzone zostaną także warsztaty historyczne połączone z wycieczkami „Śladami Sierpnia ’80 w Gdańsku” oraz gry uliczne „Gdańsk 1980”.</p>
<p>Pomimo nieporozumień i przepychanek związanych z uroczystościami sierpniowymi, pamiętajmy o tym, że 30 lat temu 10 milionów członków „S” rozpoczęło skuteczny marsz ku WOLNOŚCI.</p>
<p>Alicja Karlic</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/08/30-urodziny-%e2%80%9esolidarnosci%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Insynuacje Różalskiego &#8211; protest Kornackiego</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/07/insynuacje-rozalskiego-protest-kornackiego/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/07/insynuacje-rozalskiego-protest-kornackiego/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 13:22:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Listy]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=764</guid>
		<description><![CDATA[List do redakcji W polonijnym programie radiowym „Polskie Rozmaitości” z dnia 7/01/2010  Jerzy Różalski ropoczął  poranny program uwagą, że ma nadzieję, że Rosjanie udostępnią archiwa spraw katyńskich. Może wreszcie dowiem  się,  którzy z ocalałych jeńców szpiegowali, donosili Sowietom o innych jeńcach, którzy zginęli w Katyniu.”   Nie wierzyłem własnym uszom.  Poprosiłem, aby dać mi to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>List do redakcji</p>
<p>W polonijnym programie radiowym „Polskie Rozmaitości” z dnia 7/01/2010  Jerzy Różalski ropoczął  poranny program uwagą, że ma nadzieję, że Rosjanie udostępnią archiwa spraw katyńskich. Może wreszcie dowiem  się,  którzy z ocalałych jeńców szpiegowali, donosili Sowietom o innych jeńcach, którzy zginęli w Katyniu.”   Nie wierzyłem własnym uszom.  Poprosiłem, aby dać mi to na piśmie.</p>
<p><span id="more-764"></span></p>
<p>Moim zdaniem Panie Różalski, Pana niecierpliwe oczekiwanie na teczki katyńskie jest chorą zachcianką splugawienia  pamięci tych co unikneli mordu  w Katyniu (Miednoje, Charkow), tych  co już odeszli na wieczną wartę, i tego ostatniego, który jeszcze może mówić tak za siebie jak i w Ich obronie, bo łączy nas jedna wspólna nić.  Przywołuję więc do pamięci tych ocalałych, którzy żyli w naszym rejonie: Kpt. Edmund Frankowski,  Dr. Stanisław Sadowski,  Ppr. Zygmunt Stankiewicz i  Ks. Zdzisław Peszkowski.  W ich i własnym imieniu ostro protestujemy przeciwko insynuacjom szpiegostwa wśród polskich oficerów przeciwko swoim kolegom, na rzecz Sowietów. Środowisko, w którym przebywałem biło pulsem patriotycznym. W ogóle nie pamiętam, aby ktokolwiek wspominał o szpiegowaniu  swoich kolegów, nawet w formie „kaczki obozowej”.  Zauważmy, że trudy obozowe pogłębiały w nas ducha koleżeństwa, solidarności, honoru i tak chcemy ich pamiętać.</p>
<p>Dla lepszego zrozumiennia tej sprawy muszę podzielić się tym co następuje. Marzec, rok 1940. Siedzę jako „jeniec” wojenny w obozie Ostaszków, który mieści około 6500 oficerów polskiej policji. Pewnego dnia zrobiło się gwarno i ruchliwie. Zaczęli pobierać kilkunastoosobowe grupy do „woprosów” (rejestracji/ krótkiego przesłuchania) przed wyjazdem „do domu”. „Czas najwyższy!” Istotnie, za kilka tygodni odmaszerowuje już pierwszy transport 350. ludzi.  Znalazła się mała jeniecka orkiestra.  Wielki gwar pożegnania i prośby o skontaktowanie się z bliskimi w Kraju. Nad obozem zawisła nadzieja &#8211; JEDZIEMY DO DOMU!   Nie wiedzieli, że ten dom to Wieczny Dom Pana  zaczynający się od lasu katyńskiego.   Ja też opuściłem Ostaszków, ale w innym kierunku, przeniesiony do obozu Griazowiec. Dlaczego niewielką grupkę jenców ocalono? Domysłów jest wiele.  Równolegle, z tym ohydnym rozkazem Stalina i Politbiura o ludobójstwie Polaków  musiała być powzięta druga decyzja, a mianowicie stworzenie jednego małego pokazowego obozu dla ewentualnych kontroli międzynarodowych. Miał to być dowód dla szerokiego świata, że w dalszym ciągu istnieją obozy jenieckie z Polakami. Takim obozem był obóz Griazowiec, mający  około 440. „rezydentów”.   Kto wypełniał ten obóz: 4-5. chłopców z Junackich Hufców Pracy od 17 do 19 lat.  Od 20 do 30 lat setka podchorążych, dziesiątki lekarzy,  podporucznicy, porucznicy i pewna ilość pozostałych  rang.  Druga możliwość &#8211; Rosjanie ocalili część jeńców z myślą stworzenia polskiej armii pod sowiecką kontrolą.  Znany nam płk. Berling jest w tym planie.  Spędziłem  w obozach sowieckich  dwa lata, od napaści sowieckiej we wrześniu ’39 roku, aż do wstąpienia do armii gen. Andersa we wrześniu ’41 roku. Poznałem życie sowieckich obozów jenieckich. Nie widzę tam miejsca dla jakiejkolwiek działalności szpiegowskiej. Szpiegowanie czego? Czy sąsiad z pryczy głośno chrapie? Jakie jest pogłowie pluskiew?   Panie Różalski, wszyscy tamci ludzie to patrioci, męczennicy w naszej narodowej sprawie.  Czcijmy ich takimi. Nie dopatrujmy się czegoś, czego nie  było.</p>
<p>Jeniec obozu Pawliszcze Bor (2 razy), Ostaszkowa i Griazowca,<br />
Kpt. Emil Kornacki</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/07/insynuacje-rozalskiego-protest-kornackiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prywatna sprawa &#8211; czyja?  &#8211; z Kazimierzem Magdą rozmawia Halina Massalska</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/05/prywatna-sprawa-czyja-z-kazimierzem-magda-rozmawia-halina-massalska/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/05/prywatna-sprawa-czyja-z-kazimierzem-magda-rozmawia-halina-massalska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 09:53:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[Halina Massalska]]></category>
		<category><![CDATA[Kazimierz Magda]]></category>
		<category><![CDATA[Rada Dyrektorow PAC FCU]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Kredytowa PAC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=725</guid>
		<description><![CDATA[H.M. – Czy jest to możliwe, że Pan nigdy nie otrzymał odpowiedzi od Rady Dyrektorów co było powodem usunięcia go z ich grona? Co więcej, dlaczego ta sprawa jest owiana jakąś dziwną tajemnicą? W czasie dyskusji na Dorocznym Walnym Zgromadzeniu Federalnej Unii Kredytowej PAC wystąpił Pan z prośbą, o wyjaśnienie tego uczestnikom zebrania. Usłyszeliśmy odpowiedź: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>H.M.</strong> – Czy jest to możliwe, że Pan nigdy nie otrzymał odpowiedzi od Rady Dyrektorów co było powodem usunięcia go z ich grona? Co więcej, dlaczego ta sprawa jest owiana jakąś dziwną tajemnicą? W czasie dyskusji na Dorocznym Walnym Zgromadzeniu Federalnej Unii Kredytowej PAC wystąpił Pan z prośbą, o wyjaśnienie tego uczestnikom zebrania. Usłyszeliśmy odpowiedź: „to jest sprawa prywatna”. Po raz kolejny padło pytanie z Sali – za co pan Magda został usunięty z Rady Dyrektorów? Wyborcy mają prawo wiedzieć, dlaczego nie sprawdził się człowiek, którego obdarzyli zaufaniem, na którego oddali swoje głosy&#8230; Przewodnicząca Rady Dyrektorów Joanna Strzałkowska odpowiedziała krótko: „jest to sprawa prywatna”. Jak to rozumieć, czyja lub kogo prywatna sprawa?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kazimierz Magda</strong> – Zapewniam, że nie moja. Ja nie mam nic do ukrycia. Słyszała Pani, że wystąpiłem o podanie przyczyny usunięcia mnie z Rady Dyrektorów. Chciałem, aby ujawnili to na tym Dorocznym Walnym Zgromadzeniu, tym bardziej, że prawdziwie moja kadencja miała upłynąć właśnie w tym roku.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong><span id="more-725"></span>H.M.</strong> – Czyli pełnił Pan swoją funkcję przez dwa lata, od wyborów w 2007 roku, do czasu usunięcia z Rady. Kto zajął to miejsce i jak wyglądało rozstanie się z Radą Dyrektorów?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>K.M.</strong> – Zacznę od tego, że 20 maja 2009 roku, przybyłem na zebranie dyrektorów, ale do budynku unii nie miałem prawa wejść. Przed drzwiami czekał John Swidwinski i wręczył mi papier informujący, że odebrano mi „bond” co jest jednoznaczne z tym, że nie mogę być dyrektorem. Na moje miejsce został powołany Hendrik Zenicki, który właśnie przegrał wybory kiedy ja je wygrałem w 2007. Był dyrektorem od wielu lat i po przegranej zajął miejsce w Supervisory Committee (Komisji Nadzorczej).</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>H.M.</strong> – Z ciekawości pytam, czy jak on został powołany na Pana miejsce, to automatycznie przedłuża się jego kadencja na dalsze lata i nie podlega wyborom?</p>
<p><strong>K.M</strong>. – Nie, tak nie jest. Zgodnie ze statutem unii dyrektor powołany na stanowisko z jakiegoś powodu zwolnione w czasie trwania kadencji, podlega głosowaniu w najbliższych wyborach. Członkowie mają prawo zadecydować, czy osoba ta powinna ich reprezentować. Pan Zenicki otrzymał to miejsce poprzez tzw. nominację.</p>
<p><strong>H.M</strong>. – Co to jest ten „bond”, przed czym chroni, w jakim przypadku może być zabrany?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Jest to ubezpieczenie, działające podobnie jak każde inne ubezpieczenie np. domu, czy samochodu, a które chroni przed konsekwencjami prawnymi, wynikającymi z jakiejś np. źle podjętej przeze mnie decyzji, działania, czy sprawy sądowej wytoczonej przeciwko dyrektorom.</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Rozumiem, że ubezpieczenie to pokrywane jest ze środków unii, a więc pewnie ktoś doszedł do wniosku, że Pan stanowi jakieś zagrożenie. Co Pan zrobił złego?</p>
<p><strong>K.M</strong>. – Właśnie tego nie wiem. Chciałem spotkać się z Radą Dyrektorów i porozmawiać na ten temat, ale przewodnicząca p. Strzałkowska poinformowała mnie, że nie mogę przyjść na zebranie, bo już nie jestem dyrektorem, ponieważ zabrano mi bond. Poprosiłem, aby wobec takiej sytuacji wyjaśniono mi to na piśmie, bo nie rozumiem, o co chodzi. Zostałem przez nią poinformowany, że nie otrzymam żadnej innej odpowiedzi i wyjaśnienia, bo taką decyzję dyrekcja podjęła zgodnie z instrukcją urzednika NCUA. Wysłałem więc list (e-mail) do NCUA z zapytaniem z jakiego powodu nie mogę mieć tego ubezpieczenia (bond). Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi. Bardzo mnie to zdenerwowało i napisałem bezpośrednio do człowieka z NCUA, pana Gerry Gracey który podobno tę decyzję wydał. Otrzymałem wiadomość, że nie będzie mi na to odpowiadał. Napisałem kolejny raz i wówczas on mi odpisał, że jest to z mojej strony w stosunku do niego harassment i próba straszenia go.</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Na co dzień, pewnie żaden z członków nie wczytuje się w unijne biuletyny, ale nikt z moich znajomych nie pamięta, aby ukazała się informacja o usunięciu Pana z Rady Dyrektorów i powołanie na to miejsce Hendrika Zenickiego.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>K.M</strong>. – Nikt nie pamięta, bo tego nie podano do wiadomości członków. Mógłby ktoś zapytać o powód tych tajemnic nazwanych „prywatną sprawą”. Po prostu ujawnienie tego było i jest niewygodne dla wielu osób z Rady Dyrektorów i kierownictwa unii. Sprzeciwiłem się praktykom wynoszenia z unii papierów objętych tajemnicą i domagałem się zwolnienia osoby, która to robiła. Miałem na to dowód w postaci kopii tych dokumentów<strong>. </strong>Ile takich kopii zostało zrobionych i kto je jeszcze otrzymał a w związku z tym być może nadal dysponuje tymi dokumentami &#8211; nie wiem. Niestety to ja musiałem przegrać w tym sporze, bo osoba ta jest kuzynką jednego z dyrektorów, a poza tym gdyby zaczęto wyjaśniać tę sprawę, wyszłoby na jaw wiele innych. Najprościej było się mnie pozbyć&#8230;</p>
<p><strong>H.M</strong>. – Nie rozumiem tego. Przecież Rada Dyrektorów musiała jakoś zareagować na ten fakt&#8230;</p>
<p><strong>K.M</strong>. – Owszem, otrzymałem list od prawnika unii, abym niezwłocznie zwrócił te dokumenty. Jak wcześniej mówiłem są to kopie dokumentów jakie<strong> </strong>wynosiła z biur unii w Troy – Joanna O. Pokazałem je dyrekcji i zrobiłem im kopie, ale nie oddałem ich, bo jest to dowód, że takie rzeczy miały miejsce. Nie mogę liczyć na żadnego z kolegów dyrektorów, że ten fakt poświadczą, chociaż o tym wiedzieli. Wiedział też o tym pan Swidwinski i pani Dul. Jednakże, osoba ta została nagrodzona stałą pozycją w unii kredytowej i jest chroniona przez dyrekcję i kierownictwo.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>H.M</strong>. – Skoro są to kopie dokumentów poufnych, nie będę pytać o ich treść, ale czy może Pan powiedzieć, jakiego czasu dotyczą?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Dotyczą okresu przed wyborami w 2007 r., kiedy podjęta była akcja wprowadzenia kilku nowych osób do dyrekcji.</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Jakoś to dziwnie brzmi, przecież Pan wtedy jeszcze nie był w Radzie Dyrektorów unii&#8230;</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Tak, ale był to okres wzmożonej kampanii wyborczej. Byłem jednym z tych, których namówiła koleżanka, z którą kiedyś pracowałem, Joanna O., do kandydowania, przekonując że unia jest źle zarządzana i tylko mając swoich można coś zrobić, a dokładnie usunąć Johna S. i Bogdana B. Prawdę mówiąc było mi to obojętne, czy wejdę do tej rady, ale koleżanka postarała się o podpisy, a nawet napisała mi co mam mówić przedstawiając swoją kandydaturę. Muszę przyznać, że to była skuteczna kampania, wybrali mnie jak i innych kandydatów, którzy mieli realizować ten cel. Nawet uwierzyłem w dobre intencje tych, co przekonywali, że zależy im, aby wszystko się polepszyło w unii; brałem też udział w takich tajnych zebraniach&#8230; Chce Pani wiedzieć, kto jeszcze?</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Na tym etapie za wcześnie o tym mówić, a tym bardziej wymieniać nazwiska, ale dość dziwne jest to Pana „nawrócenie”. Chciałabym wiedzieć, co było tego przyczyną, czy tylko wyrzuty sumienia?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – To dość proste, fakty przekonywały mnie, że nie chodzi tu o nic innego, tylko o załatwianie własnych interesów, utworzenie nowego stanowiska i obsadzenie go pewną osobą, która przy pomocy „swoich” realizowała własny plan. Nie ważne stawały się propozycje, które mogłyby być bardzo korzystne dla członków, m.in. taki przykład jak merging z innymi uniami, bankiem PNA. Takiego tematu nawet nie podjęto. Dlaczego? Bo trzeba byłoby podjąć niekorzystne zmiany kadrowe&#8230;</p>
<p><strong>H.M</strong>. – Jak zapadają decyzje na naradach dyrektorów?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Decyzje zapadają większością głosów. Ważne decyzje m.in. dotyczące obsady wysokich stanowisk, powinny być przegłosowane ¾ wszystkich głosów; w naszym przypadku jest 11 dyrektorów, a więc 8 głosami za.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>H.M.</strong> – Dziękuję za rozmowę i uchylenie rąbka tajemnicy, co kryje się pod terminem „prywatna sprawa”. A czyja? Odpowie sobie każdy, kto o to pytał.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/05/prywatna-sprawa-czyja-z-kazimierzem-magda-rozmawia-halina-massalska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czas wybielania &#8211; Piotr Niemiec</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/03/czas-wybielania-piotr-niemiec/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/03/czas-wybielania-piotr-niemiec/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Mar 2010 09:42:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=640</guid>
		<description><![CDATA[Po 65. latach od zakończenia II wojny światowej niektórzy jej uczestnicy chcą albo definitywnie zapomnieć o mrocznej przeszłości i o swoich bezprecedensowych zbrodniach, albo udowodnić sobie i innym, że straszne czyny popełniały wtedy wszystkie strony światowego konfliktu. Takiej właśnie redefinicji wydarzeń z lat 1939-1945 (a mówiąc wprost – zamiany katów w ofiary) jesteśmy świadkami w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po 65. latach od zakończenia II wojny światowej niektórzy jej uczestnicy chcą albo definitywnie zapomnieć o mrocznej przeszłości i o swoich bezprecedensowych zbrodniach, albo udowodnić sobie i innym, że straszne czyny popełniały wtedy wszystkie strony światowego konfliktu. Takiej właśnie redefinicji wydarzeń z lat 1939-1945 (a mówiąc wprost – zamiany katów w ofiary) jesteśmy świadkami w trakcie powstawania koncepcji rządowego muzeum wysiedlonych w Berlinie. Doszło do tak wyjątkowej eskalacji złej woli ze strony niemieckich gospodarzy, że z rady naukowej fundacji „Ucieczka, wypędzenie, pojednanie” niedawno odeszli na znak protestu wybitni historycy z Czech i Polski, a bojkot jej prac zapowiedziała Centralna Rada Żydów w Niemczech.</p>
<p><span id="more-640"></span></p>
<p>Z pracy w radzie niemieckiej fundacji m.in. zrezygnował prof. Tomasz Szarota z Instytutu Historii PAN, wybitny znawca dziejów okupacji niemieckiej i ruchu oporu w Polsce, autor głośnych książek o życiu codziennym w okupowanej w Warszawie i innych stolicach Europy. Tygodnik „Newsweek Polska” zacytował jego znamienne słowa: „Zaraz na początku wojny Niemcy zastrzelili mojego ojca, tak że nigdy go nie poznałem. Dorastałem w ruinach Warszawy. Już jako dziecko wiedziałem, że Niemcy wymordowali pięć do sześciu milionów polskich obywateli. Mimo to nauczyłem się niemieckiego, stałem się specjalistą od II wojny światowej i stosunków polsko-niemieckich”. Profesor Szarota widząc jednak, że w koncepcja muzeum poświęconego wypędzeniom zakłada pokazanie Niemców, jako ofiary wojny, a Polaków jako zbrodniarzy, zrezygnował z prac nad berlińskim projektem.</p>
<p>Podobnego zdania, co polski historyk, jest również Salomon Korn z Rady Żydów w Niemczech. Uważa, że „powojennych wypędzeń Niemców nie można podporządkować jakimś regułom i przedstawić jako największej tego typu tragedii, porównując do innych wypędzeń. To, co spotkało Niemców jest nierozerwalnie wpisane w kontekst reżimu nazistowskiego i tak musi być prezentowane – jako efekt zbrodni hitlerowskich popełnionych na innych narodach”.</p>
<p>Na początku kwietnia nad mogiłami polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 roku przez sowieckie NKWD spotkają się po raz pierwszy premierzy Polski i Rosji. Może padną tam ważne słowa o tragicznej przeszłości, może Władimir Putin powie o ludobójstwie dokonanym przez bolszewików na najlepszych synach narodu polskiego. A może Rosjanie już tradycyjnie powtórzą łgarstwa, do których konsekwentnie wracają po krótkie historycznej odwilży z lat 1989-1992. Bo oni znów z dumą podnoszą głowy i bez żadnych moralnych rozterek wyciągają z muzeów pokryte kurzem portrety zwycięskiego wodza – Józefa Stalina.</p>
<p>Sądzę, że takie interpretowanie historii przez naszych wielkich sąsiadów nic dobrego Polsce nie przyniesie. Wiem, że rosyjski imperializm ma w pogardzie narody słabe, wewnętrznie skłócone, niemające strategicznych partnerów. Wiem, że Niemcy czują, iż nadszedł czas na zrzucenie z siebie strasznych win. Państwo polskie nie zaprotestuje?</p>
<p>PIOTR NIEMIEC</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/03/czas-wybielania-piotr-niemiec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być frajerem</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/03/byc-frajerem/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/03/byc-frajerem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Mar 2010 14:16:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[frajer]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Wrobel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=624</guid>
		<description><![CDATA[Nie lubimy frajerów. Są pożałowania godni, głupi w swojej naiwności &#8211; Statuę Wolności można by im sprzedać. Denerwuje nas ich niereformowalność – tyle razy się już sparzyli, a niczego się nie nauczyli, ciągle ludziom ufają. Zgadzamy się generalnie z hasłem „śmierć frajerom”, czyli „biada naiwnym”. Definicja słownikowa mówi o frajerze tak: „człowiek naiwny, łatwowierny, nieumiejący [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste">
<div id="_mcePaste"><a href="http://www.polishweekly.com/wp-content/uploads/2010/03/Być-frajerem-ilustracja.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-625" title="Być frajerem- ilustracja" src="http://www.polishweekly.com/wp-content/uploads/2010/03/Być-frajerem-ilustracja-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Nie lubimy frajerów. Są pożałowania godni, głupi w swojej naiwności &#8211; Statuę Wolności można by im sprzedać. Denerwuje nas ich niereformowalność – tyle razy się już sparzyli, a niczego się nie nauczyli, ciągle ludziom ufają. Zgadzamy się generalnie z hasłem „śmierć frajerom”, czyli „biada naiwnym”. Definicja słownikowa mówi o frajerze tak: „człowiek naiwny, łatwowierny, nieumiejący sobie radzić w potrzebie, dający się łatwo oszukać; nowicjusz, początkujący w jakiejś dziedzinie.”</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Podziwiamy za to cwaniaków. Między innymi za to, że się dobrze urządzili kosztem frajerów. Podoba nam się ich spryt, przebiegłość, umiejętność obejścia prawa, elastyczność i zdrowy rozsądek, polegający na tym, że jak się trafi okazja, to się ją bierze, a nie mędrkuje, czy wypada. Cwaniak, według słownika, to „człowiek przebiegły, chytry, radzący sobie w każdej sytuacji, nawet czyimś kosztem; spryciarz.”<span id="more-624"></span></div>
<div id="_mcePaste">Tyle słownik, tak też wygląda mniej więcej przeciętny odbiór frajerstwa i cwaniactwa. Od przeciętności niewątpliwie odbiegał Jonasz (a właściwie Janusz) Kofta, któremu zawdzięczamy słowa tylu pięknych piosenek, a między innymi „Jej portret”, „Radość o poranku”, „Pamiętajcie o ogrodach” czy „Podróżą każda miłość jest”. Przebojem nie stała się mniej znana piosenka do słów poety, zatytułowana „Epitafium dla frajera”. Wykonywał ją po mistrzowsku Janusz Gajos. Piosenka opowiada o pogrzebie samotnego człowieka, którego żegnają na cmentarzy jego czterej kumple. Jeden z nich wygłasza mowę pożegnalną, która właściwie jest podziękowaniem przyjaciół dla zmarłego. Oto, za co mu dziękują:</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało być zakałą</div>
<div id="_mcePaste">Gdy wystarczało głośno klaskać</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało widzieć całość</div>
<div id="_mcePaste">Gdy wystarczała biała laska</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało być tylko sobą</div>
<div id="_mcePaste">Zwyczajnie dobro od zła odróżniać</div>
<div id="_mcePaste">Kiedy nikogo nie było obok</div>
<div id="_mcePaste">Tylko służalcza szepcząca próżnia</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało myśleć tak mało</div>
<div id="_mcePaste">O swoich własnych nielekkich losach</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci godności wystarczało</div>
<div id="_mcePaste">By nie dorzucać drewna do stosów</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało ciężki Frajerze</div>
<div id="_mcePaste">Przeżyć po ludzku swe ludzkie życie.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Starsi czytelnicy nie będą mieć problemu z odniesieniem treści piosenki do trudnych lat Polski sprzed 1989 roku, kiedy odwaga i wierność poglądom odmiennym od obowiązujących, były nie tylko niepożądane, ale i niebezpieczne. Od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości minęło już ponad dwadzieścia lat, i dla młodych ludzi dylematy, przed którym kiedyś stali ich rodzice: a mianowicie, czy pozostać w ZSP (Związek Studentów Polskich), gdy rząd dodał do nazwy literkę S (Socjalistyczny), przekształcając go w 1973 roku w podporządkowany partii ZSSP; czy zapisać się do PZPR, żeby przyspieszyć przydział mieszkania; czy w 1976 roku iść na wiec potępiający „warchołów z Radomia” są abstrakcyjne. Dziś takich wyborów czynić nie trzeba. Życie jest łatwiejsze, a, jak ktoś zauważył, „odwaga staniała”. Czy jednak piosenka Kofty nie jest już aktualna?</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Śmiem twierdzić, że niewiele się zmieniło. Wcale nie ma dziś mniej okazji do oportunizmu, klakierstwa, lizusostwa, czy przymykania oczu na niesprawiedliwość, niegodziwość i nieuczciwość. Z upadkiem komunizmu nie skończyły się polowania na czarownice – owszem, definicja wiedźmy uległa zmianie, ale sposobność „dolewania oliwy do ognia” wcale nie zanikła. Możemy, w obliczu szykanowania niewinnej osoby zachować bezpieczną wstrzemięźliwość, udając, że nic się nie dzieje; możemy kopnąć leżącego, albo stanąć w jego obronie.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Odwiedzaliśmy niedawno ośrodek narciarski. Przywieźliśmy ze sobą narty, ale ponieważ okazały się za długie, trzeba było wynająć krótszą parę. Przed wypożyczalnią stoją drewniane konstrukcje, gdzie można zostawić sprzęt, gdy chce się zrobić przerwę w jeżdżeniu. Tak się złożyło, że o przywiezionych, a pozostawionych w piątek przed wypożyczalnią nartach, zapomnieliśmy. Gdy w niedzielę, przed wyjazdem do domu uzmysłowiliśmy sobie, co się stało, okazało się, że „deski” dalej leżą tam, gdzie je zapomnieliśmy. A przyznać trzeba, że przez trzy dni przewinęły się przez to miejsce setki narciarzy &#8211; frajerów, z których żaden nie połakomił się na opuszczoną parę nart.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Latem, przybyli do nas z wizytą goście z Europy. Odwiedzali wiele miejsc w Stanach, a ostatni swój tydzień spędzili z nami. Któregoś dnia zadzwoniła do naszych krewnych policja, z zapytaniem, czy ktoś z rodziny nie zgubił aparatu fotograficznego. Okazało się, że nasi goście zostawili w centrum handlowym w Troy dosyć drogi aparat fotograficzny. Ktoś go znalazł i oddał. Aparat nie miał żadnej identyfikacji, więc policja przeglądnęła cyfrowo zapisane w nim zdjęcia. Były na nich wspomnienia z podróży do Kalifornii, w tym zdjęcie na tle wypożyczonego samochodu, z widocznym numerem rejestracyjnym. Na podstawie rejestracji samochodu, policja zidentyfikowała prawo jazdy osoby wynajmującej, którą okazał się być nasz krewny. I w ten sposób dotarła do niego. W historii tej ma znaczenie nie tylko fakt oddania przez jakiegoś frajera aparatu, a tym samym „stracenia” okazji do łatwego i szybkiego wzbogacenia się, ale także fakt, że jakiemuś innemu frajerowi chciało się podjąć dosyć skomplikowany trud odszukania właściciela aparatu.</div>
<div id="_mcePaste">Jak świat światem, pod wszystkimi szerokościami geograficznymi będą, są, i będą frajerzy, i będą cwaniacy, chociaż czasy i ludzie zmieniają się. Jedno pozostaje niezmienne – zawsze jest szansa na to, by wybrać bycie frajerem.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Janusz Wróbel</div>
<div id="_mcePaste">Poradnik psychologiczny (17)</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/03/byc-frajerem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W dwóch częściach</title>
		<link>http://www.polishweekly.com/2010/02/w-dwoch-czesciach/</link>
		<comments>http://www.polishweekly.com/2010/02/w-dwoch-czesciach/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 10:24:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[Charles Bukowski]]></category>
		<category><![CDATA[Halina Massalska]]></category>
		<category><![CDATA[Polskie Rozmaitosci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.polishweekly.com/?p=620</guid>
		<description><![CDATA[Część pierwsza dotyczy mojego czytania na bieżąco, druga mojego słuchania na bieżąco; jak dla ironii, tuż po odłożeniu książki przemówiło do mnie radio „Polskie Rozmaitości”. Część I. Charles Bukowski (1920-94) amerykański poeta i prozaik polskiego i niemieckiego pochodzenia, zapewne nie jest zbyt znany przeciętnemu czytelnikowi, ale tym, którzy lubią spędzać czas z książką polecam tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste"><!--StartFragment--></p>
<p class="MsoNormal">Część pierwsza dotyczy mojego czytania na bieżąco, druga mojego słuchania na bieżąco; jak dla ironii, tuż po odłożeniu książki przemówiło do mnie radio „Polskie Rozmaitości”.<span style="mso-spacerun: yes;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong style="mso-bidi-font-weight: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong style="mso-bidi-font-weight: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Część I.</span></strong><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> Charles Bukowski (1920-94) amerykański poeta i prozaik polskiego i niemieckiego pochodzenia, zapewne nie jest zbyt znany przeciętnemu czytelnikowi, ale tym, którzy lubią spędzać czas z książką polecam tego autora, chociaż z pewnym ostrzeżeniem. Charles Bukowski mówi o sobie: „<span><em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="color: black;">Jest we mnie coś, co nie do końca odpowiada ogólnie przyjętym normom, zasadzie – w zdrowym ciele zdrowy duch. Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju. Z drugiej strony, kiedy się upijam, krzyczę, wariuję, tracę panowanie nad sobą. Jeden rodzaj zachowania nie pasuje do drugiego. Mniejsza z tym”.</span></em></span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> <span id="more-620"></span><br />
</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Twórczość Bukowskiego inspirowana była jego własnymi doświadczeniami, związanymi z seksem, alkoholem, biedą, niedolą pisarza i słabościami każdego człowieka. Pomimo wulgarnego języka i prostego stylu, jego twórczość ujmuje wrażliwością i głębokim zrozumieniem ludzkiej natury. <em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="color: black;">„Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być”,</span></em></span><span style="font-size: 10.0pt; font-family: Arial; mso-bidi-font-family: Arial; color: black; mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> </span><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">w innym miejscu napisze</span><em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="font-size: 10.0pt; font-family: Arial; mso-bidi-font-family: Arial; color: black; mso-ansi-language: PL;" lang="PL">: „</span></em><em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Życie ludzi nie różni się aż tak bardzo – chociaż jesteśmy skłonni wierzyć w swoją niepowtarzalność”.</span></em><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">W latach sześćdziesiątych Bukowski publikował w alternatywnym kalifornijskim czasopiśmie, które rozpoczynało swoją karierę w pokoju hotelowym, by w efekcie stać się postrachem grubych ryb, największych szych: „maszerujących po ulicach miasta jak rewolwerowcy w kiepskim westernie”. Bukowski miał tam stałą rubrykę – <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>„Zwierzenia&#8230;”. Pisał o bieżących wydarzeniach politycznych i sportowych, aktualnych zjawiskach społecznych, wydarzeniach artystycznych, omawiał swoją twórczość, literaturę – współczesną i nie tylko. Snuł refleksje, posługując się przy tym dość często ostrym językiem. Jest kpiący i krytyczny, ale i potrafi dostrzec, a także docenić, niekwestionowane wartości. Dla wytrawnego czytelnika, książka Charlesa Łukowskiego nosząca tytuł: „Zwierzenia starego świntucha” może stać się okazją do bliższego poznania autora, bowiem jest to pisanie bardzo osobiste. Operuje przy tym ostrym i dosadnym językiem, co wywołuje u czytelnika głębokie poruszenie opisywanymi sprawami. Jest to spojrzenie na Kalifornię lat 60. Bukowski widzi wszystkie złe strony kalifornijskiego świata; widzi i nie waha się o nich pisać. Nie krytykuje wprost tego, co mu się nie podoba, to pozostawia już czytelnikowi. W bardzo osobistych refleksjach dotyka mało znanych lub mało widocznych zjawisk, przedstawia własną wizję literatury, opowiada o sobie. Ale podkreślam, jest to książka dla czytelnika wyrobionego, oczytanego, potrafiącego odczytać aluzje, których tam bardzo wiele, co wcale nie znaczy, że Bukowski unika pisania wprost; operuje jednym i drugim. Jest również bardzo wyrazistym poetą. Wiele jego wierszy można znaleźć na portalach internetowych zarówno po angielsku jak i w polskim przekładzie. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Na grobie Bukowskiego widnieje epitafium: „Don&#8217;t try&#8221; („Nie próbuj&#8221;). Jego żona Linda Lee Bukowski twierdzi, że ma to oznaczać: „Jeżeli spędzasz cały czas próbując, wtedy wszystko co robisz to tylko próbowanie. Więc nie próbuj. Po prostu rób&#8221;. W polskim tłumaczeniu słowa te brzmią: „Jeżeli już o coś zabiegasz, idź na całego; w przeciwnym razie nawet nie zaczynaj”. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong style="mso-bidi-font-weight: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Część II. </span></strong><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Audycja sobotnia radia „Polskie Rozmaitości”. W części sponsorowanej przez PAC FCU wystąpili w duecie redaktor Jerzy Różalski i pani Anita Dul. Już miałam wyłączyć to, ale wysłuchałam do końca. Od tych cyferek, terminów bankowych itp. zaczęło mi się kręcić w głowie, ale komentarze obojga rozmówców, dotyczące ludzi, którzy mają zastrzeżenia do działalności instytucji polonijnej i wcale nie prywatnej, <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>postawiły mnie w stan absolutnej uwagi. Trudno byłoby mi uwierzyć w relacje osób postronnych, że wytrawny dziennikarz radiowy, profesjonalista, może aż tak się zapomnieć. Samo to świadczy, o jakimś grubszym interesie stron. Pan Jurek rozpoczął bajkę o złych ludziach, którzy chcą wejść do rady dyrektorów, wypisujących jakieś okropności w Internecie, a wszystko sprowadzał do bananowej skórki, podczas gdy poważna pani z ekipy kierowniczej porównywała coś do jabłek i całych bananów. Powoływano się też na artykuł opublikowany gdzieś&#8230; A gdzie? – to można zobaczyć na wizji, bowiem debata została utrwalona przez tzw. telewizjedetroit. Ta okropna gazeta, czyli Tygodnik Polski, który jak się po raz kolejny okazało, kością w gardle staje i tytułu nie da się nawet wymienić, leżała sobie na pulpicie, obok rozgorączkowanej pani Anity Dul. Emocje nie są dobrymi doradcami w czymkolwiek. A już na pewno obnażyły nieudolność i brak profesjonalizmu twórcy nagrania tej wielkiej debaty. Na wizji, nie tylko można było, ale nawet trzeba było pokazać cyferki i wykresy sporządzone przez kierownictwo unii, chociażby po to, aby słowa stały się wiarygodne. Jeśli p. Rafał Nowakowski ma czegoś się nauczyć, to nie może korzystać z podpuszczaczy i klakierów, potrzebni mu są prawdziwi nauczyciele. Do tej pory nie interesowały mnie aż tak bardzo szczegóły związane z unijnymi sprawami, jako że z „produktów” tej instytucji nigdy nie korzystałam poza kontem (i kartą visa na parę set dolarów, jednakowo przez wszystkie lata, od jej otrzymania). Raz tylko, dawno temu, próbowałam wystąpić o pożyczkę na dopłatę do samochodu, ale zostałam poinformowana, że się nie kwalifikuję, więc zwróciłam się do banku, w którym pożyczkę otrzymałam. Zresztą nigdy nie ubiegałam się o żadne ulgi, pomoce czy przywileje od jakiejkolwiek polonijnej organizacji, a więc stojąc z boku i przyglądając się wydarzeniom na przestrzeni lat, obiektywnie dostrzegam nieustannie trwającą walkę o dożywotnie miejsca we władzach polonijnych instytucji czy stowarzyszeń, obojętnie jakby je zwał&#8230; Czy ten, który wczoraj zapisał się do unii, kongresu, klubu sportowego, harcerstwa, parafii – nie jest członkiem tej organizacji? Nie wolno mu wykazać się energią, pomysłowością, chęcią działania na jej rzecz? Często, ludzie widząc pozytywną i wartościową jednostkę wręcz agitują do przystąpienia w szeregi organizacji, z którą się utożsamiają. A co to znaczy, że ktoś nie należy do Polonii? Jakie kryteria o tym decydują? Chyba coś się pomieszało redaktorowi i w dodatku straszy fuzją medialną (radio „Polskie Rozmaitości”, „telewizjadetroit” i „Czas Polski”). Jurku, czy chcesz czy nie, fora dyskusyjne będą się rozwijać i będą służyć do wymiany informacji i poglądów między osobami o podobnych zainteresowaniach. Również dziennikarstwo obywatelskie (ang. civic journalism, citizen journalism, franc. journalisme citoyen) uprawiane przez amatorów w interesie społecznym będzie się rozwijało w Internecie, i umacniało. Nie potrzeba wysyłać do redakcji faksem komunikatów, które i tak pójdą do kosza, nie potrzeba wydzwaniać do znajomego dziennikarza z prośbą, by coś napisał. Obejdzie się też bez budżetu na promocję działalności. Amerykanin Dan Gillmor, jeden z prekursorów dziennikarstwa obywatelskiego, sformułował w książce „We The Media&#8221; (My Medium) tezę, która stanowi dziś podstawy dziennikarstwa obywatelskiego. Uważa, że „ewolucja prasy w XX w., sprawiła, że wielkie media zaczęły zachowywać się jak drapieżcy”. W przypadku lokalnych, polonijnych można powiedzieć, że system dotacji ze strony instytucji czy organizacji, wykształcił u niektórych poczucie bezpieczeństwa finansowego, co przerodziło się w samozadowolenie i arogancję. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">„Zawód dziennikarza zmienia się. Kiedyś dziennikarze mówili – <strong style="mso-bidi-font-weight: normal;">oto, co ja wiem i co ja</strong> <strong style="mso-bidi-font-weight: normal;">myślę.</strong> Teraz mówią – <strong style="mso-bidi-font-weight: normal;">oto, czego się dowiedziałem, co o tym myślicie?&#8221;</strong></span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-weight: normal;">Halina Massalska</span></strong></p>
<p><!--EndFragment--></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.polishweekly.com/2010/02/w-dwoch-czesciach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

