List do redakcji

Tom and Andrew, dzien dobry;
Since my name was mentioned in the articles written by you in recent issues of the Polish Weekly,  I direct my comments to both of you..  Here it goes:
As American citizens, and as responsible human beings looking for the truth, who are not willing to be misguided and manipulated, and who are  trying to be fair in their judgments,  you must follow certain principles in  thinking and argumentation.
Principle number 1.   One has to know the facts.  Opinions change, fads tend to disappear; facts remain.   Sometimes, it is difficult to know what the facts are.  However,  in this country and in many others in the world, one can discover  the facts through reliable sources, if a serious attempt is made.  Of course it may take time and effort to do so.
Principle number 2. One must be objective.  One must struggle against believing things simply because they are acceptable, or because they give a feeling of satisfaction, superiority, or pride.  We all accept certain things more readily than others. But, we do not conduct serious research in order to boost our self-satisfaction. We do it to find the truth, even when the truth is not welcome.  We are surrounded by lies: lies by businesses, lies by politicians, lies by crooks, even lies in history books and, yes, lies by governments, especially in time of war.  To accept arguments without checking their validity is a childish pursuit which does one no credit either as a person or as a citizen. Here, I would note that it is a mistaken sort of patriotism which proclaims, “my country right or wrong.”  Such an attitude has no place among an enlightened population in a democracy.
Principle number 3 involves logic.   The most important errors in historical discussion fall into this category. Some people do not see the need for logic and for putting one’s arguments on a factual basis. Then they make mistakes in judgment. It stands to reason, for instance, that in drawing a comparison between two situations, one has to be sure that there are more authentic and significant similarities than there are authentic and significant differences.  Tom’s comparison of the Battle of Monte Cassino to the Battle of Fallujah misses two main ingredients: the reason for the war, and the relative strength of the opponents.   At Monte Cassino, Poles believed that they finally were able to fight on equal terms with their German enemy for their national survival after Poland had been virtually destroyed by the two overwhelmingly superior forces of Germany and the Soviet Union.   The war in Iraq was, as our president said in Cairo, “a war of choice”, and it was waged against a very weak opponent.
Principle number 4.  Most of us think we know what is fair, what is just, what is morally acceptable. Most of us would like to conduct our lives along these lines.  To do it, we have to be absolutely clear about what the truth is and about the moral ramifications of the situations we encounter. Otherwise, our lives will not make much sense.  We must not excuse immoral action, whether committed by government or, for instance, by an employer, simply because “might is right” or because this action leads to success.  Power of imagination is especially important here.
Finally, I would like to address a specific problem of Polish families.
First of all, although I am glad that you both say that you respect Polish culture; I would point out that you cannot respect what you do not know.  To feel real respect for it, you have to be able to answer serious questions regarding that culture. Are you able to do this?
Most people agree that denigrating any culture, or country, is unacceptable. If you hear accusations that are not based on fact, or are perhaps even malicious, you should try to correct them. The fact that other ethnic groups engage in such activities should not justify similar behavior on our part.
If some older Polish immigrants still live in the shadow of WW2, you should understand that such events do not fade away simply because they happened a long time ago.  In this country, the remembrance of the Holocaust is still very much alive. There is hardly a day that it is not mentioned in the media. And who could blame the victims for  trying to keep the memory alive?  The resolution to “never forget” does not handicap them in their lives.  They, and their lives, are informed by the past – not entrapped by it.
The problem for Polish gentiles is that, while every American child knows about the horrific experiences of Europe’s Jews during WW2, Americans, in general, are basically ignorant of the fact that in Poland, under the German occupation alone, 3 million Christian Poles perished along with 3 million Jewish Poles. Ignorance about the Polish experience with Soviet rule is as bad or worse. It is this wide spread lack of historical knowledge that makes some Poles so bitter.
Keep up the good work, both of you
Anna R. Dadlez

Tom and Andrew, dzien dobry;

Since my name was mentioned in the articles written by you in recent issues of the Polish Weekly,  I direct my comments to both of you..  Here it goes:

As American citizens, and as responsible human beings looking for the truth, who are not willing to be misguided and manipulated, and who are  trying to be fair in their judgments,  you must follow certain principles in  thinking and argumentation.

Czytaj całość »

List do redakcji

Mój poprzedni list zakończylem informacją, że na zebraniu w kwietniu 2007 zarówno ja, jak i Paweł Szleszynski, oraz jeszcze 2 osoby zwerbowane przez innych, zostaliśmy dyrektorami. Maria G. wprowadziła Stanisława Boguszewskiego, dyrektorem został także Marek Karpiński.

Tuż po wyborach, taktyka pracy nowych dyrektorów ustalana była na spotkaniach, między innymi u Marii G., która jest od bardzo wielu lat przyjaciółką Anity D. (nawiasem mówiąc Anita została również wpowadzona przez Marię do dyrekcji unii). Zapraszano mnie na te spotkania, ale nigdy w nich nie uczestniczyłem.

Czytaj całość »

List do redakcji

June3, 2009
List do Redakcji
W jednym z listów do redakcji dotyczącym wyborów w unii kredytowej postawione było pytanie “co kryje się za tymi drzwiami?” Postaram się wyjaśnić państwu, jak wygląda to z mojego punktu widzenia, ponieważ byłem dyrektorem w Zarządzie Unii Kredytowej przez ostatnie dwa lata.
W końcu 2006 roku Joanna O., pracownica unii kredytowej, a także kuzynka jednego z dyrektorów unii, rozpoczęła akcję namawiania mnie na złożenie petycji na stanowisko dyrektora w unii kredytowej. Joanna pracowała kiedyś ze mną w GM i stąd się znaliśmy. Twierdziła, że unia przeżywała “management crisis” i według Joanny należało przede wszystkim wymienić dyrekcję, a w konsekwencji “upper management”, czyli Johna Ś. i Bogdana B. Na początku nie byłem zainteresowany przedstawionym przez nią bałaganem, który wydawał mi się wręcz nieprawdopodobny. Codziennie jednak otrzymywałem błagające telefony, aby pomóc Joannie wykonać zadanie. Według niej było to dla dobra członków i pracowników, którzy od pewnego czasu mieli poważne problemy związane z ich traktowaniem, a także wieloma zmianami i decyzjami, które według nich były dla pracowników krzywdzące, nie miały żadnego sensu i były powodem konfliktów wewnętrznych w unii. Joanna powiedziała mi rownież, że za całą sprawą zmian stoi Anita D., która w tamtym czasie była dyrektorem w zarządzie unii, prowadziła swoją „mortgage company”, a jak się później okazało była też zainteresowana wyższą pozycją managerską w tej instytucji. Joanna obiecała, że zajmie się zbieraniem podpisów i rozrzucaniem ulotek, a moim zadaniem jest tylko przyjść na zebranie wyborcze i powiedzieć pare słów, też przez nią przygotowanych. Podobny plan działania przygotowała także dla Pawła Sz. Obaj zgodziliśmy się w końcu na kandydowanie do rady dyrektorów. Joanna szukając poparcia członków aranzowała spotkania, między innymi z panem Stanislawem G., w czasie których przekonywała o słuszności całego planu. Jej zadaniem było rownież zdobywanie informacji, które świadczyły o nieudolności ówczesnej rady dyrektorów i kierownictwa unii. Mowiła o źle inwestowanych pieniądzach, wydawaniu ich na prawników, o krzywdzących zarobkach, płaceniu kolosalnych sum na niektóre media, itp. Miała dostęp do wszelkich informacji ponieważ pracowała w głównej siedzibie unii, w Troy. Joanna twierdziła, że nad wszystkim czuwa Anita D., która przeprowadziła wywiady z wszystkimi pracownikami i zanotowała wszystkie zarzuty. Powiedziała również, że powinnismy głosować zawsze tak, jak mowi Anita. W tak zorganizowanym zespole była pewna, że wybory wygramy. Tak też się stało.
Na zebraniu w kwietniu 2007 zarówno ja, jak i Paweł Sz., oraz jeszcze 2 osoby zwerbowane przez innych, zostaliśmy dyrektorami.
Z powazaniem,
Kazimierz Magda

W jednym z listów do redakcji dotyczącym wyborów w unii kredytowej postawione było pytanie “co kryje się za tymi drzwiami?” Postaram się wyjaśnić państwu, jak wygląda to z mojego punktu widzenia, ponieważ byłem dyrektorem w Zarządzie Unii Kredytowej przez ostatnie dwa lata.

W końcu 2006 roku Joanna O., pracownica unii kredytowej, a także kuzynka jednego z dyrektorów unii, rozpoczęła akcję namawiania mnie na złożenie petycji na stanowisko dyrektora w unii kredytowej. Joanna pracowała kiedyś ze mną w GM i stąd się znaliśmy. Twierdziła, że unia przeżywała “management crisis” i według Joanny należało przede wszystkim wymienić dyrekcję, a w konsekwencji “upper management”, czyli Johna Ś. i Bogdana B.

Czytaj całość »

List do redakcji

List do Redakcji
Chciałabym skomentować artykuł, który ukazał się w „Czasie Polskim” w dniu 29 kwietnia 2009. Ponieważ mój poprzedni list do Redakcji skierowany do obu polskich gazet, opublikowany został tylko w „Tygodniku Polskim”, ten, chociaż dotyczy artykułu zamieszczonego w „Czasie Polskim”, kieruję również do „Tygodnika Polskiego”, w obawie, że „Czas Polski” znów nie poda mojego listu do wiadomości czytelników.
W artykule “W Radzie Dyrektorów Federalnej Unii Kredytowej bez zmian” podano kilka błędnych informacji. Napisano, cytuję ”odbyły się także wybory na trzy stanowiska”. Faktem jest, że żadne wybory nie miały miejsca. Nikt na zebraniu nie wybierał i nie decydował o tym, kto zasiądzie w radzie dyrektorów. Następnie artykuł stwierdza, że cytuje “Strzałkowska, Kobylecki i Porada byli jedynymi kandydatami”. To również nie jest zgodne z prawdą. Próbowałam kandydować również ja, ale zostałam zdyskwalifikowana z przyczyn czysto personalnych.
Chciałabym za pośrednictwem Tygodnika Polskiego poinformować wszystkie osoby, które podpisały moją petycję i kontaktowały sie ze mną w sprawie szczegółów zaistniałej sytuacji po opublikowaniu poprzedniego listu, o dalszym ciagu wydarzeń związanych z moją kandydaturą.
Moja petycja zawierała 118 podpisów na 80 wymaganych. Otrzymałam list od sekretarza rady dyrektorów, Pawła Szleszynskiego, informujący mnie o odrzuceniu mojej kandydatury przez komisję rewizyjną ze względu na wiele kwestionowanych podpisów. W odpowiedzi na ten list zażądałam nazwisk członków, których podpisy odrzucono. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, czyli zostałam całkowicie zignorowana. Zbliżał się termin wyborów, wiele członków dzwoniło do mnie z pytaniami odnośnie głosowania na zebraniu. Wszyscy byli zbulwersowani postępowaniem i przepisami stosowanymi przez zarząd unii, który ma ich reprezentowac. Zatrudniłam więc prawnika, aby wyegzekwować dokładnie dlaczego nie dopuszczono mnie do wyborów. W poniedziałek 20 kwietnia mój adwokat otrzymał do tej pory chronione tajemnicą numery stojące  przy kwestionowanych nazwiskach. Było ich 16. Ciągle więc prawidłowych podpisów było 102. Sprawdzono karty członków i weryfikowano podpisy, jednak nikt nie pofatygował się aby zadzwonić do 16-tu klientów i wyjaśnić czy podpisy zostały przez nich złożone. Ustalone przez dyrekcję prawo mówi bowiem, że w przypadku niezgodności podpisów komisja rewizyjna żąda od tych osób trzykrotnego podpisania w obecności członków komisji bez uprzedniego pokazania podpisu danej osoby na petycji. Unia dzwoniła do 2-ch osób, resztę pominęła, a więc podała nieprawdziwe informacje, że 16 podpisów się nie zgadzało. Mój prawnik pertraktował z panią Dul, aby umieszczono mnie na liście kandydatów i załatwiono sprawę polubownie, jednak kategorycznie tego odmówiono.
Ze względu na niedopełnienie obowiązków przez siebie samych wymyślonych,  wykreowanie przepisów, które mają na celu niedopuszczenie nowych osób do zarządu unii, a także w związku z całkowitym zignorowaniem mojej osoby, adwokat mój wystąpił w dniu 21 kwietnia do sądu w Oakland County o tymczasowe wstrzymanie wyborów. Otrzymał natychmiastową decyzję sedziego, że wybory mają być wstrzymane. Unia nie mogła jednak dopuścić do takiego skandalu, więc odwołała się od tej decyzji w dniu wyborów – 23 kwietnia. Z trudem i z wieloma negatywnymi komentarzami sędziego na temat przepisów wymyślonych przez kilka osób, aby jak najbardziej utrudnić dostęp do swojej kliki innym. Sędzia nie wiedział jednak, że w tym wypadku żadne wybory nie będą miały miejsca, ponieważ innych kandydatów nie było. Automatycznie przeszły osoby, które już w radzie zasiadają. Sędzia nakazał prawnikowi unii, aby przekazał dyrektorom jego krytyczny komentarz odnośnie całej sytuacji.
W żadnej unii kredytowej w całych Stanach Zjednoczonych nie ma takich przepisów i takich trudności, i takiej walki o utrzymanie pozycji dyrektorów, jaka ma miejsce w naszej unii. Nasi dyrektorzy to w wielu przypadkach najpierw pracownicy unii, a potem nią rządzący, albo odwrotnie – najpierw dyrektorzy, a potem pracownicy; ale już na tych najwyższych pozycjach. Nie przestrzegany jest konflikt interesów. Pani Dul kiedy objęła stanowisko Chief Operating Officer w unii, była najpierw dyrektorem w unii i kontynuowała prace w swoim “mortgage company” oraz nadal zasiadała i zasiada w dyrekcji unii.
Moja sprawa nie jest jeszcze zakończona. Zignorowanie woli ponad 100 członków, którzy podpisali moją petycje jest karygodne. Nie stosowanie się do przez siebie samych wykreowanych przepisów jest również karygodne. Unia powinna być poddana generalnej kontroli, jeśli bowiem co roku odbywają się zacięte walki “starych” dyrektorów o utrzymanie społecznej funkcji, oznacza to, że jest tam coś do ukrycia. Członkowie mają prawo zadecydować o swojej unii kredytowej przez zorganizowanie zebrania specjalnego i usunięcia osób, które dopuszczają się samowolnych zmian, które wprowadzane są nie dla dobra członków i ułatwienia startujacym w wyborach pełnienia społecznej funkcji, ale dla personalnych względów kilku osób.
Kilku dyrektorów chciałoby znać powód, dla którego tak mi zależy na wejściu do ich zespołu. Mam więc pytanie do nich: dlaczego wy panowie i panie tak uporczywie walczycie o te pozycje? Jaki jest wasz cel? Co konkretnie niektórzy z was robią dobrego dla unii siedząc tam ponad ćwierć wieku? Może każdy z osobna powinien odpowiedzieć na pytanie co zrobił dla unii i jakie jego konkretne decyzje spowodowały korzyści dla tej organizacji i jej członków.
Członkom natomiast, życzę większego zainteresowania organizacją, której są właścicielami, zadawania pytań, śledzenia sposobu wydawania pieniędzy. To jest nasza unia kredytowa, to od nas zależy jak jest kierowana i jakie decyzje podejmuje grupa 11 osób w naszym imieniu, w imieniu ośmiu tysięcy członków.
Z poważaniem
Jolanta Choluj
May, 11, 2009

Chciałabym skomentować artykuł, który ukazał się w „Czasie Polskim” w dniu 29 kwietnia 2009. Ponieważ mój poprzedni list do Redakcji skierowany do obu polskich gazet, opublikowany został tylko w „Tygodniku Polskim”, ten, chociaż dotyczy artykułu zamieszczonego w „Czasie Polskim”, kieruję również do „Tygodnika Polskiego”, w obawie, że „Czas Polski” znów nie poda mojego listu do wiadomości czytelników.

W artykule “W Radzie Dyrektorów Federalnej Unii Kredytowej bez zmian” podano kilka błędnych informacji. Napisano, cytuję ”odbyły się także wybory na trzy stanowiska”. Faktem jest, że żadne wybory nie miały miejsca. Nikt na zebraniu nie wybierał i nie decydował o tym, kto zasiądzie w radzie dyrektorów. Następnie artykuł stwierdza, że cytuje “Strzałkowska, Kobylecki i Porada byli jedynymi kandydatami”. To również nie jest zgodne z prawdą. Próbowałam kandydować również ja, ale zostałam zdyskwalifikowana z przyczyn czysto personalnych.

Czytaj całość »

Późniejsze Wiadomości »