O wakacjach w Santa Cruz

Warto chociaż raz w roku wybrać się na dłuższy urlop, który pozwoli na całkowite oderwanie się od codziennych zadań i obowiązków, ale nawet kilkudniowy wypoczynek może zregenerować siły witalne, wnieść coś nowego i świeżego do monotonii i codzienności życia. Dzieląc się wrażeniami z moich krótkich wakacji, pozwolę sobie nawiązać do osoby, której zawdzięczam ten wspaniały czas.

Dotąd każdego roku odwiedzałam młodszą córkę Karolinę w Los Angeles, bowiem tam studiowała w California Institute of Arts., gdzie ukończyła studia magisterskie ze specjalizacją w fotografii i filmie. Talent i ciężka praca pozwalają jej spełniać marzenia i uwieczniać otaczający świat, w kadrze aparatu i na klatce filmu utrwaliła już tysiące obrazów. Za swoje prace otrzymała wiele wyróżnień i nagród, najcenniejsza to the John Simon Guggenheim Memorial Foundation 2011 Guggenheim Fellowship. Jest najmłodszą stypendystką fundacji Guggenheim.

Pisały o niej media amerykańskie, dlatego i ja postanowiłam wspomnieć o własnej córce, ponieważ wakacje spędziłam w jej towarzystwie, w Santa Cruz w Kalifornii. Karolina pracuje na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Cruz (UCSC) jako profesor fotografii. Życzę jej sukcesów, zarówno w pracy badawczej, jak i edukacyjnej.

Santa Cruz, małe miasteczko, przypadło mi do gustu. Moje nowe marzenie, to kiedyś zamieszkać właśnie tam bądź w okolicy, gdzie przyroda zaskakuje różnorodnością. Pacific Coast Highway, czyli CA-1, wije się wzdłuż brzegu oceanu przez ponad 700 km, w tym przez okolice Santa Cruz z pięknymi miejscami widokowymi. Santa Cruz to stolica surfingu, nawet znajduje się tu muzeum tego sportu, a o tutejsze brzegi rozbijają się fale, o których mówi się na całym świecie. Wraz ze wschodem słońca na falach Oceanu pojawiają się miłośnicy surfingu. Można ich podziwiać aż do zachodu słońca. Dla miłośników przyrody obowiązkowymi miejscami odwiedzin są liczne tutaj parki stanowe, jak Monterey Bay National Marine Sanctuary, Natural Bridges State Park czy Henry Cowell Redwoods State Park. Wspomnę również o parku rozrywki Santa Cruz Boardwalk, który nie był punktem mojego zainteresowania, ale wiem, że cieszy się wielkim powodzeniem i mnóstwo turystów odwiedza to miejsce. Według mnie, główne atrakcje to piękne wybrzeże klifowe, formacje skalne zatopione w oceanie oraz parki z sekwojami. Atrakcją jest również drewniane molo z licznymi restauracjami, jedna z najstarszych w USA drewniana kolejka górska Giant Dipper licząca około 80 lat oraz murowana latarnia morska z prywatnym muzeum surfingu. Port jachtowy jest zapleczem dla amatorów żeglarstwa. Przez centrum miasta biegnie odrestaurowana ulica w stylu lat dwudziestych, z butikami i restauracjami, niektóre z nich odwiedziłam by posmakować serwowanych tam smakołyków.

W okolicy znajduje się szereg gospodarstw ekologicznych uprawiających warzywa i owoce. Popularne są farmy karczochów, chyba ich jest najwięcej.

Po drodze na truskawki 🙂

Kilka godzin spędziłyśmy w parku Henry Cowell Redwoods w Felton, miasteczku oddalnym kilka mil od Santa Cruz. Przejeżdżając przez góry podziwiałyśmy przecudowne widoki – otaczały nas wielkie drzewa i ogromne przestrzenie, przez które prowadziły bardzo kręte drogi. Wśród niebotycznych sekwoi znajdują się ścieżki do pieszych wędrówek, wspinaczek czy rowerowych wycieczek. By zobaczyć więcej skorzystałyśmy z podróży ciuchcią przez tzw. Redwood Grove Loop Trail.

Przewodnik wprowdził nas w czas przeszły, opowiadając nieco o historii terenu, na którym znajduje się park im. Henrego Cowella. Dawno temu tereny te były zamieszkane przez rodowitych mieszkańców z plemienia Sayante. W 1921 roku, gdy Meksyk odzyskał niepodległość, teren był kilkakrotnie sprzedawany i zmieniał właścicieli. W 1848 r. na mocy traktatu z Guadalupe-Hidalgo kończącego wojnę amerykańsko – meksykańską Kalifornia przeszła we władanie Stanów Zjednoczonych. W grudniu 1848 r. Kongres oficjalnie potwierdził, że na nowo przejętych terenach Kaliforni jest złoto. Dało to początek gorączce złota o niespotykanej dotychczas skali i napływie setek tysięcy amerykanów i emigrantów z całego świata.

W 1849 Henry Cowell wraz z bratem Johnem opuścili rodzinne Wrentham w Massachusetts i wyruszyli do Kalifornii. John powrócił do Bostonu z powodu złego stanu zdrowia. Henryk mając 30 lat rozpoczął działalność gospodarczą, zajmował się wyrobem cegły, bowiem okazało się, że Santa Cruz ma nieograniczone pokłady wysokiej jakości wapnia, obfite ilości drewna do opalania pieców i bliskość do San Francisco. W 1860 r. cegła zastąpiła drzewo jako materiał budowlany. Ponadto na terenie dzisiejszego parku (obecnie na przeciwko terenu piknikowego) w 1855 roku w małej zatoczce, znaleziono złoto.  Bogacąc się Cowell dokupywał ziemi i tak w 1899 był już właścicielem ponad 10,000 akrów. Henry Cowell zmarł w 1903. Synowie przejęli działalność po ojcu.  Po trzęsieniu ziemi w 1906 okazało się, że cegły nie były najlepszym materiałem budowlanym. Firma zaczęła podupadać, zakończyła działalność w 1946 r. Najmłodszy syn Harry (1860 – 1955) w testamencie zapisał majątek w wysokości ponad $ 14 milionów dolarów na cele publiczne – Fundusz Cowella. Część terenów rodziny Cowella należy do Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz (dawna Cowell Ranch), znaczna część obszaru to Henry Cowell Redwoods State Park. Innymi spadkobiercami są Mills College, Uniwersytet Stanforda i Akademia Nauk w San Francisco.

Sekwoje (redwoods), to rzeczywiście niesamowite drzewa. Ich podstawy przypominają czasami łapy ogromnych zwierząt, a kora ma kolor czerwony, czy raczej cynamonowy. Z ciekawostek, które opowiedział przewodnik, to fakt, że ogień jest ważnym elementem naturalnego systemu przyrody. Sekwoje wręcz potrzebują ognia, aby ich szyszki mogły otworzyć się i wypuścić nasiona na ziemię wyczyszczoną przez ogień i pokrytą popiołem. Jest to najlepsze środowisko do kiełkowania i rozwoju tych drzew. Wędrując po parku widziałam sczerniałe plamy z osmolonymi sekwojami. Okazuje się, że są to pożary kontrolowane przez pracowników parku. Opalone drzewa potrafią się regenerować i dalej rosnąć. Podobnie korzenie ściętych sekwoi dają „życie” nowym, młodym drzewom. Ścieżki w parku mają podłoże piasczyste, wędrując nimi należy włożyć wiele wysiłku. Gdy dotarłyśmy do miejsca widokowego, zobaczyłam tablicę informującą: “The Sandhills Treasure”. Wszystko stało się jasne. Piasek pod nogami był kiedyś częścią starożytnego dna morskiego. Ponad 10 milionów lat temu, obszar ten był przykryty oceanem. Naukowcy na tych terenach odkryli skamieliny zębów rekina oraz innych zwierząt morskich, które kiedyś tu żyły. Przez park biegnie rzeka San Lorenzo, w której królują srebrzyste pstrągi. Najwyższe sekwoje sięgają do 280 stóp (85 m), a szerokie na 16 stóp. Najstarsze drzewa mają ponad 1500 lat, jedno z nich przedstawiam na na powyszym zdj. Historyczne znaczenie parku i zapierające dech krajobrazy przyciągają turystów z całego świata.

To były wspaniałe wakacje.

Alicja

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *