Demokracja sKODyfikowana Tadeusz Witkowski

Polityczne retroTadeusz_Witkowski-245x300

Na wstępie krótka retrospekcja, jako że krzyk podniesiony przez lewicowych prominentów oskarżających partię rządzącą o łamanie zasad demokracji odświeżył moją pamięć o czasach, kiedy to na pytanie „jaka jest różnica między demokracją a demokracją socjalistyczną” odpowiadano sarkastycznie: „taka jak między fotelem a fotelem elektrycznym”. Była to oczywiście odpowiedź z gatunku poetyckich hiperboli. W istocie rzeczy, po to by utrzymać pełnię władzy socjalistyczni demokraci nie musieli wówczas wcielać się w role katów i wszystkich przeciwników uśmiercać. Wystarczyło być lojalnym wobec Moskwy i mieć pod kontrolą środki produkcji, przekazu i przymusu bezpośredniego. Sprawę załatwiali pracodawcy, dyspozycyjni dziennikarze, cenzorzy, prokuratorzy, sędziowie, a w najgorszym wypadku – funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa.
Dziś w jakimś sensie to już historia, gdyż komunistyczna nomenklatura uwłaszczyła się, doszło do zawarcia układu z „konstruktywną” opozycją i najbardziej anachroniczne metody sprawowania władzy zostały zarzucone. Taki los przypadł w udziale m.in. cenzurze prewencyjnej, no bo po co dodatkowo cenzurować media, gdy przedstawiciele ich głównego nurtu mogą korzystać z finansowych dobrodziejstw, jakie daje im układ z rządzącymi. Sprzedajnych sędziów też nigdy nie zabraknie, a co do służb specjalnych, dlaczego nie miałyby inwigilować prawicy, skoro ta zagraża układowi z Magdalenki, godzi w interesy postsowieckiej agentury i ma czelność mówić o patologiach i korupcji w III RP…

Represje w majestacie prawa

Nie było mi dane na dłuższą metę doświadczyć dobrodziejstw życia w państwie prawa, jakim rzekomo miała być III Rzeczpospolita. Coś pozostało wszakże po tamtych czasach w moich osobistych dokumentach w związku z faktem, że jesienią 2007 roku zostałem zatrudniony w SKW i uzyskałem nominację na członka Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych.
Po wygraniu przez PO wyborów do sejmu trudno było mieć wszakże złudzenia co do przyszłości instytucji, szczególnie po tym, jak na pełniącego obowiązki szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego wyznaczony został Grzegorz Reszka, funkcjonariusz, który w okresie, gdy likwidowano UOP i powoływano do życia Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu dał się poznać jako specjalista od kadrowych czystek. Jeśli ktoś z pracowników SKW należał do kręgu przyjaciół tudzież bliższych znajomych Antoniego Macierewicza, jedyne, co mógł w ówczesnej sytuacji zrobić, to przyjąć postawę, która zmusiłaby nowe władze do ujawnienia rzeczywistych motywów podejmowanych wówczas decyzji.
Pomyślałem wówczas, że warto by wystąpić z czymś nie do przełknięcia, na przykład z propozycją słownika biograficznego służb specjalnych PRL, który sięgałby czasów III RP i zawierał informacje o dalszych losach byłych funkcjonariuszy SB tudzież służb wojskowych i, generalnie rzecz ujmując, postsowieckiej agentury. Oczywiście, nie chodziło tylko o sprowokowanie szefostwa do nieprzemyślanego podjęcia i uzasadnienia decyzji, bo projekt taki, gdyby został zatwierdzony, z całą pewnością okazałby się w przyszłości pomocny nie tylko w badaniach tworzących podwaliny nowej polityki historycznej, lecz również w pracy operacyjnej. Pomysł ów bez wahania poparł mój bezpośredni przełożony Antoni Wręga, toteż 30 listopada skierowałem do dyrektora gabinetu szefa SKW pismo, które zawierało m.in. taki akapit:
„Celem projektu jest stworzenie bazy danych zawierającej krótkie hasła i artykuły encyklopedyczne na temat osób związanych ze służbami specjalnymi PRL (z uwzględnieniem ich późniejszych losów). Zgromadzony w ten sposób materiał mógłby zostać wykorzystany zarówno w pracy operacyjnej, jak i naukowo-badawczej. Do chwili obecnej nie stworzono takiej bazy, pomimo iż istnieje paląca potrzeba rozszerzenia wiedzy o strukturze osobowej peerelowskich służb i ich uzależnieniu od służb sowieckich (GRU i KGB). Względy bezpieczeństwa narodowego, w tym konieczność zachowania pełnej kontroli nad tym, co może stanowić dziś pokusę dla służb rosyjskich (które odziedziczoną po służbach sowieckich przez dzisiejsze GRU wiedzę o peerelowskiej agenturze mogą chcieć przekształcić w przydatne dla siebie w nowych warunkach aktywa osobowe), są wystarczającym powodem by bezzwłocznie rozpocząć pracę nad w/w projektem.”
Przynęta chwyciła. W wypowiedzeniu datowanym 20 grudnia 2007 r. i podpisanym przez Grzegorza Reszkę znalazły się następujące zdania:
„Przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę jest niewłaściwa realizacja zadań wynikających z zatwierdzonego i podpisanego przez pana zakresu obowiązków. Równocześnie wykonywał pan zadania wykraczające poza ustalony zakres obowiązków, nie związane bezpośrednio z realizacją przez SKW ustawowych zadań. Składane przez pana propozycje dalszych swoich działań świadczą o tym, iż niewłaściwie interpretuje pan ustawowe zadania SKW”.
„Zadania wykraczające poza ustalony zakres obowiązków” to oczywiście praca w Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI, ale tej członkowie Komisji nie prowadzili w ramach obowiązków wynikających z zatrudnienia w SKW (jeżeli ktoś faktycznie był tam zatrudniony). Tak więc istniały oczywiste podstawy, by decyzje szefostwa zaskarżyć do Sądu Pracy, tyle że realia nie pozostawiały żadnych złudzeń. Decyzję próbowano mi wręczyć 20 grudnia, w dniu, w którym wybierałem się do lekarza po fatalnym skręceniu stopy na mocno zniszczonych schodach budynku SKW na Koszykowej i zażyciu silnych środków przeciwbólowych (jak się okazało, było to pęknięcie trzeszczki). W gabinecie szefa odmówiłem zapoznania się z decyzją szefostwa prosząc o wysłanie jej na domowy adres listem poleconym. Zaczynał się właśnie okres świąteczny i nie było szans na przygotowanie i złożenie w sądzie ewentualnego pozwu w przewidzianym terminie siedmiu dni. Do zaskoczenia nie doszło. Natychmiast znalazły się osoby gotowe przejść ze strachu „na ciemną stronę mocy”, świadczyć nieprawdę i prezentować wersję wydarzeń wygodną dla nowego szefa. Pozew o odszkodowanie złożyłem ostatecznie po otrzymaniu przesyłki poleconej. Co do jego skuteczności nie miałem większych złudzeń. Zaważyła ciekawość, jak funkcjonuje wymiar sprawiedliwości pod rządami PO-PSL.

Pożegnanie III RP

Nie chcę zanudzać czytelnika szczegółowym opisem tego, co nastąpiło. Myślę, że fragmenty pisma procesowego, które złożyłem 9 grudnia 2008 r. w Wydziale VIII Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia, okażą się ciekawszą lekturą. Znalazły się w nim takie między innymi uwagi:
„[…] Obserwując dotychczasowy przebieg procesu doszedłem do niepokojącego wniosku, że Sąd Rejonowy reprezentowany przez p. Ewę Dmitruk nie prowadzi sprawy w sposób bezstronny.
Oto kilka faktów przemawiających za tą tezą.
1. Trudno oprzeć się wrażeniu, że p. Przewodnicząca SSR stosuje wobec świadków podwójne standardy przesłuchania. Pomimo iż tekst Rozwiązania Umowy o Pracę zawierał fragmenty pozwalające podejrzewać, iż podczas rozprawy 21 października 2008 roku Danuta Brodowska świadczyła nieprawdę, p. Przewodnicząca nie zadała ani jednego pytania, które skonfrontowałoby te zeznania z faktami. Co więcej, uchyliła pytanie mecenasa Wąsowskiego dotyczące praktyki informowania szefostwa SKW o tym, że pracownicy występują o książeczkę ubezpieczeniową, gdyż zamierzają udać się do lekarza i nie zostało to odnotowane w protokole z rozprawy. Mecenas Wąsowski postawił to pytanie dlatego, że w sierpniu, kiedy przeglądałem moje akta personalne z SKW dołączone do akt sprawy, zauważyłem taki właśnie meldunek podpisany przez p. Brodowską. Dotyczył on mojej osoby i mógł pośrednio świadczyć o zmowie kłamstwa, w której uczestniczyła szefowa kadr pracowników cywilnych. Meldunek ten musiał również widzieć mecenas Rybicki, który czytał wówczas moje akta. Gdy 24 października 2008 roku zajrzałem ponownie do mojej teczki personalnej, nie znalazłem tego meldunku. Ktoś go usunął (być może w wyniku działań operacyjnych).” [Tu nastąpił szczegółowy opis przeinaczeń faktów jakich dopuściło się dwoje świadków, rzeczona szefowa kadr pracowników cywilnych i pułkownik Jarosław Kanarek].
„[…] 2. W ciągu ćwierćwiecza mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych wielokrotnie występowałem w sądach amerykańskich jako tłumacz. Nigdy w tym czasie nie spotkałem się z taką agresją wobec którejś ze skonfliktowanych stron, jaką zademonstrowała wobec mnie p. Przewodnicząca SSR Ewa Dmitruk. Za niedopuszczalne zachowanie uznała uśmiech, którym zareagowałem na słowa pozwanego i szept skierowany do obrońcy, a protokoły z rozpraw bynajmniej nie wyjaśniają, na czym moje ‘niedopuszczalne zachowanie’ polegało. Mogę tylko zapewnić p. SSR, że nie jest to skuteczny sposób wymuszania szacunku dla Sądu.
Trudno mi również uznać za zbieg okoliczności, że już dwukrotnie wyznaczono termin rozprawy na dzień po planowanym przeze mnie wylocie z Polski w sytuacji, gdy miałem wykupione bilety powrotne (w jednym przypadku bez możliwości zmiany terminu lotu). Każdy, kto orientuje się w działalności służb specjalnych, doskonale wie, iż mają one tajnych współpracowników we wszystkich liniach lotniczych i dostęp do baz danych informujących o lotach i osobach odlatujących nie stanowi dla nich najmniejszego problemu.
3. Pomimo iż kilkakrotnie ponawiałem wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka min. Antoniego Macierewicza, w/w nie otrzymał do chwili obecnej wezwania. Ponieważ strona pozwana wnosi m.in. o dopuszczenie dowodu z zeznań Grzegorza Reszki ‘na okoliczność zasadności wypowiedzenia umowy o pracę’, chciałbym przypomnieć, że to Antoni Macierewicz, a nie Grzegorz Reszka podjął decyzję o moim zatrudnieniu. Min. Macierewicz był przez ponad rok szefem SKW. Pułkownik Reszka nigdy nie uzyskał nominacji na Szefa SKW, a jedynie pełnił obowiązki szefa i to tylko przez okres trzech miesięcy.
Min. Macierewicz jest wybitnym znawcą problematyki bezpieczeństwa narodowego i wiarygodnym mężem stanu. O pułkowniku Reszce wiadomo tylko tyle, że w czasie rządów SLD, po rozwiązaniu UOP-u i powołaniu ABW oraz Agencji Wywiadu, dał się poznać jako osoba odpowiedzialna za koniunkturalne zmiany kadrowe w ówczesnych służbach (źródło: ), a w okresie trzech miesięcy pełnienia funkcji Szefa SKW robił wszystko, by utrudnić pracę Komisji Weryfikacyjnej d/s WSI.
Min. Macierewicz doskonale wiedział, iż posiadam więcej niż ‘wystarczające’ kwalifikacje, by objąć stanowisko głównego specjalisty od spraw edukacji i promocji międzynarodowej SKW. Pułkownik Reszka nie miał o nich zielonego pojęcia. Podpisując dokument rozwiązujący umowę o pracę nie posiadał żadnej wiedzy o tym, czy i w jaki sposób wywiązywałem się z powierzonych mi obowiązków. Argumentacja, której użył pisząc o ‘ustawowych zadaniach SKW’, świadczy, iż sam ma trudności z ich zrozumieniem. Ustawa z dnia 9 czerwca 2006 r. o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego nie reguluje przepisów mówiących o działaniu w komórkach pomocniczych służb, które zapewniają prawidłowe wykonywanie zadań określonych w ustawie, a więc w takich komórkach jak gabinet szefa, biuro logistyki czy biuro prawne. Gabinet szefa nie zajmował się działaniami operacyjno-rozpoznawczymi ani obróbką bieżących materiałów pochodzących z tych czynności. W rozdziale 3 ustawy o SKW wyraźnie mówi się o tym, że działania operacyjne prowadzą funkcjonariusze i żołnierze. Jako pracownik cywilny wykonywałem zupełnie inne zadania i doskonale się z nich wywiązywałem, co z całą pewnością potwierdzą mój były Szef i moi bezpośredni przełożeni.
Nowy Szef miał prawo zlikwidować moje stanowisko, nie uczynił tego jednak, gdyż ekipie, która objęła władzę po przegranej PiS-u, najwyraźniej chodziło o przekonanie opinii publicznej, iż Antoni Macierewicz zatrudniał osoby niekompetentne (harcerzy, dziennikarzy…; o specjalistach od technologii informacji i osobach posiadających wiedzę o ubeckich archiwach milczano). Stąd ówczesne ataki postkomunistycznych mediów na odchodzącego Szefa i w tym kontekście będzie w przyszłości odczytywany fakt wypowiedzenia mi pracy przez nowe szefostwo. Warto to przemyśleć choćby dlatego, iż decyzja Sądu rozpatrującego moją sprawę pozostanie nieuchronnie częścią tej historii.”
Ostatecznie stało się, jak przypuszczałem. Stronie pozwanej zabrakło argumentów merytorycznych, toteż po moim piśmie zrezygnowała z próby obrony tezy o „zasadności wypowiedzenia umowy o pracę” i uczepiła się kwestii formalnej – rzekomego niedotrzymania z mojej strony obowiązującego terminu zaskarżenia decyzji SKW, do czego sąd rejonowy szybko się przychylił i oddalił mój pozew, a sąd drugiej instancji ów wyrok utrzymał. Tak w praktyce wyglądało funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości III RP. Przy pozorach zachowania demokratycznych reguł o wyrokach przesądzały względy polityczne i doraźne potrzeby rządzących elit.

Zgiełk i furia

Jestem za demokracją, gdyż jak dotąd nie wymyślono lepszego i bardziej sprawiedliwego systemu sprawowania władzy. W czasach PRL nie wahałem się wspierać tych, co o nią walczyli, na co dowody można znaleźć w pięciu teczkach, które poświęciła mi bezpieka. Gdy jednak obserwuję dziś z oddali zachowanie prezesa Trybunału Konstytucyjnego i gdy słyszę groteskowe ujadania założycieli Komitetu Obrony Demokracji, nie bardzo wiem, czy mam śmiać się czy płakać. Bo w końcu kraj nie skorzysta na tym, co wyprawiają obrońcy porządku, którym bynajmniej nie przeszkadzało, gdy skoku na trybunał dokonywała pół roku wcześniej sprawująca władzę koalicja PO-PSL. Kiedy wśród setek złośliwych komentarzy internautów natrafia się na taką oto trawestację fragmentów znanego poematu, trudno się wszakże nie uśmiechnąć:

Mój Eurofilu i zelancie
Wolności, tolerancji, prawa,
Co ze mną jesteś dziś w aliansie,
Za dobrze, mój figlarzu, znam cię,..
„Kawa na ława”!
Kiedy berlińskich biesów szajka
Ze śmiechu się tarzała patrząc,
Jak się przyjaźnią z nimi paprzą,
Lewaccy mędrcy znad Vistuli…
Kiedy Angelę Donek tulił,
Bo mu Europy przychyliła
I mógł uwolnić się od Polski…
Gdy byle menda naród lżyła
A klown-polityk z Biłgoraja
Bezkarnie robił sobie jaja
Z krzyża, co stanął na Krakowskim…
Gdy ci, co chcieli bić namiętnie
W oparach rui i obłędu
„Ciemnogród tępy, ogłupiony”,
Wiernie oddani duszą całą
Tym samym w końcu ideałom,
Co bezpieczniacki chłam z Urzędu…
Kiedy w żurnalii robaczywej
Nic, tylko wrzało i migało:
„Antek-Oszołom, Kaczor, Rydzyk”…
Gdy biegły w dziennikarskim kancie
Lis w łydki im się chytrze wgryzał –
– Gdzie wtedy byłeś, mój aliancie?
Gdzie pies ci wtedy mordę lizał?

I tym sarkastycznym cytatem wypadałoby zakończyć, albowiem skądinąd wiadomo, iż pytania retoryczne nie wymagają odpowiedzi. Nawiasem dodam tylko, że pod powyższym chętnie sam bym się podpisał.

Autor jest emerytowanym lektorem języka polskiego w University of Michigan (Ann Arbor) i wykładowcą w Saint Mary’s College w Orchard Lake, badaczem akt przechowywanych w archiwach IPN, byłym pracownikiem Służby Kontrwywiadu Wojskowego i członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych. Represjonowany w czasach PRL i internowany w okresie stanu wojennego wyjechał z rodziną na emigrację w roku 1983.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *