Co w trawie piszczy …

Drodzy Czytelnicy!
Jednym chyba z najbardziej oklepanych powiedzeń jest „wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.” Okrutna prawda z jednej strony, ale z drugiej to nie do końca prawda. Nie wszystko się kończy. Jednak niniejszy felieton nie ma być rozważaniem teologicznym.
W pewnym sensie kończymy siedmioletnią przygodę spotkań ze sobą na łamach tej gazety. Wyprowadzam się do Denver w Kolorado, do nowych obowiązków, nowych zadań, nowych ludzi i… nowej gazety. Taka trochę jest kolej rzeczy, taki jest los nas, chrystusowców. Piszę jednak w pewnym sensie, bo z ogromną radością od czasu do czasu pojawię się u Was na tych łamach. Szanowna Pani Redaktor Naczelna dała zaproszenie i w ten sposób zostawiła furtkę. Dziękuję.
Myślę, może trochę bezczelnie, że korzyści z naszej znajomości były obopólne. Pozwoliłem sobie dzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami, swoim punktem widzenia, swoimi radościami i troskami. Zawsze chyba warto posłuchać drugiego, nawet jeśli jego wywody specjalnie odkrywcze nie są. Dostrzeżenie jakiejś kwestii, czy choćby spojrzenie z innej strony, sprawia, że życie staje się bogatsze, bardziej kolorowe, ciekawsze.
Bardziej jednak chciałbym podkreślić, może znów trochę bezczelnie, swoje korzyści. A są rozliczne. Dziękuję najpierw za to, że najpierw co tydzień, a później co dwa tygodnie musiałem się zabierać do pisarskiej roboty. Napisałem „musiałem”, ale… to moja ulubiona robota. Zmuszenie do takiej systematyczności w tej dziedzinie było piękne. Dziękuję też, że musiałem się uważniej wokół siebie rozglądać, żeby mieć o czym napisać, czym innym jest obserwacja świata, a czym innym obserwacja po to, żeby komuś coś ciekawego pokazać. Dziękuję wreszcie, że dzięki tym tekstom mogliśmy się poznać lepiej – Wy mnie, bo dzieliłem się sobą, a ja Was. Bo przy okazji rozmaitych spotkań później o tym wszystkim rozmawialiśmy. Cóż za bogactwo!
Mógłbym jeszcze powymieniać, ale trochę zwilgotniały mi oczy i niezbyt wyraźnie widzę monitor, więc zaprzestanę. W tym (jednak) smutku rozstania jest nadzieja: do następnego razu…
Wasz ks. Sławek
Slawek Murawka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *