Więzienna cela

Dnia 30 sierpnia 2014 roku podczas mego pobytu w Polsce, chcąc spełnić jedno z wyznaczonych sobie zadań wakacyjnych, podmiejskim pociągiem elektrycznym dojechałem z rodzimej Gdyni do Gdańska Głównego. Słoneczna pogoda sprzyjała spacerom toteż podążając za wymalowanymi na chodniku znakami, w ciągu niespełna poł godziny dotarłem pieszo do celu mej podroży. Stanąłem z trochę przyspieszonym i marszem i emocjami – uderzeniem serca, przed znaną milionom ludzi na całym świecie bramą. W dniu dzisiejszym spełnia ona raczej rolę upstrzonego – jak przed dziesięcioleciami – kwiatami pomnika, ale kiedyś była bramą wejściową do Stoczni Gdańskiej.
Jest i ta brama i porzucane niby w nieładzie dekoracje przedmiotów z lat osiemdziesiątych, wymowną częścią oddanego właśnie do użytku Europejskiego Centrum Solidarności.
Znajdujący się tuż za nią pokaźnych rozmiarów budynek zaprojektowany jest na wzór budowanego w stoczni statku. Rdzawy kolor zewnętrznych ścian zdecydowanie może podobać się jednym jak i budzić odrazę u innych. Tuż obok ogród z fontannami, gdzie doskonale można oddać się przy poszumie wody – zadumie.
Wnętrze uzupełnianego jeszcze wystroju jest przestrzenne i robiące wrażenie; mi osobiście przypomina swoim układem i pomysłem Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie.
Znalazły tam zamieszkanie organizacje pozarządowe, biuro Lecha Wałęsy, są sale na konferencje, projekty, spektakle teatralne i filmowe. W dniu moich odwiedzin były dostępne na pierwszym piętrze sale wystawowe z robiącymi wrażenie elementami solidarnościowej historii.
Przy wejściu – w lobby grupa młodzieży zapraszała do odwiedzin, udzielała informacji. Wycieczka uczniów z Niemiec rozmawiała z przewodnikiem. Część odwiedzających zamyślona siedziała na ławkach, część rozglądała się wokół. Wszedłem na piętro. Chodziłem od sali do sali. Wraz ze mną przewijali się sądząc po wieku – rozkojarzeni myślami ludzie, którzy tworzyli tamtą historię. Sam nie wiem może spędziłem tam godzinę, może kilka. Wiem jednak, że zabrakło w tym budynku mego własnego kącika; strefy gdzie moje serce zabiłoby trochę inaczej. Każdy w dotyczącej go przeszłości przenoszonej w muzealnym wnętrzu szuka tego swojego miejsca…
Dla mnie byłaby to może więzienna cela z kratami na oknach i pryczami, która wspomnieniami przywoływałaby niedostępne innym ( oprócz mych współtowarzyszy) zapachy. Może brakowało mi księgi gdzie mógłbym wpisać, że byłem, że widziałem, że współtworzyłem tę historię. Ale to tylko ja. Centrum zaś stworzone jest by mogli poznać tamte chwile inni; młodsi, którym niedane było żyć w zniewolonej Polsce. Niech pilnują wolności, o jeżeli nie napatrzą się jak było, jeżeli przestaną pilnować, łatwo będzie ją znowu stracić i trudno odzyskać.

Ryszard Urbaniak
Concord, Kalifornia
25 września 2014 roku

urbaniak

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *