Najstarszy nowożytny maraton

Halina Massalska

W Massachusetts trzeci poniedziałek kwietnia jest wolny od pracy i szkoły; w tym stanie świętuje się Dzień Patriotów (dla uczczenia bitew pod Lexington i Concord, które zapoczątkowały wojnę z Brytyjczykami o niepodległość Stanów Zjednoczonych). Bostończycy, od ponad stu lat, a dokładnie od 117., wychodzą na trasy maratonu – jedni aby biegać, inni aby dopingować…
Nikomu do głowy nie przyszło, że w tym roku, najstarszy maraton nowożytny dopisze do swojej historii tragiczną scenerię. Mniej więcej dwie godziny po tym, jak pierwsi zawodnicy ukończyli bieg, potężny huk wstrząsnął powietrzem, potem drugi… Właśnie duża grupa biegaczy przekraczała metę – dwie ofiary śmiertelne, około 100 rannych – to pierwsze wiadomości jakie obiegły świat… Trasa biegu natychmiast została zmieniona, organizatorzy mieli przygotowany scenariusz na każdą okoliczność, ale chyba nie na taką…

Ten bieg w Bostonie jest jednym z sześciu największych maratonów świata – Tokio, Londynu, Berlina, Chicago, Nowego Jorku (tzw.World Marathon Majors) – i spośród nich najstarszym. Pierwszy bostoński maraton na dystansie 42 km odbywał się 19 kwietnia 1897 roku; kilka miesięcy po olbrzymim sukcesie maratonu olimpijskiego podczas pierwszych nowożytnych igrzysk w Atenach w 1896 roku.
Od tego momentu, imprezy maratońskie organizować zaczęto na całym świecie. Dziś, rocznie odbywa się około 500 biegów na dystansie 42,195 km, z czego ponad 300 to biegi akredytowane przez Międzynarodową Federację Lekkoatletyczną. Dlaczego taka długość dystansu? Podobno z wygody angielskich organizatorów igrzysk olimpijskich w Londynie z 1908 roku. Meta maratonu została przesunięta dokładnie o 2195 m, ponieważ tyle wyniosła odległość trybun królowej brytyjskiej, która koniecznie chciała zobaczyć końcowe zmagania uczestników (podczas pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich dystans biegu maratońskiego miał 40 km, co było efektem „zaokrąglenia” pierwotnej odległości, którą przebiegł grecki posłaniec).

W Bostonie co roku biegnie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Muszą spełnić warunki kwalifikacyjne – ukończyć 18 lat i mieć już za sobą jakiś maraton. Wyznaczone są ścisłe kryteria czasowe dla poszczególnych grup wiekowych. W bostońskim maratonie nikt nigdy nie pobije rekordu świata, ponieważ trasa nie spełnia kryteriów IAAF. Między startem a metą jest zbyt duża różnica wysokości, biegnie się trochę z górki. Przy sprzyjającym wietrze można osiągnąć kosmiczny wynik, czego przykładem jest Kenijczyk Geoffrey Mutai, w 2011 roku pokonał trasę w 2 godziny 3 min 2 sekundy. Nikt dotąd szybciej nie pobiegł trasy maratonu. Ale trzeba też wiedzieć, że maraton bostoński jest jednym z najtrudniejszych. Wzgórze Złamanych Serc jest szczególnie wymagające – podbieg znajduje się około 32 km po starcie, kiedy maratończycy najczęściej doświadczają kryzysów. Mimo, że trzeba tu wbiec zaledwie 27 m w pionie na długości 600 metrów, maratończycy wspominają to miejsce jako najgorsze na trasie.

Przeglądając wyniki z różnych lat, znajdziemy też polską triumfatorkę, w bostońskim maratonie w 1991 roku wśród kobiet najszybszą była Polka – Wanda Panfil (Lechia Tomaszów Mazowiecki).

W tym roku, w 117. maratonie bostońskim triumfowli: Rita Jeptoo – Kenijka (czas 2:26.25), wyprzedziła o 33 sekundy Etiopkę Meseret Hailu oraz Lelisa Desisa – Etiopczyk (2:10.22), szybszy o pięć sekund od Kenijczyka Micaha Kogo.

W Bostonie biegli także Polacy, na widowni powiewały m.in. polskie flagi… Nagle, telewizja pokazuje nagrania, na których pojawiają się słupy dymu, biegający ludzie, widać ekipy ratunkowe… Są pierwsze relacje świadków.
Mówi Witold Zatoński, biegł z żoną – Byliśmy około kilometra od mety, kiedy usłyszeliśmy dwa wybuchy, pierwszy bardzo mocny, drugi słabszy. Na początku nikt nie zwrócił na to uwagi, potem stało się jasne, że coś się wydarzyło. Nie dobiegliśmy już do mety, zaczęliśmy uciekać, zgodnie z instrukcjami służb porządkowych…

– Usłyszałam pierwszy wybuch zaraz po tym, jak przebiegłam przez strefę medalową. Drugi wybuch był chwilę po pierwszym – opisywała w rozmowie z red. Barbara Kroenke…

Ukończyłem bieg około pierwszej, więc czekałem na ojca, który miał dobiec później. Stałem ok. 200m dalej, na skrzyżowaniu, gdzie wszyscy biegacze odbierali torby. Właśnie wtedy nastąpiły dwie eksplozje, jedna po drugiej – zaczyna swoją relację Wojtek Szymczak. – Nie wyglądało to bardzo groźnie, przez minutę nic sie nie działo, tabun ludzi nadal szedł w moim kierunku od mety. Dopiero potem rozdzwoniły się komórki i walkie-talkie, pierwsze zapłakane twarze, ktoś szepcze: “terrorism” …

Na liście wyników podanej na stronie internetowej organizatorów znalazło się 28 Polaków, którzy ukończyli bieg. Łącznie w 117. maratonie bostońskim wystartowało ok. 27 tys. osób.
Pokonanie maratonu jest dla biegacza tym, czym dla alpinisty zdobycie najwyższego szczytu. Jest celem, który każdy chce osiągnąć.

I co się stało? Tak niedawno z Bostonu czytało się takie korespondencje:
„ Amerykanie są niesamowici. Co chwilę, na każdym kroku ktoś gratulował ukończenia biegu, pytał jak było itd. Pasażerowie komunikacji publicznej ustępowali miejsca siedzące strudzonym, ale szczęśliwym biegaczom. Pięknie wykonane medale, chyba najładniejszy, jaki kiedykolwiek otrzymałem”…

04.17 boston

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *