Akt odwagi czy… desperacji?

Kiedy ciężko już chorego Jana Pawła II zapytali dziennikarze o możliwość jego rezygnacji z tronu papieskiego, odpowiedział, że jego zdaniem w kościele nie ma miejsca na papieża-emeryta. I pewnie w tamtym momencie miał rację. Dzisiaj, kiedy stajemy przed przełomowym wydarzeniem abdykacji Benedykta XVI, możemy – z całą świadomością to mówię – przyznać, że również następca Jana Pawła ma rację. O Janie Pawle mówiono wówczas, że zwłaszcza wtedy, kiedy przestał już mówić, powiedział najwięcej; swoim cierpieniem, niezłomnością, samą swoją Obecnością. I każdy, kto wspomni tamte chwile, doskonale będzie wiedział o co chodzi, jakie poruszenie wywołały jego ostatnie chwile między nami. O ile byliśmy wtedy lepsi, o ile piękniejsi, ile potrafiliśmy z siebie wykrzesać. Ile dobra zdołał z nas wydobyć ciężko chory, umierający papież…

Dziś nie znamy szczegółów, które przyczyniły się do decyzji Benedykta XVI. Wiemy, że podjął ją po naprawdę długiej modlitwie i głębokim namyśle, i niech nam to wystarczy. Przy możliwościach dzisiejszej medycyny udałoby się jeszcze przez kilkanaście lat utrzymać przy życiu nawet bardzo chorego człowieka. Jednak Ojciec Święty ma świadomość, że samo żeglowanie nie ma sensu: Kościół stanął wobec wyzwań, które domagają się odpowiedzi i sama obecność nie wystarczy, trzeba podjąć decyzje, które będą przynosiły owoce w najbliższych latach, a może nawet dziesięcioleciach. Pewnie dlatego chce oddać Łódź Piotrową w dobre ręce. Ze świadomością, że ta Łódź naprawdę tego potrzebuje.

Straszliwa złość mnie ogarnęła, kiedy wpadła mi w oczy informacja o oświadczeniu pewnej (chyba niegodnej wspomnienia imienia) posłanki w Polsce, która wobec decyzji Benedykta oświadczyła, że Jan Paweł skarlał w jej oczach, bo tak kurczowo trzymał się władzy, a jego następca dał sobie radę inaczej. Pomijam już fakt, że ktoś właściwie tylko ciągle skrzypiący i oscylujący w okolicy zera ocenia Jana Pawła, ale nieuwzględnienie merytorycznych przesłanek i wtedy i wówczas skazuje taką opinię na absolutny margines. Natomiast wspominam o tym tylko dlatego, że tak, jak nie można w jednym szeregu stawiać dwóch ludzi bez zastosowania odpowiedniej miary, tak i nawet dwóch dziesięcioleci nie można bezkrytycznie do siebie przyłożyć; każdy czas, każda osoba, każde stanowisko niesie ze sobą swoje wyzwanie i tak naprawdę nam pozostaje to, o czym mówił kardynał Dziwisz: modlić się o to, by kolejny papież sprostał nadchodzącym czasom, by dał radę prowadzić Kościół między mieliznami XXI wieku…

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule, rzekłbym, że choć obydwaj odpowiedzieli skrajnie różnie, każdy z nich zrobił to w akcie najwyższej odwagi i odpowiedzialności za dzieło, które im zostało powierzone. I obu będę cenił za tę różnicę i za piękno wolności tych decyzji.

Ks. Sławek Murawka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *