Co w trawie …

Właściwie już na tych łamach rozważaliśmy tajemnicę optymizmu i pesymizmu. Zagadkowość, jaka kryje się w spojrzeniu na szklankę i akcentowanie jej do-połowy-pełności, czy też do-połowy-pustości. Po prostu tak jest i już. Niektórzy zawsze będą dostrzegać w sytuacjach i w ludziach negatywne aspekty, kryzys nie będzie dla nich szansą, a każdy wybór udręką. Trudno chyba nawet do końca odgadnąć, czy można się tego całkowicie oduczyć, czy też nie.

Z tym większym zachwytem, a nawet swego rodzaju rozrzewnieniem, chcę napisać o człowieku, który patrzy i rozumuje zupełnie inaczej. I to nie dlatego, że brak mu doświadczenia z ludźmi, czy wiedzy, skoro niektórzy mówią, że optymista, to po prostu niedoinformowany pesymista. Człowiekowi, o którym chcę wspomnieć nie brak ani wykształcenia (dawno temu uczył między innymi muzyki i języka francuskiego), ani lat – wiosną tego roku skończył dziewięćdziesiąty piąty rok swojego życia.

Wielu czytelników zapewne już się domyśla, że chodzi o naszego nestora, od niemal dwudziestu lat rezydenta w parafii Matki Bożej Częstochowskiej, ojca Konrada Urbanowskiego. Nie, nie ma żadnej okazji; urodziny i imieniny obchodził już w lutym, może nie tak dawno rocznicę święceń kapłańskich, ale jeszcze nie tak okrągłą, choć już imponującą: Ojciec Konrad posługuje już, jako kapłan sześćdziesiąt dziewięć lat.

Myślę jednak, że nie te lata są jego największą zdobyczą, nie wiek przede wszystkim wzbudza szacunek. Dla mnie najważniejszą jego cechą jest ta niezwykła pogoda ducha, pozytywne patrzenie na świat i wszystko, co się na świecie dzieje, zawsze optymistyczne i radosne podejście do człowieka. Mimo bólu, który czasem go trapi, nigdy nie przyznaje się do cierpienia i niezmiennie na pytanie o samopoczucie odpowiada, że świetnie, choć nieraz grymas aż mu wykrzywia twarz. Natychmiast potem się uśmiecha i konsekwentnie powtarza, że wszystko jest w porządku, co trochę (nawiasem mówiąc) utrudnia na przykład diagnozę lekarską… Miewa już kłopoty z pamięcią, ale nigdy nie zapomni się uśmiechnąć i wykrzyknąć na powitanie swoje słynne “hellou!”, które zna każdy, kto go odwiedza. I tym spośród parafian, którzy z ogromnym poświęceniem go pielęgnują, też nie zapomni powiedzieć dobrego słowa, docenić tego, co się wokół niego dzieje. Niby nic, ale te proste świadectwa dobrego traktowania każdego człowieka, którego spotyka, urastają w moich oczach do rangi symbolu otwartości i miłości. Aż miło wejść do jego pokoju, aż się za tym tęskni. Tyle się można od Ojca Konrada nauczyć…

ks. Sławek Murawka

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *