Co w trawie …

Będąc jeszcze młodym księdzem (a chciałoby się za kabaretem napisać „młodą lekarką”), zbliżyłem się do niebezpiecznego stanu świadomości. Otóż wydawało mi się, że z większością przejawów ludzkiej głupoty i naiwności (przepraszam za mocne słowa) już się spotkałem, i teraz najwyżej ich intensywność może mnie zaskoczyć. Ale nie wymyśli już nikt czegoś, co byłoby absolutnym zadziwieniem. Długo jednak nie musiałem czekać…

Przypomniałem sobie o tym niedawno, czytając doniesienia o głodowej śmierci kilku osób, praktykujących tzw. breatharianizm, czyli „oddychactwo”. Już pracując w Polsce spotkałem takich, którzy wierzą, że przyjmowanie pokarmu „drugiego rodzaju” (czyt. „tego gorszego”), czyli prostackie jedzenie nie jest konieczne. Że wszyscy mamy pod powierzchnią czoła receptory świetlne i można się nauczyć z nich tak korzystać, że ten pokarm „pierwszego rodzaju” nam w zupełności wystarczy. Swiatło i oddychanie. I już.

Najkrócej skomentowałbym to tak: faktycznie, jeśli ktoś ma tam receptory świetlne, to na nic innego nie ma już miejsca i nie ma się co dziwić, że takie teorie głosi. Ale sprawa nie jest tak prosta, skoro wciąż pojawiają się ludzie, którzy doprowadzają swój organizm do skrajnego wygłodzenia. Aż do śmierci. Czasem można spotkać też takich, co mają naklejone na powierzchni dłoni ziarenka: pieprzyk, fasolkę, coś tam jeszcze – bo w ziarnie jest ogromna witalna moc, i jak się je nosi na skórze, to ta moc przenika do wnętrza człowieka i czyni go świeżuteńkim jak młoda roślinka. Albo jacyś frutarianie, wierzący, że można jeść tylko to, co samo spadnie z drzewa, bo na przykład wyrywanie z ziemi marcheweczek, to już morderstwo…

Gdzieś w człowieku jest ogromna tęsknota za doskonałością, za życiem wiecznym, za utrwaleniem najszczęśliwszych momentów codzienności, albo uwolnieniem od tych nieszczęśliwych chwil: wspomnień, przeżyć, zagrożeń. Więc szuka, nieraz rozpaczliwie, wbrew wszelkiej logice, rozsądkowi, wbrew sobie samemu. A te najprostsze rozwiązania są przecież tak blisko…

Ks. Sławek Murawka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *