Bezpłatna polisa ubezpieczeniowa na złe dni Poradnik psychologiczny (69)

Około półtora wieku temu Karol Marks w swym „Kapitale” wieszczył niechybny upadek kapitalizmu i zastąpienie go komunizmem. Minęło 150 lat i w Europie pozostało już niewiele śladów po tym nieludzkim systemie, gdy tymczasem kapitalizm, mimo nękającego go obecnie kryzysu, wciąż trwa.

Jednym z podstawowych błędów popełnionych przez Marksa było jego przekonanie o niereformowalnej naturze kapitalizmu. Pikanterii dodaje tu fakt, że w tym samym czasie, autor „Manifestu komunistycznego” pracował nad stworzeniem ortodoksyjnego, niereformowalnego właśnie systemu, opartego na dogmatach. Dogmaty te w praktyce socjalizmu, oznaczały prymat ideologii nad ekonomią i doprowadziły do zadławienia się nimi europejskiego komunizmu.

Marks uwierzył, że stworzył system doskonały i w ten sposób zrobił kolosalny błąd. Tymczasem, jak dowodzi historia ludzkości, umiejętność dostrzeżenia niedoskonałości, wady, czy błędu – jest nieodzownym warunkiem postępu. W wymiarze jednostkowym, oznacza to między innymi zdolność do porzucania takich wyuczonych schematów postępowania, które nie sprawdzają się w naszym życiu, i stają się źródłem frustracji i niepowodzeń zamiast satysfakcji.

Błądzenie jest rzeczą ludzką i częścią pakietu, zwanego „naszą naturą”. Jesteśmy jednakże, na szczęście, wyposażeni w zdolność uczenia się. Zatem, zgódźmy się, że czynienie omyłek jest zjawiskiem naturalnym, natomiast powtarzanie ich, uporczywe trzymanie się zachowań, które – mówiąc delikatnie – nam nie służą, jest głupotą.

Pouczająca historia, pióra Portii Nelson, którą teraz przytoczę, w zabawny sposób ilustruje ten mechanizm:

  1.           Idę ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. Wpadam w nią. Jestem zagubiona. Jestem bezradna. To nie moja wina. Wydobycie się z tej dziury trwa całą wieczność.
  2.          Idę tą samą ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. UDAJĘ, ŻE JEJ NIE WIDZĘ. Wpadam w nią ponownie. Nie mogę uwierzyć, że jestem znów w tym samym miejscu. Ale to nie moja wina. Długo trwa, zanim nie wydobędę się z tej dziury.
  3.         Idę tą samą ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. Widzę, że tam jest. I znów w nią wpadam… TO JUŻ ZWYCZAJ… ale oczy mam otwarte. Wiem, gdzie jestem. To moja wina. Natychmiast wydostaję się z dziury.
  4.        Idę tą samą ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. OBCHODZĘ JĄ.
  5.        IDĘ INNĄ ULICĄ.

Pokonywanie niefortunnych, a czasem i zgubnych zwyczajów może trwać bardzo długo. Tak długo jednak, jak trwamy w naszym postanowieniu przerwania błędnego koła upadków i podnoszenia się z nich, nadzieja jest po naszej stronie. Tak długo, jak się nie poddajemy, tak długo towarzyszy nam wytrwała i cierpliwa szansa. Dopóki próbujemy, dopóty dostrzegalne jest zwycięstwo na widnokręgu.

Życie niestety nie daje pełnych gwarancji, że nasze usiłowania zostaną uwieńczone sukcesem. Szukamy pewności, i czasem wydaje się nam, że ją znaleźliśmy, że jesteśmy bezpieczni, że mamy na przykład zabezpieczenie spokojnej i zasobnej starości. Tymczasem długo oczekiwana emerytura rozpływa się na naszych oczach wraz z krachem na giełdzie. Trudno wtedy zachować zimną krew i pogodę ducha. Ale, że nie ma sytuacji bez wyjścia, mam dla moich Czytelniczek i Czytelników pewną propozycję. Nazywam ją bezpłatną polisą ubezpieczeniową na momenty zniechęcenia, znużenia czy beznadziei.

Oto ona. Postanówmy co wieczór, przed zaśnięciem, zapisać sobie w notesie pięć wydarzeń, za które jesteśmy wdzięczni w danym dniu Panu Bogu, losowi, czy życiu po prostu. Jeśli wydaje się, że trudno będzie znaleźć aż pięć takich rzeczy, podpowiadam – wracałam z pracy do domu i nie miałam wypadku; otworzyłam lodówkę, w której jest sporo jedzenia; popatrzyłam na kogoś, a ta osoba uśmiechnęła się do mnie. I tak dalej. Oczywiście, wydarzenia te mogą, będą i powinny się powtarzać w naszych notatkach. Tym lepiej dla mnie.

A co z tą polisą ubezpieczeniową? Otóż powiedzmy że po trzech tygodniach prowadzenia rejestru dobrych, miłych i pokrzepiających zdarzeń w twoim życiu, nadejdzie ten słotny, smutny i beznadziejny wieczór i wówczas, zamiast zadumać się nad swoim kiepskim losem, sięgniesz po notatnik i zaczniesz go czytać. Strona po stronie. I gwarantuję – poczujesz się lepiej.

Janusz Wróbel

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *