Co tam, panie, w sporcie?

Dzieje się! I dobrze… Trwa prestiżowy turniej w tenisie US Open, jak każedgo roku rozgrywany na kortach w Nowym Jorku. Najlepsza polska zawodniczka, sklasyfikowana na 9. miejscu rankingu WTA, Agnieszka Radwańska, pożegnała się, niestety, z turniejem już w drugiej rundzie. Jak potocznie mówią tenisiści, miała dobrą „drabinkę” i w jej połówce nie znajdowała się żadna zawodniczka sklasyfikowana wyżej. Teoretycznie powinna dojść przynajmniej do ćwierćfinału, ale w praktyce wyszło inaczej. Młodsza z sióstr Radwańskich, Urszula, po półrocznej przerwie w grze, spowodowanej kontuzją pleców, także doszła do drugiej rundy. Szkoda, że obie dziewczyny tak szybko odpadły. Może potrzebują trochę odpoczynku i w nowym sezonie, który otworzy wielki szlem w Australii „ugrają” coś więcej?

Chciałam napisać o czymś radosnym i powodów, jak zwykle jest wiele, ale wspomnę znowu szczypiornistę Karola Bieleckiego. Kochani, w czerwcowym wydaniu Tygodnika Polskiego pisałam o fatalnej kontuzji, jakiej się nabawił reprezentant Polski. W towarzyskim spotkaniu, gdzie pechowo zderzył się z przeciwnikiem, stracił oko. Wówczas wydawało się, że kariera tego zawodnika jest już zakończona. Ba, nawet on sam mówił, że wiele osiągnął już jako sportowiec, więć czas pokazać się z innej strony, może jako trener, działacz, komentator sportowy… Tymczasem każdy wyczynowy sportowiec wie, jak ciężko porzucić styl życia, który prowadziło się przez ostatnie lata – wyjazdy, treningi, zgrupowania, mecze – tak naprawdę wypełnia to całe życie. Bielecki powrócił do treningów, ale ani on, ani trenerzy nie wiedzieli, jak będzie z powrotem do gry w niemieckej ekstraklasie i reprezentacji Polski.  W ostatnim meczu poprowadził swój zespół do zwycięstwa, gdzie pokonali we własnej hali Frisch Auf Goeppingen 28:26. Pierwszą bramkę zdobył właśnie reprezentant Polski, a ostatnie minuty również należały do niego, zdobył ostatnie dwie bramki, które zadecydowały o zwycięstwie. W całym tym meczu Karol Bielecki zdobył 11 bramek. Jak dla mnie – rewelacja!

Znowu jesteśmy świadkami czegoś niezwykłego. Ile w sobie trzeba mieć siły i wiary w to, co się robi! Pokazał wszystkim, a przede wszystkim sobie, że można pokonać każdą przeszkodę…

Pozdrawiam,

Ania

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *