Co tam, panie, w sporcie?

Dzieje się naprawdę dużo. Robert Kubica wrócił na podium w Formule 1, Mariusz Pudzianowski przygotowuje się do następnej walki w MMA, Lech Poznań został mistrzem Polski, a prawie w każdej dziedzinie, na każdym kontynencie słychać o Polakach.

Dziś chcę przypomnieć Czytelnikom sylwetkę Janusza Wójcika. Przypomnieć? Tak naprawdę każdy kibic piłki nożnej (i nie tylko) zna selekcjonera Polski i ostatniego zdobywcę medalu olimpijskiego dla Polski w grach zespołowych, które odbyły się w Barcelonie w 1992 roku. Prowadził  kadrę seniorów w latach 1997-1999. Był też czołowym zawodnikiem w Polsce i naprawdę wyróżniającym się piłkarzem na arenach międzynarodowych. Człowiek-legenda. A dziś? Od siedmiu miesięcy walczy o powrót do normalnego życia. W ostatnim wydaniu miesięcznika „Futbol” przeczytałam obszerny wywiad z Januszem i jego żoną, Krystyną.

16 września 2009 roku niefortunny upadek w domu omal nie doprowadził do tragedii. Były trener reprezentacji Polski w jednym z zakamarków domu, tuż przy schodach, urządził sobie kącik arabski. Pamiątki pochodziły  z rodzinnych wojaży, kiedy Wójcik pracował w Emiratach Arabskich i Syrii. Żona Krystyna skrzętnie kolekcjonowała przedmioty, które przypominały całej rodzinie orientalne wyprawy i klimaty tych wspaniałych krajów. Właśnie na potężny, mosiężny czajnik nadział się feralnej nocy Janusz Wójcik. Huk był przeraźliwy. Dzięki szybkiej reakcji żony i syna Andrzeja, który zachował zimną krew, Janusz Wójcik jest z nimi i wraca do zdrowia. W wywiadzie nie ma pretensji do nikogo, bo to przez jego nieuwagę i (niestety) przez psa, który rozlał wodę z miski, doszło do wywrotki. Nie zadaje sobie pytania – dlaczego ja? Ale czuje pewien smutek, rozdrażnienie, a na wspomnienie jednego podnosi się mu ciśnienie, buzuje krew i przekleństwa cisną się do ust: MEDIA!
To one oskarżyły żonę, syna, że po rodzinnej sprzeczce zepchneli Janusza ze schodów.  Pomówienia dotyczyły także korupcji w piłce nożnej, że trzeba uciszyć gadatliwego szkoleniowca, który miał posypać nazwiskami tych, którzy prowadzili nieczystą grę.
Kochani, kiedy czytałam ten artykuł poleciały mi łzy… Powinny być to łzy radości, bo przecież nie doszło do tragedii i – miejmy nadzieję – jeszcze niejedną drużynę poprowadzi Janusz Wójcik. Raczej były to łzy smutku, niedowierzania, jakiejś niemocy… Z jednej strony rodzinna tragedia, a z drugiej oszczerstwa, przeciw którym nie można się obronić – ani Janusz Wójcik, który walczył o życie, ani jego najbliżsi, którzy nie mieli do tego głowy. Nikt inny też nie stanął w jego obronie. Dopiero dziś dowiadujemy się prawdy, a przez te wszystkie miesiące czytaliśmy kłamstwa, obrzydliwości. Zniszczyc komuś życie i reputację zajmuje tylko kilka minut, ale odbudowanie jej później to kwestia całych lat. Smutne, ale jakże prawdziwe.

Uświadamiam sobie oczywiście, że ja też piszę, Tygodnik Polski to też media, ale mam nadzieję, że ani ja, ani moi redakcyjni koledzy i koleżanki, nie dostarczyliśmy i nigdy nie dostarczymy informacji, które nie będą potwierdzone przez źródła i które mogłyby kogoś skrzywdzić.I – nie byłabym kobietą, gdybym nie napisała o programie rozrywkowym „Tylko nas dwoje”, gdzie profesjonalny muzyk bierze pod swoje skrzydła amatora. Sportowcem, który zaszedł do finału (i zajął drugie miejsce!) był najsilniejszy człowiek świata, Mariusz Pudzianowski, a jego nauczycielką Ania Wiśniewska. Gratulacje!

Pozdrawiam, Ania

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *