Być frajerem

Nie lubimy frajerów. Są pożałowania godni, głupi w swojej naiwności – Statuę Wolności można by im sprzedać. Denerwuje nas ich niereformowalność – tyle razy się już sparzyli, a niczego się nie nauczyli, ciągle ludziom ufają. Zgadzamy się generalnie z hasłem „śmierć frajerom”, czyli „biada naiwnym”. Definicja słownikowa mówi o frajerze tak: „człowiek naiwny, łatwowierny, nieumiejący sobie radzić w potrzebie, dający się łatwo oszukać; nowicjusz, początkujący w jakiejś dziedzinie.”
Podziwiamy za to cwaniaków. Między innymi za to, że się dobrze urządzili kosztem frajerów. Podoba nam się ich spryt, przebiegłość, umiejętność obejścia prawa, elastyczność i zdrowy rozsądek, polegający na tym, że jak się trafi okazja, to się ją bierze, a nie mędrkuje, czy wypada. Cwaniak, według słownika, to „człowiek przebiegły, chytry, radzący sobie w każdej sytuacji, nawet czyimś kosztem; spryciarz.”
Tyle słownik, tak też wygląda mniej więcej przeciętny odbiór frajerstwa i cwaniactwa. Od przeciętności niewątpliwie odbiegał Jonasz (a właściwie Janusz) Kofta, któremu zawdzięczamy słowa tylu pięknych piosenek, a między innymi „Jej portret”, „Radość o poranku”, „Pamiętajcie o ogrodach” czy „Podróżą każda miłość jest”. Przebojem nie stała się mniej znana piosenka do słów poety, zatytułowana „Epitafium dla frajera”. Wykonywał ją po mistrzowsku Janusz Gajos. Piosenka opowiada o pogrzebie samotnego człowieka, którego żegnają na cmentarzy jego czterej kumple. Jeden z nich wygłasza mowę pożegnalną, która właściwie jest podziękowaniem przyjaciół dla zmarłego. Oto, za co mu dziękują:
Że Ci się chciało być zakałą
Gdy wystarczało głośno klaskać
Że Ci się chciało widzieć całość
Gdy wystarczała biała laska
Że Ci się chciało być tylko sobą
Zwyczajnie dobro od zła odróżniać
Kiedy nikogo nie było obok
Tylko służalcza szepcząca próżnia
Że Ci się chciało myśleć tak mało
O swoich własnych nielekkich losach
Że Ci godności wystarczało
By nie dorzucać drewna do stosów
Że Ci się chciało ciężki Frajerze
Przeżyć po ludzku swe ludzkie życie.
Starsi czytelnicy nie będą mieć problemu z odniesieniem treści piosenki do trudnych lat Polski sprzed 1989 roku, kiedy odwaga i wierność poglądom odmiennym od obowiązujących, były nie tylko niepożądane, ale i niebezpieczne. Od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości minęło już ponad dwadzieścia lat, i dla młodych ludzi dylematy, przed którym kiedyś stali ich rodzice: a mianowicie, czy pozostać w ZSP (Związek Studentów Polskich), gdy rząd dodał do nazwy literkę S (Socjalistyczny), przekształcając go w 1973 roku w podporządkowany partii ZSSP; czy zapisać się do PZPR, żeby przyspieszyć przydział mieszkania; czy w 1976 roku iść na wiec potępiający „warchołów z Radomia” są abstrakcyjne. Dziś takich wyborów czynić nie trzeba. Życie jest łatwiejsze, a, jak ktoś zauważył, „odwaga staniała”. Czy jednak piosenka Kofty nie jest już aktualna?
Śmiem twierdzić, że niewiele się zmieniło. Wcale nie ma dziś mniej okazji do oportunizmu, klakierstwa, lizusostwa, czy przymykania oczu na niesprawiedliwość, niegodziwość i nieuczciwość. Z upadkiem komunizmu nie skończyły się polowania na czarownice – owszem, definicja wiedźmy uległa zmianie, ale sposobność „dolewania oliwy do ognia” wcale nie zanikła. Możemy, w obliczu szykanowania niewinnej osoby zachować bezpieczną wstrzemięźliwość, udając, że nic się nie dzieje; możemy kopnąć leżącego, albo stanąć w jego obronie.
Odwiedzaliśmy niedawno ośrodek narciarski. Przywieźliśmy ze sobą narty, ale ponieważ okazały się za długie, trzeba było wynająć krótszą parę. Przed wypożyczalnią stoją drewniane konstrukcje, gdzie można zostawić sprzęt, gdy chce się zrobić przerwę w jeżdżeniu. Tak się złożyło, że o przywiezionych, a pozostawionych w piątek przed wypożyczalnią nartach, zapomnieliśmy. Gdy w niedzielę, przed wyjazdem do domu uzmysłowiliśmy sobie, co się stało, okazało się, że „deski” dalej leżą tam, gdzie je zapomnieliśmy. A przyznać trzeba, że przez trzy dni przewinęły się przez to miejsce setki narciarzy – frajerów, z których żaden nie połakomił się na opuszczoną parę nart.
Latem, przybyli do nas z wizytą goście z Europy. Odwiedzali wiele miejsc w Stanach, a ostatni swój tydzień spędzili z nami. Któregoś dnia zadzwoniła do naszych krewnych policja, z zapytaniem, czy ktoś z rodziny nie zgubił aparatu fotograficznego. Okazało się, że nasi goście zostawili w centrum handlowym w Troy dosyć drogi aparat fotograficzny. Ktoś go znalazł i oddał. Aparat nie miał żadnej identyfikacji, więc policja przeglądnęła cyfrowo zapisane w nim zdjęcia. Były na nich wspomnienia z podróży do Kalifornii, w tym zdjęcie na tle wypożyczonego samochodu, z widocznym numerem rejestracyjnym. Na podstawie rejestracji samochodu, policja zidentyfikowała prawo jazdy osoby wynajmującej, którą okazał się być nasz krewny. I w ten sposób dotarła do niego. W historii tej ma znaczenie nie tylko fakt oddania przez jakiegoś frajera aparatu, a tym samym „stracenia” okazji do łatwego i szybkiego wzbogacenia się, ale także fakt, że jakiemuś innemu frajerowi chciało się podjąć dosyć skomplikowany trud odszukania właściciela aparatu.
Jak świat światem, pod wszystkimi szerokościami geograficznymi będą, są, i będą frajerzy, i będą cwaniacy, chociaż czasy i ludzie zmieniają się. Jedno pozostaje niezmienne – zawsze jest szansa na to, by wybrać bycie frajerem.
Janusz Wróbel
Poradnik psychologiczny (17)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *