Co tam, panie, w sporcie?

Działo się, przez cały rok!
Kibicowaliśmy najlepszym sportowcom, podziwialiśmy nowe osiągniecia, odkrywaliśmy nowe talenty i – niestety – wielu sportowców bije rekordy już tylko na „niebiańskich arenach”… Naprawdę wiele się działo w minionym roku i wiele przed nami, już za parę tygodni.
Jednak w ostatnim numerze w mijającegoroku chciałam się Wam czymś pochwalić. A właściwie nie czymś, ale KIMŚ. Dla mnie niezwykła postać: Alicja Dzida – moja koleżanka ze szkolnej ławki. Najlepiej biegała w klasie, nawet w szkole, ba, liczyła się w całym województwie. Przez wiele lat reprezentowała barwy LKS-u Pomorze w Stargardzie Szczecińskim na długich dystansach. Dziś już biega tylko dla przyjemności. Kochani, pewnie niektórzy pomyślą, że nie ma o czym pisać, a ja uważam, że jest. Nawet bardzo.
Alicja pobiegła niedawno w maratonie, który odbył się w Santa Barbara w Kalifornii, w grudniu 2009 roku. Tego dnia było zimno, bieg rozpoczął się o 6.30 rano. Trasa prowadziła jedną z głównych autostrad, między lasami i łąkami. Ludzie byli poprzebierani przedziwnie, od Supermanów po Mikołaje, a jeden śmiałek biegł tę trasę nawet bez butów.  Kryzys spotkał Alę przy 37 km, a przecież maraton to 42 km i jeszcze 195 m. Powiedziała mi potem, że gdyby wtedy się zatrzymała, to już nie ukończyłaby biegu. Pięknie przetrwała ten kryzysowy 37. kilometr, bo… zobaczyła kogoś, na widok kogo zawsze się uśmiecha. To był Robert – jej chłopak, który ostatnie kilometry pobiegł razem z nią. Ukończyła trasę w 4 godziny i 13 minut. Oczywiście, że do rekordu to jeszcze dużo pracy. Tak, ale liczy się, że stanęła na starcie i ukończyła. I spełniło się jej kolejne marzenie. Kiedy mi to opowiadała, na końcu powiedziała krótkie zdanie, które właściwie wszystko wyjaśnia: „ Ania, ja uwielbiam biegać!”
Celem Ali było „zejście” poniżej 4 godzin, ale ja i tak jestem z niej dumna – że trenowała, przygotowywała się i dobiegła – i w ten sposób spełniła jedno swoje marzenie.
Kochani, w tym Nowym Roku, życzę Wam (i sobieteż) takiego właśnie spełniania marzeń. Niekoniecznie przebiegnięcia maratonu, przepłynięcia jeziora, skoku na bungee, ale tych wszystkich marzeń, ktore nosicie w sercu na dnie. Tych marzeń, na których spełnienie brakuje nam czasu, nieraz chęci rozpoczęcia spełniania, a może i odwagi. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że może i Wy też podzielicie się z nami Waszymi osiagnięciami, łamaniem kolejnych barier w życiu.
Pięknego roku,
Ania Ambroszkiewicz

3 Responses to “Co tam, panie, w sporcie?

  • Ania, dziekuje slicznie za ten artykul. Ty to potrafisz ludzi na duchu podniesc. Niech Ci sie spelnia wszystkie Twoje marzenia w tym Nowym Roku. Pozdrawiam slicznie.
    PS. Moj nastepny Marathon bedzie w pazdzierniku.

  • Jak bardzo rozumiem Alicje, sama tez kiedys uprawialam sport- AZS Wroclaw, pilka reczna.
    Sport to wspaniala przygoda i dobra szkola zycia.
    Alioja, czekamy do pazdziernika. Gdzie bedzie ten Marathon?

  • Planuje biegac Marathon w pazdzierniku ale jeszcze nie jestem pewna gdzie. Mozliwe, ze w San Francisco. Zastanawiem sie tez nad Long Beach w Californii. Dziekuje slicznie za zainteresowanie. Wszystkim polecam sport. Jesli nie bieganie to spacery albo gre w tenisa, moze jazda na rolkach. Najwazniejsze jest robic to co sprawia, ze na twarzy pojawia sie usmiech. Bieganie daje mi wlasnie te satysfakcje. Pozdrawiam slicznie i powodzenia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *