List do redakcji

Szanowna Pani Redaktor:
Jeżeli jest to możliwe, chciałbym przedstawić swój komentarz do listu zamieszczonego przez pana Gutowskiego.
Dziekuję panu za przedstawienie swojej opinii dotyczącej unii kredytowej. Wiem, że jest pan działaczem organizacji, która walczy o słuszną sprawę, sprawę przedstawiania fałszywego obrazu Polski i Polaków. Wydaje się więc, że walczymy o podobną sprawę, stosując być może rożne metody i mając innego przeciwnika.
Przez 2 lata próbowałem zrobić wszystko, aby poprawić sytuację w organizacji polonijnej, jaką jest Federalna Unia Kredytowa PAC. W rezultacie zwolniono mnie z rady dyrektorów.
Przytacza pan zdanie “Progress is when everybody pushes in the same direction”. Tak, ma pan rację. To byłoby idealne rozwiązanie, ale takie nie istnieje. To utopia. W Polsce komunistycznej wydawało się, że wszyscy popychali w tym samym kierunku. Czy było tak naprawdę? Dziś wiemy, jak skończyła się ta epoka. Tak samo wygląda to w unii kredytowej. Dopóki będzie to zarząd totalitarny, z przewagą władzy jednej osoby i grupą popierajacą ją bez wnikliwej oceny i analizy słuszności, dotąd będą pchać w jednym kierunku. Czy na pewno w dobrym? Nie mogę zaprezentować tu wszystkich szczegółów. Mogę powiedzieć, że mnie jako dyrektorowi odmawiano wglądu do dokumentów, na podstawie których można wyciagnąć wnioski, jak działa unia i jak nią dalej kierować. Status unii mowi o tym bardzo jasno, że każdy dyrektor ma prawo do obejrzenia i zapoznania się ze wszystkimi dokumentami. Każdy dyrektor odpowiada za swoje decyzje indywidualnie, a nie kolektywnie. W razie procesu sądowego, nikogo nie interesuje brak świadomości i tłumaczenie, że głosowałem zgodnie z wiekszością głosów. Mam tzw. fiduciary responsibility wobec członków i organizacji. Wynik każdego głosowania i komentarze powinny być umieszczane w sprawozdaniach z zebrań.
Zabraniano nam kontaktu z pracownikami i byłymi pracownikami. Czy można to tolerować w XXI wieku w wolnym kraju w organizacji należącej do członków? W takim układzie w pańskiej organizacji powinno się załatwiać wszelkie sprawy tylko w zarządzie i nie dopuszczać innych do żadnych protestów. Czy tak to wygląda?
Cytuje pan moją wypowiedź, że wszelkie moje próby, wnioski i spostrzeżenia pozostały bez echa. Wyjął to pan z kontekstu, bowiem członkowie pytali mnie w swoich listach, dlaczego pozwoliłem na takie zarządzanie i co sam zrobiłem, aby to zmienić. To była dla nich moja odpowiedż. Słusznie napisal pan, że obowiązkiem unii kredytowej jest prowadzić swoją dzialalność zgodnie z przepisami. Tak niestety nie jest.
Byłem w komisji wynagrodzeń, ale nie miałem prawa decydować o wynagrodzeniach.
Proponuje pan rozwiązywać problemy na walnych zebraniach. Wiem jak wyglądają te sprawy na walnym zebraniu z własnego doświadczenia. Problemy najczęściej nie ujrzą światła dziennego. Unia ma 8 tysięcy członków, na zebrania przychodzi garstka. Mam moralny obowiązek wobec siebie i członków, aby przedstawić publicznie tylko niektóre sytuacje w zarządzie unii. Proszę pamiętać, że my Polacy powinniśmy troszczyć się o swoje własne, wspólne dobro. Nie możemy ślepo zaufać kilku osobom. Każda organizacja, szczególnie finansowa, aby dobrze wykonywała swoją pracę, musi czuć kontrolę i zainteresowanie swoich członków. Inaczej, często wkracza korupcja i własny interes.
Zakończę cytatem z listu otwartego do Polonii autorstwa pana Radziłowskiego, który ukazał się również w ostatnim wydaniu Tygodnika:
“We need to become champions for the needs of our people”. Myślę, że ma to glęboki sens.
Z pozdrowieniami
Kazimierz Magda

Szanowna Pani Redaktor,

Jeżeli jest to możliwe, chciałbym przedstawić swój komentarz do listu zamieszczonego przez pana Gutowskiego.

Dziekuję panu za przedstawienie swojej opinii dotyczącej unii kredytowej. Wiem, że jest pan działaczem organizacji, która walczy o słuszną sprawę, sprawę przedstawiania fałszywego obrazu Polski i Polaków. Wydaje się więc, że walczymy o podobną sprawę, stosując być może rożne metody i mając innego przeciwnika.

Przez 2 lata próbowałem zrobić wszystko, aby poprawić sytuację w organizacji polonijnej, jaką jest Federalna Unia Kredytowa PAC. W rezultacie zwolniono mnie z rady dyrektorów.

Przytacza pan zdanie “Progress is when everybody pushes in the same direction”. Tak, ma pan rację. To byłoby idealne rozwiązanie, ale takie nie istnieje. To utopia. W Polsce komunistycznej wydawało się, że wszyscy popychali w tym samym kierunku. Czy było tak naprawdę? Dziś wiemy, jak skończyła się ta epoka. Tak samo wygląda to w unii kredytowej. Dopóki będzie to zarząd totalitarny, z przewagą władzy jednej osoby i grupą popierajacą ją bez wnikliwej oceny i analizy słuszności, dotąd będą pchać w jednym kierunku. Czy na pewno w dobrym? Nie mogę zaprezentować tu wszystkich szczegółów. Mogę powiedzieć, że mnie jako dyrektorowi odmawiano wglądu do dokumentów, na podstawie których można wyciagnąć wnioski, jak działa unia i jak nią dalej kierować. Status unii mowi o tym bardzo jasno, że każdy dyrektor ma prawo do obejrzenia i zapoznania się ze wszystkimi dokumentami. Każdy dyrektor odpowiada za swoje decyzje indywidualnie, a nie kolektywnie. W razie procesu sądowego, nikogo nie interesuje brak świadomości i tłumaczenie, że głosowałem zgodnie z wiekszością głosów. Mam tzw. fiduciary responsibility wobec członków i organizacji. Wynik każdego głosowania i komentarze powinny być umieszczane w sprawozdaniach z zebrań.

Zabraniano nam kontaktu z pracownikami i byłymi pracownikami. Czy można to tolerować w XXI wieku w wolnym kraju w organizacji należącej do członków? W takim układzie w pańskiej organizacji powinno się załatwiać wszelkie sprawy tylko w zarządzie i nie dopuszczać innych do żadnych protestów. Czy tak to wygląda?

Cytuje pan moją wypowiedź, że wszelkie moje próby, wnioski i spostrzeżenia pozostały bez echa. Wyjął to pan z kontekstu, bowiem członkowie pytali mnie w swoich listach, dlaczego pozwoliłem na takie zarządzanie i co sam zrobiłem, aby to zmienić. To była dla nich moja odpowiedż. Słusznie napisal pan, że obowiązkiem unii kredytowej jest prowadzić swoją dzialalność zgodnie z przepisami. Tak niestety nie jest.

Byłem w komisji wynagrodzeń, ale nie miałem prawa decydować o wynagrodzeniach.

Proponuje pan rozwiązywać problemy na walnych zebraniach. Wiem jak wyglądają te sprawy na walnym zebraniu z własnego doświadczenia. Problemy najczęściej nie ujrzą światła dziennego. Unia ma 8 tysięcy członków, na zebrania przychodzi garstka. Mam moralny obowiązek wobec siebie i członków, aby przedstawić publicznie tylko niektóre sytuacje w zarządzie unii. Proszę pamiętać, że my Polacy powinniśmy troszczyć się o swoje własne, wspólne dobro. Nie możemy ślepo zaufać kilku osobom. Każda organizacja, szczególnie finansowa, aby dobrze wykonywała swoją pracę, musi czuć kontrolę i zainteresowanie swoich członków. Inaczej, często wkracza korupcja i własny interes.

Zakończę cytatem z listu otwartego do Polonii autorstwa pana Radziłowskiego, który ukazał się również w ostatnim wydaniu Tygodnika:

“We need to become champions for the needs of our people”. Myślę, że ma to glęboki sens.

Z pozdrowieniami

Kazimierz Magda

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *