„Motywacją moją jest Jezus, a nie to, że pragnę być księdzem”

Profesor Krzysztof Pawlina

ks. prof. Krzysztof Pawlina

Z księdzem prof. Krzysztofem Pawliną, rektorem Warszawskiego Metropolitalnego Seminarium Duchownego i przewodniczącym Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych rozmawia Alicja Karlic.

Alicja Karlic: Szanowny Księże Profesorze, czytałam o konieczności zmian w kształceniu kleryków, konkretnie o tzw. okresie propedeutycznym.

Ks. Rektor Krzysztof Pawlina: Od roku czasu istnieje dyskusja, refleksja nad wprowadzeniem czasu propedeutycznego w polskich seminariach. W ubiegłym roku, w Katowicach odbył się zjazd rektorów seminariów diecezjalnych i zakonnych. Podczas tego spotkania dyskutowaliśmy, czy czas propedeutyczny jest potrzebny, czy też nie. Większość rektorów uważa, że jest potrzebny czas propedeutyczny w polskich seminariach. 3 maja, tego roku, Konferencja Episkopatu powołała Komisję pięciu rektorów z bp. Wojciechem Polakiem na czele, w celu dokonania głębszej refleksji jak ma wyglądać taki czas propedeutyczny, i by przygotować program. Czas propedeutyczny dla polskich seminariów miałby zmieścić się w ciągu 6 lat trwania seminarium albo przedłużyć seminarium do 7 lat.

Jaki jest cel wprowadzenia okresu propedeutycznego?

Podstawowym takim celem jest formacja ludzka. Wielu młodych kandydatów z Polski, którzy wstępują do seminarium są nieźle wykształceni, ambitni, znają swoją wartość. Często jednak cechuje ich niedojrzałość emocjonalna. Płynie to stąd, że dzisiaj wiele rodzin nie cieszy się tak wielką radością miłości wzajemnej. Wielu kandydatów pochodzi z rodzin rozbitych. W pewnym momencie pojawia się coś takiego, że przychodzi powołanie i młody człowiek wstępuje do seminarium. Rozpoczyna studia… Presja studiów, sprostania wymaganiom, przytłacza problem rozwiązania problemów ludzkich. Poźniej, gdy przychodzi spokój, wychodzą problemy ludzkie. Pojawiają się one czasem na czwartym roku, piątym, a czasem już po święceniach. Przed rozpoczęciem formacji do kapłaństwa należy zbudować bazę, to znaczy pozwolić, by człowiek był sobą, był pełnym człowiekiem gotowym do formacji kapłańskiej.

Czy absolwent szkoły średniej jest dojrzały w wierze, czy prawidłowo odczytuje swoje powołanie?

Mam takie wrażenie, ale nie jest ono potwierdzone żadnymi badaniami, że młody człowiek, który wstępuje do seminarium mając 20 -23 lata jest intelektualnie rozwinięty na poziomie uniwersyteckim, natomiast emocjonalnie często jest na poziomie 16, czy nawet 14latka. I to jest problem. Istnieje ogromna różnica między rozwojem intelektualnym a emocjonalnym. Czas propedeutyczny miałby dopomóc człowiekowi nadrobić ten niedobór ludzki, pomóc by w pełni osiągnął dojrzałość emocjonalną, zarówno w relacjach z innymi ludźmi, jak i w postawie odpowiedzialności za to, co robi i kim jest. Pojawia się również problem wiary. W tym czasie propedeutycznym, chodzi też o to, by młody człowiek, wszystko co nosi w sercu oparł o Jezusa. By jego pobyt w seminarium był jedyny – „motywacją moją jest Jezus, a nie to, że pragnę być księdzem”. A więc, sprawa ludzka i problem wiary.

Proszę szanownego Księdza Rektora, czy jest spadek powołań, czy też nie?

W mediach jest jakieś ogromne oczekiwanie, by wreszczie nastąpił spadek powołań. To oczekiwanie płynie z różnych środowisk, jeśli nie ma spadku powołań, to następuje rozczarowanie. Od trzech lat obserwujemy spadek powołań, każdego roku jest ich jakby trochę mniej. Prorocy pesymizmu uważają, że powtórzymy sytuację Irlandii, Hiszpanii, itp. Powodów spadku powołań jest wiele. Jest to problem złożony. Po pierwsze, proszę pamiętać, że powołanie jest darem. Nie możemy narzekać i wyrzekać Panu Bogu, że powołań jest mniej. Po drugie, jeśli ten dar powołań przychodzi, przychodzi do tych młodych ludzi, którzy żyją, a tych w Polsce jest coraz mniej. Demografia pokazuje, że wchodzi niż demgraficzny i tych młodych ludzi będzie coraz mniej. Jeśli nawet ci młodzi ludzie są, to powiedzmy sobie szczerze, dzisiejsze rodzniny nie są wielodzietne. I jeśli jedynak pragnie wstąpić do seminarium, pojawia się problem rodziców kto nas utrzyma, kto nami się zaopiekuje? Kolejna przyczyna to pojawienie się antypowołaniowej kultury. Jeszcze kilka lat temu, możnaby powiedzieć – dzięki Bogu, że syn ma powołanie, byłaby radość. Dzisiaj, często, gdy młody człowiek mówi, że chce iść do seminarium, to usłyszy – nie daj Boże! I to jest ta róznica, która nastąpiła na przestrzeni ostatnich 1015 lat. Nie wielu się cieszy, gdy młody chłopak chce pójść do seminarium, nie cieszą się rodzice, koledzy, nauczyciele – najczęściej mówią, nie marnuj życia. Jestem pełen podziwu, i chylę czoła przed młodym człowiekiem, który pokonał te warstwy niechęci i pesymizmu i mówi – ja chcę być księdzem.

Jak Ksiądz myśli, z czego wynika, takie nastawienie społeczeństwa do daru powołania?

Myślę, że jest w nas dużo konsumizmu. Rodzice uważają, że dziecko jest ich, przywłaszczają sobie to dziecko. Konsekwencją jest to, że w pewnym okresie życia młody człowiek jest tak związany egoizmem mamy czy ojca, że nie może być sobą. Nie może być wolny. Jest to problem nie tylko kapłaństwa, ale jest to problem społeczny, który pokazuje, że my w wolnej Polsce stajemy się społeczeństwem dość egoistycznym.

Czy jest to problem niedojrzałości w wierze, że nic do mnie nie należy?

Jest to problem dojrzałości społecznej, ludzkiej. Każda z mam wie, że jest bardzo szczęśliwą osobą, kiedy daje życie. Daje życie, by je dać komuś. Daje Bogu, drugiemu człowiekowi, daje drugiemu, kto będzie się cieszył z tego daru. Nie mogę zatrzymywać tego daru dla siebie, jest to podejście przedmiotowe. Należy też mieć otwarte serce, jeśli Pan Bóg daje powołanie to należy to uszanować i cieszyć się. Myślę, że jest wiele szczęśliwych mam i ojców, którzy wiedzą, że ich syn da im ostatnie namaszczenie.

Czytałam, że coraz więcej ludzi już po studiach wstępuje do seminarium.

Tak, ma pani rację. Obserwuje się taką tendencję, że młodzi ludzie przed poważnymi decyzjami trochę się lękają. Przedłuża się okres młodości. Dotyczy to również ludzi, którzy nie wstępują do seminarium. Kiedyś ludzie 23 -24 letni byli już rodzicami, dzisiaj chcą przedłużyć okres młodości. Myślę, że problem ten dotyczy również powołań. W seminarium warszawskim, w tym roku, mamy 26 kleryków i chyba 12 jest po wyższych studiach. Pokazuje to, że ludzie najpierw zdobywają jakieś doświadczenie życiowe i nawet, jeśli się lękają głosu powołania, to ono wraca. To jest dobre. Ale z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze, ludzie po 30stce zakończyli już proces dojrzewania. Przychodzą do seminarium jako ludzie bardzo dojrzali. Wymaga to od seminarium kolejnego przemyślenia sposobu formacji do kapłaństwa. Jest to kolejne wyzwanie dla polskich seminariów. Nie boimy się takich wyzwań, cieszymy się, że są powołania.

Serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę miłego pobytu na ziemi amerykańskiej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *