List do redakcji

Szanowna Redakcjo.
Bardzo proszę o umieszczenie tego listu w swoim numerze. Uważam, że dobrze byłoby, aby Polonia wiedziała o poniższej sytuacji wszystkich nas zainteresowanych losem Wanda Park.
Jako Polka już z przyzwyczajenia zakupy robię w polskich sklepach, leczę się u polskich doktorów, a pieniądze trzymam w naszej kredytówca. Na lancze i spotkania ze znajomymi chodzę do Centrum. Jestem dumna odwiedzając te instytucje. Byłam świadkiem ich narodzin.
Pamiętam jak w latach 70-tych grupka entuzjastów (M. Ładak, S.Strzałkowski i inni) zaczynając od zera tworzyła Polską Unię Kredytową. Nie brakowało tych, którzy przeszkadzali. Dziś z naszej kredytówki możemy być dumni. Piękne budynki, miła i profesjonalna obsługa.
Pamiętam też z lat 70-tych inną grupkę entuzjastów. Zaczynając od zera, bez centa w banku „kupowała” unikalny budynek na rogu 15-tej mili i Dequindre w Troy. Udało się.  Centrum rośnie, pięknieje na zewnątrz i wewnątrz. Przyjemnie jest tam zaprosić kogoś obcego. Jest się czym pochwalić; unikalne wykończenia wnętrz a także przyjemny „land-skaping”.
Dzisiaj polskie sklepy (Szczekowskiego, Romana, Ciemniaka, Kopytki itp.) to niepozorne małe pomieszczenia, chociaż smaczne produkty w środku. Dziś sklepy Polish Market, Bożka, Środków itp. prześcigaja się w urządzeniu.
Od ponad 30 lat leczę się u tego samego lekarza. W latach 70-tych był to mały skromny gabinet w Hamtramck. Dziś polski doktór wybudował piękne Centrum Medyczne w Troy.
Po ponad 30 lat chodzę do Polskiego kościoła, kiedyś w Hamtramck, a obecnie na 18 Mili w Sterling Hgts., który powstał i pięknieje z naszych donacji.
Podobnie jest z większością nas wszystkich. Po przyjeździe zaczynaliśmy od rentowania skromnego, taniego mieszkania. Dzięki ciężkiej pracy, spałniają się nasze „American dream”. Polonia ładnie mieszka, ładnie się ubiera, kształci dzieci. Jako całość tworzymy ładną grupę. Budujemy pozytywny stereotyp Polonii i Polsce. Wiadomo „ jak nas widzą…”.
Czasami jednak dzieje się odwrotnie. Przytoczę przykład weteranów polskich.
W latach 50-tych otrzymali w prezencie od poprzedników, weteranów wojny bolszewickiej z 1920 roku ogromny majątek wart obecnie dziesiątki milionów. Było to 46 akrów ziemi w sercu Sterling Hgts., nursing home, a także bogate placówki – niektóre z własnymi budynkami.
Majątek ten nie tylko nie został wzbogacony ale w dużej mierze roztrwoniony, zmarnowany. Z 46 akrów ziemi pozostało 38 i nikt nie wie co stało się z pieniędzmi. Część placówek uległa likwidacji, a ich domy zostały sprzedane. Pieniądze przepadły. Stare budynki w Parku Wanda niszczeją, nikt nie dba o ich należytą konserwację. „Nursing home” jest w opłakanym stanie. Prawdopodobnie grozić mu będzie zamknięcie.
Pomagając koleżance w znalezieniu miejsca dla jej brata, odwiedziłyśmy dom opieki w Parku Wanda. Wrażenie smutne. Ciemne pomieszczenia, gorąco, brak klimatyzacji, wentylacji, smród moczu, potu i gotowanej starej kapusty. W sposób (co tu chcecie) zainteresowały się nami dwie osoby ( prawdopodobnie personelu). Dodam, że w tej samej sprawie byłyśmy w innych domach, gdzie potraktowano nas jak interesantów udzielając wyczerpujących informacj.
W dniu wizyty w Wanda Park w „domu pogodnej starości dla weteranów”  był właśnie weterański piknik, na którym była władza weterańska.
Nasze pytania i uwagi dlaczego jest tak źle, i jakie są szanse na budowę nowego domu opieki dla polskich kobiet i mężczyzn wyzwoliły u zapytanych „komendantów” nerwowe, głośne i nieracjonalne reakcje. Trochę na miarę kieropwnika z PGR w PRL-u, którzy swoją nieudolność tłumaczył zawsze „trudnościami obiektywnymi”.
Dowiedziałam się, że polonia nie ma prawa mieszać się w sprawy weterańskie. To jest kłamstwo.
To Polonia dala pieniądze na zakup Parku Wanda. Pierwsze 10 akrów z budynkami załatwiła weteranom 75 lat temu śp. Klara Świeczkowska. Polonia ma prawo i obowiązek „mieszać się” w sprawy weterańskie, społeczne, polskie. Wanda Park jest własnościąPolonii, weterani jedynie nim zarządzają i to nieudolnie.
Ja mam swoje osobiste uprawnienia do „mieszania się” w te sprawy. Mój śp. Mąż był weteranem, a ja za jego życia byłam członkinią Korpusu Pomocniczego Pań. Oburza mnie jak obecnie władze weterańskie absolutnie nie interesują się wdowami po weteranach.
Przykładem może być zmarła kilka miesięcy temu sanitariuszka powstania warszawskiego, więźniarka niemieckich obozów śmierci, wdowa po weteranach. Pierwszy mąż był kapitanem w powstaniu, drugi mąż był żołnierzem AK ze Lwowa, członkiem SWAP. Kobieta zmarła w samotności. Niedołęstwo umysłowe jakiego doznała w ostatnich latach życia, straciła oszczędności, popadła w długi. Po śmierci tylko władze miasta mogły się nią zająć (nie miała rodziny). Godny, piękny i katolicki pogrzeb miała dzięki pomocy ludzi dobrej woli: Ks. Proboszcz Bolesława Króla, Ks. Proboszcza Romana Pasiecznego, Państwa Joli i Jerzego Iwanik, organisty Pana Mączka. Ale całość pogrzebu została zorganizowana przez dr. Teresę i dr. Stanisława Jaszczaków. Nikt z weteranów nie zainteresował się losami tej wspaniałej weteranki ani za życia, ani po śmierci.
Panowie weterani – wstyd.
Władze weterańskie powinny mieć moralny obowiązek złożenia sprawozdania dla Polonii co stało się z pieniędzmi ze sprzedaży ziemi weterańskiej, a także z oszczędnościami i pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży niektórych placówek. Przypominam, że własność społeczna należy do społeczeństwa, a nie do jednostki.
Podobnie Polonia ma prawo wiedzieć komu ma „podziękować” za uniemożliwienie projektów budowy nowego ośrodka dla polskich seniorów kobiet i mężczyzn w Parku Wanda.
Bardzo dużo osób o tym mówi i jest to wielka niewiadoma.
Irena Niewiadomska

Szanowna Redakcjo.

Bardzo proszę o umieszczenie tego listu w swoim numerze. Uważam, że dobrze byłoby, aby Polonia wiedziała o poniższej sytuacji wszystkich nas zainteresowanych losem Wanda Park.

Jako Polka już z przyzwyczajenia zakupy robię w polskich sklepach, leczę się u polskich doktorów, a pieniądze trzymam w naszej kredytówca. Na lancze i spotkania ze znajomymi chodzę do Centrum. Jestem dumna odwiedzając te instytucje. Byłam świadkiem ich narodzin.Pamiętam jak w latach 70-tych grupka entuzjastów (M. Ładak, S.Strzałkowski i inni) zaczynając od zera tworzyła Polską Unię Kredytową. Nie brakowało tych, którzy przeszkadzali. Dziś z naszej kredytówki możemy być dumni. Piękne budynki, miła i profesjonalna obsługa.

Pamiętam też z lat 70-tych inną grupkę entuzjastów. Zaczynając od zera, bez centa w banku „kupowała” unikalny budynek na rogu 15-tej mili i Dequindre w Troy. Udało się.  Centrum rośnie, pięknieje na zewnątrz i wewnątrz. Przyjemnie jest tam zaprosić kogoś obcego. Jest się czym pochwalić; unikalne wykończenia wnętrz a także przyjemny „land-skaping”.

Dzisiaj polskie sklepy (Szczekowskiego, Romana, Ciemniaka, Kopytki itp.) to niepozorne małe pomieszczenia, chociaż smaczne produkty w środku. Dziś sklepy Polish Market, Bożka, Środków itp. prześcigaja się w urządzeniu.

Od ponad 30 lat leczę się u tego samego lekarza. W latach 70-tych był to mały skromny gabinet w Hamtramck. Dziś polski doktór wybudował piękne Centrum Medyczne w Troy.

Po ponad 30 lat chodzę do Polskiego kościoła, kiedyś w Hamtramck, a obecnie na 18 Mili w Sterling Hgts., który powstał i pięknieje z naszych donacji.

Podobnie jest z większością nas wszystkich. Po przyjeździe zaczynaliśmy od rentowania skromnego, taniego mieszkania. Dzięki ciężkiej pracy, spałniają się nasze „American dream”. Polonia ładnie mieszka, ładnie się ubiera, kształci dzieci. Jako całość tworzymy ładną grupę. Budujemy pozytywny stereotyp Polonii i Polsce. Wiadomo „ jak nas widzą…”.

Czasami jednak dzieje się odwrotnie. Przytoczę przykład weteranów polskich.

W latach 50-tych otrzymali w prezencie od poprzedników, weteranów wojny bolszewickiej z 1920 roku ogromny majątek wart obecnie dziesiątki milionów. Było to 46 akrów ziemi w sercu Sterling Hgts., nursing home, a także bogate placówki – niektóre z własnymi budynkami.

Majątek ten nie tylko nie został wzbogacony ale w dużej mierze roztrwoniony, zmarnowany. Z 46 akrów ziemi pozostało 38 i nikt nie wie co stało się z pieniędzmi. Część placówek uległa likwidacji, a ich domy zostały sprzedane. Pieniądze przepadły. Stare budynki w Parku Wanda niszczeją, nikt nie dba o ich należytą konserwację. „Nursing home” jest w opłakanym stanie. Prawdopodobnie grozić mu będzie zamknięcie.

Pomagając koleżance w znalezieniu miejsca dla jej brata, odwiedziłyśmy dom opieki w Parku Wanda. Wrażenie smutne. Ciemne pomieszczenia, gorąco, brak klimatyzacji, wentylacji, smród moczu, potu i gotowanej starej kapusty. W sposób (co tu chcecie) zainteresowały się nami dwie osoby ( prawdopodobnie personelu). Dodam, że w tej samej sprawie byłyśmy w innych domach, gdzie potraktowano nas jak interesantów udzielając wyczerpujących informacj.

W dniu wizyty w Wanda Park w „domu pogodnej starości dla weteranów”  był właśnie weterański piknik, na którym była władza weterańska.

Nasze pytania i uwagi dlaczego jest tak źle, i jakie są szanse na budowę nowego domu opieki dla polskich kobiet i mężczyzn wyzwoliły u zapytanych „komendantów” nerwowe, głośne i nieracjonalne reakcje. Trochę na miarę kieropwnika z PGR w PRL-u, którzy swoją nieudolność tłumaczył zawsze „trudnościami obiektywnymi”.

Dowiedziałam się, że polonia nie ma prawa mieszać się w sprawy weterańskie. To jest kłamstwo.

To Polonia dala pieniądze na zakup Parku Wanda. Pierwsze 10 akrów z budynkami załatwiła weteranom 75 lat temu śp. Klara Świeczkowska. Polonia ma prawo i obowiązek „mieszać się” w sprawy weterańskie, społeczne, polskie. Wanda Park jest własnościąPolonii, weterani jedynie nim zarządzają i to nieudolnie.

Ja mam swoje osobiste uprawnienia do „mieszania się” w te sprawy. Mój śp. Mąż był weteranem, a ja za jego życia byłam członkinią Korpusu Pomocniczego Pań. Oburza mnie jak obecnie władze weterańskie absolutnie nie interesują się wdowami po weteranach.

Przykładem może być zmarła kilka miesięcy temu sanitariuszka powstania warszawskiego, więźniarka niemieckich obozów śmierci, wdowa po weteranach. Pierwszy mąż był kapitanem w powstaniu, drugi mąż był żołnierzem AK ze Lwowa, członkiem SWAP. Kobieta zmarła w samotności. Niedołęstwo umysłowe jakiego doznała w ostatnich latach życia, straciła oszczędności, popadła w długi. Po śmierci tylko władze miasta mogły się nią zająć (nie miała rodziny). Godny, piękny i katolicki pogrzeb miała dzięki pomocy ludzi dobrej woli: Ks. Proboszcz Bolesława Króla, Ks. Proboszcza Romana Pasiecznego, Państwa Joli i Jerzego Iwanik, organisty Pana Mączka. Ale całość pogrzebu została zorganizowana przez dr. Teresę i dr. Stanisława Jaszczaków. Nikt z weteranów nie zainteresował się losami tej wspaniałej weteranki ani za życia, ani po śmierci.

Panowie weterani – wstyd.

Władze weterańskie powinny mieć moralny obowiązek złożenia sprawozdania dla Polonii co stało się z pieniędzmi ze sprzedaży ziemi weterańskiej, a także z oszczędnościami i pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży niektórych placówek. Przypominam, że własność społeczna należy do społeczeństwa, a nie do jednostki.

Podobnie Polonia ma prawo wiedzieć komu ma „podziękować” za uniemożliwienie projektów budowy nowego ośrodka dla polskich seniorów kobiet i mężczyzn w Parku Wanda.

Bardzo dużo osób o tym mówi i jest to wielka niewiadoma.

Irena Niewiadomska

One Response to “List do redakcji

  • Z CALYM SZACUNKIEM DLA WETERANOW.CO NIEKTORYCH DZIALACZY I CZLONKOW WETERANOW TRZEBA BY BYLO POZAMYKAC ZEBY DOJSC CALEJ PRAWDY.WANDA PARK MIALO SLUZYC DLA CALEJ POLONII MICHIGAN A SLUZY TYLKO WETERANOM KTORZY ROZTRWONILI
    PIENIADZE I CIAGLE PLACZA.A MOZE NIE WETERANOM A TYM KTORZY TAM ZARZADZALI
    I RZADZA NAPYCHAJAC WLASNE KIESZENIE.
    TAK NA KONIEC:W WANDA PARK POTRZEBUJE
    PRAWDZIWEGO GOSPODARZA KTORY POSTAWI WETERANOW NA NOGI CZEGO Z CALEGO SERCA IM ZYCZE.MOZE POLONIA ZNOW BEDZIE SIE TAM DOBRZE BAWIC JAK KIEDYS?????????

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *