List do redakcji

List do Redakcji
Chciałabym skomentować artykuł, który ukazał się w „Czasie Polskim” w dniu 29 kwietnia 2009. Ponieważ mój poprzedni list do Redakcji skierowany do obu polskich gazet, opublikowany został tylko w „Tygodniku Polskim”, ten, chociaż dotyczy artykułu zamieszczonego w „Czasie Polskim”, kieruję również do „Tygodnika Polskiego”, w obawie, że „Czas Polski” znów nie poda mojego listu do wiadomości czytelników.
W artykule “W Radzie Dyrektorów Federalnej Unii Kredytowej bez zmian” podano kilka błędnych informacji. Napisano, cytuję ”odbyły się także wybory na trzy stanowiska”. Faktem jest, że żadne wybory nie miały miejsca. Nikt na zebraniu nie wybierał i nie decydował o tym, kto zasiądzie w radzie dyrektorów. Następnie artykuł stwierdza, że cytuje “Strzałkowska, Kobylecki i Porada byli jedynymi kandydatami”. To również nie jest zgodne z prawdą. Próbowałam kandydować również ja, ale zostałam zdyskwalifikowana z przyczyn czysto personalnych.
Chciałabym za pośrednictwem Tygodnika Polskiego poinformować wszystkie osoby, które podpisały moją petycję i kontaktowały sie ze mną w sprawie szczegółów zaistniałej sytuacji po opublikowaniu poprzedniego listu, o dalszym ciagu wydarzeń związanych z moją kandydaturą.
Moja petycja zawierała 118 podpisów na 80 wymaganych. Otrzymałam list od sekretarza rady dyrektorów, Pawła Szleszynskiego, informujący mnie o odrzuceniu mojej kandydatury przez komisję rewizyjną ze względu na wiele kwestionowanych podpisów. W odpowiedzi na ten list zażądałam nazwisk członków, których podpisy odrzucono. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, czyli zostałam całkowicie zignorowana. Zbliżał się termin wyborów, wiele członków dzwoniło do mnie z pytaniami odnośnie głosowania na zebraniu. Wszyscy byli zbulwersowani postępowaniem i przepisami stosowanymi przez zarząd unii, który ma ich reprezentowac. Zatrudniłam więc prawnika, aby wyegzekwować dokładnie dlaczego nie dopuszczono mnie do wyborów. W poniedziałek 20 kwietnia mój adwokat otrzymał do tej pory chronione tajemnicą numery stojące  przy kwestionowanych nazwiskach. Było ich 16. Ciągle więc prawidłowych podpisów było 102. Sprawdzono karty członków i weryfikowano podpisy, jednak nikt nie pofatygował się aby zadzwonić do 16-tu klientów i wyjaśnić czy podpisy zostały przez nich złożone. Ustalone przez dyrekcję prawo mówi bowiem, że w przypadku niezgodności podpisów komisja rewizyjna żąda od tych osób trzykrotnego podpisania w obecności członków komisji bez uprzedniego pokazania podpisu danej osoby na petycji. Unia dzwoniła do 2-ch osób, resztę pominęła, a więc podała nieprawdziwe informacje, że 16 podpisów się nie zgadzało. Mój prawnik pertraktował z panią Dul, aby umieszczono mnie na liście kandydatów i załatwiono sprawę polubownie, jednak kategorycznie tego odmówiono.
Ze względu na niedopełnienie obowiązków przez siebie samych wymyślonych,  wykreowanie przepisów, które mają na celu niedopuszczenie nowych osób do zarządu unii, a także w związku z całkowitym zignorowaniem mojej osoby, adwokat mój wystąpił w dniu 21 kwietnia do sądu w Oakland County o tymczasowe wstrzymanie wyborów. Otrzymał natychmiastową decyzję sedziego, że wybory mają być wstrzymane. Unia nie mogła jednak dopuścić do takiego skandalu, więc odwołała się od tej decyzji w dniu wyborów – 23 kwietnia. Z trudem i z wieloma negatywnymi komentarzami sędziego na temat przepisów wymyślonych przez kilka osób, aby jak najbardziej utrudnić dostęp do swojej kliki innym. Sędzia nie wiedział jednak, że w tym wypadku żadne wybory nie będą miały miejsca, ponieważ innych kandydatów nie było. Automatycznie przeszły osoby, które już w radzie zasiadają. Sędzia nakazał prawnikowi unii, aby przekazał dyrektorom jego krytyczny komentarz odnośnie całej sytuacji.
W żadnej unii kredytowej w całych Stanach Zjednoczonych nie ma takich przepisów i takich trudności, i takiej walki o utrzymanie pozycji dyrektorów, jaka ma miejsce w naszej unii. Nasi dyrektorzy to w wielu przypadkach najpierw pracownicy unii, a potem nią rządzący, albo odwrotnie – najpierw dyrektorzy, a potem pracownicy; ale już na tych najwyższych pozycjach. Nie przestrzegany jest konflikt interesów. Pani Dul kiedy objęła stanowisko Chief Operating Officer w unii, była najpierw dyrektorem w unii i kontynuowała prace w swoim “mortgage company” oraz nadal zasiadała i zasiada w dyrekcji unii.
Moja sprawa nie jest jeszcze zakończona. Zignorowanie woli ponad 100 członków, którzy podpisali moją petycje jest karygodne. Nie stosowanie się do przez siebie samych wykreowanych przepisów jest również karygodne. Unia powinna być poddana generalnej kontroli, jeśli bowiem co roku odbywają się zacięte walki “starych” dyrektorów o utrzymanie społecznej funkcji, oznacza to, że jest tam coś do ukrycia. Członkowie mają prawo zadecydować o swojej unii kredytowej przez zorganizowanie zebrania specjalnego i usunięcia osób, które dopuszczają się samowolnych zmian, które wprowadzane są nie dla dobra członków i ułatwienia startujacym w wyborach pełnienia społecznej funkcji, ale dla personalnych względów kilku osób.
Kilku dyrektorów chciałoby znać powód, dla którego tak mi zależy na wejściu do ich zespołu. Mam więc pytanie do nich: dlaczego wy panowie i panie tak uporczywie walczycie o te pozycje? Jaki jest wasz cel? Co konkretnie niektórzy z was robią dobrego dla unii siedząc tam ponad ćwierć wieku? Może każdy z osobna powinien odpowiedzieć na pytanie co zrobił dla unii i jakie jego konkretne decyzje spowodowały korzyści dla tej organizacji i jej członków.
Członkom natomiast, życzę większego zainteresowania organizacją, której są właścicielami, zadawania pytań, śledzenia sposobu wydawania pieniędzy. To jest nasza unia kredytowa, to od nas zależy jak jest kierowana i jakie decyzje podejmuje grupa 11 osób w naszym imieniu, w imieniu ośmiu tysięcy członków.
Z poważaniem
Jolanta Choluj
May, 11, 2009

Chciałabym skomentować artykuł, który ukazał się w „Czasie Polskim” w dniu 29 kwietnia 2009. Ponieważ mój poprzedni list do Redakcji skierowany do obu polskich gazet, opublikowany został tylko w „Tygodniku Polskim”, ten, chociaż dotyczy artykułu zamieszczonego w „Czasie Polskim”, kieruję również do „Tygodnika Polskiego”, w obawie, że „Czas Polski” znów nie poda mojego listu do wiadomości czytelników.

W artykule “W Radzie Dyrektorów Federalnej Unii Kredytowej bez zmian” podano kilka błędnych informacji. Napisano, cytuję ”odbyły się także wybory na trzy stanowiska”. Faktem jest, że żadne wybory nie miały miejsca. Nikt na zebraniu nie wybierał i nie decydował o tym, kto zasiądzie w radzie dyrektorów. Następnie artykuł stwierdza, że cytuje “Strzałkowska, Kobylecki i Porada byli jedynymi kandydatami”. To również nie jest zgodne z prawdą. Próbowałam kandydować również ja, ale zostałam zdyskwalifikowana z przyczyn czysto personalnych.

Chciałabym za pośrednictwem Tygodnika Polskiego poinformować wszystkie osoby, które podpisały moją petycję i kontaktowały sie ze mną w sprawie szczegółów zaistniałej sytuacji po opublikowaniu poprzedniego listu, o dalszym ciagu wydarzeń związanych z moją kandydaturą.

Moja petycja zawierała 118 podpisów na 80 wymaganych. Otrzymałam list od sekretarza rady dyrektorów, Pawła Szleszynskiego, informujący mnie o odrzuceniu mojej kandydatury przez komisję rewizyjną ze względu na wiele kwestionowanych podpisów. W odpowiedzi na ten list zażądałam nazwisk członków, których podpisy odrzucono. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, czyli zostałam całkowicie zignorowana. Zbliżał się termin wyborów, wiele członków dzwoniło do mnie z pytaniami odnośnie głosowania na zebraniu. Wszyscy byli zbulwersowani postępowaniem i przepisami stosowanymi przez zarząd unii, który ma ich reprezentowac. Zatrudniłam więc prawnika, aby wyegzekwować dokładnie dlaczego nie dopuszczono mnie do wyborów. W poniedziałek 20 kwietnia mój adwokat otrzymał do tej pory chronione tajemnicą numery stojące  przy kwestionowanych nazwiskach. Było ich 16. Ciągle więc prawidłowych podpisów było 102. Sprawdzono karty członków i weryfikowano podpisy, jednak nikt nie pofatygował się aby zadzwonić do 16-tu klientów i wyjaśnić czy podpisy zostały przez nich złożone. Ustalone przez dyrekcję prawo mówi bowiem, że w przypadku niezgodności podpisów komisja rewizyjna żąda od tych osób trzykrotnego podpisania w obecności członków komisji bez uprzedniego pokazania podpisu danej osoby na petycji. Unia dzwoniła do 2-ch osób, resztę pominęła, a więc podała nieprawdziwe informacje, że 16 podpisów się nie zgadzało. Mój prawnik pertraktował z panią Dul, aby umieszczono mnie na liście kandydatów i załatwiono sprawę polubownie, jednak kategorycznie tego odmówiono.

Ze względu na niedopełnienie obowiązków przez siebie samych wymyślonych,  wykreowanie przepisów, które mają na celu niedopuszczenie nowych osób do zarządu unii, a także w związku z całkowitym zignorowaniem mojej osoby, adwokat mój wystąpił w dniu 21 kwietnia do sądu w Oakland County o tymczasowe wstrzymanie wyborów. Otrzymał natychmiastową decyzję sedziego, że wybory mają być wstrzymane. Unia nie mogła jednak dopuścić do takiego skandalu, więc odwołała się od tej decyzji w dniu wyborów – 23 kwietnia. Z trudem i z wieloma negatywnymi komentarzami sędziego na temat przepisów wymyślonych przez kilka osób, aby jak najbardziej utrudnić dostęp do swojej kliki innym. Sędzia nie wiedział jednak, że w tym wypadku żadne wybory nie będą miały miejsca, ponieważ innych kandydatów nie było. Automatycznie przeszły osoby, które już w radzie zasiadają. Sędzia nakazał prawnikowi unii, aby przekazał dyrektorom jego krytyczny komentarz odnośnie całej sytuacji.

W żadnej unii kredytowej w całych Stanach Zjednoczonych nie ma takich przepisów i takich trudności, i takiej walki o utrzymanie pozycji dyrektorów, jaka ma miejsce w naszej unii. Nasi dyrektorzy to w wielu przypadkach najpierw pracownicy unii, a potem nią rządzący, albo odwrotnie – najpierw dyrektorzy, a potem pracownicy; ale już na tych najwyższych pozycjach. Nie przestrzegany jest konflikt interesów. Pani Dul kiedy objęła stanowisko Chief Operating Officer w unii, była najpierw dyrektorem w unii i kontynuowała prace w swoim “mortgage company” oraz nadal zasiadała i zasiada w dyrekcji unii.

Moja sprawa nie jest jeszcze zakończona. Zignorowanie woli ponad 100 członków, którzy podpisali moją petycje jest karygodne. Nie stosowanie się do przez siebie samych wykreowanych przepisów jest również karygodne. Unia powinna być poddana generalnej kontroli, jeśli bowiem co roku odbywają się zacięte walki “starych” dyrektorów o utrzymanie społecznej funkcji, oznacza to, że jest tam coś do ukrycia. Członkowie mają prawo zadecydować o swojej unii kredytowej przez zorganizowanie zebrania specjalnego i usunięcia osób, które dopuszczają się samowolnych zmian, które wprowadzane są nie dla dobra członków i ułatwienia startujacym w wyborach pełnienia społecznej funkcji, ale dla personalnych względów kilku osób.

Kilku dyrektorów chciałoby znać powód, dla którego tak mi zależy na wejściu do ich zespołu. Mam więc pytanie do nich: dlaczego wy panowie i panie tak uporczywie walczycie o te pozycje? Jaki jest wasz cel? Co konkretnie niektórzy z was robią dobrego dla unii siedząc tam ponad ćwierć wieku? Może każdy z osobna powinien odpowiedzieć na pytanie co zrobił dla unii i jakie jego konkretne decyzje spowodowały korzyści dla tej organizacji i jej członków.

Członkom natomiast, życzę większego zainteresowania organizacją, której są właścicielami, zadawania pytań, śledzenia sposobu wydawania pieniędzy. To jest nasza unia kredytowa, to od nas zależy jak jest kierowana i jakie decyzje podejmuje grupa 11 osób w naszym imieniu, w imieniu ośmiu tysięcy członków.

Z poważaniem

Jolanta Choluj

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *